Odpowiedzi Waldemara Tomaszewskiego na pytania dziennikarza dziennika „Respublika” Juliusa Girdvainisa

281

6 kwietnia w dzienniku „Respublika” ukazał się artykuł Olavy Strikulienė pt. „W. Tomaszewski: to Litwini powinni się integrować, a nie my”. Artykuł został napisany subiektywnie, a niektóre wypowiedzi są niepełne i wyrwane z kontekstu. Wieczorem tego dnia dziennikarz „Respubliki” Julius Girdvainis poprosił Waldemara Tomaszewskiego o odpowiedzenie na kilka pytań. Pytania były tendencyjne, ale W. Tomaszewski zgodził się na nie odpowiedzieć pod warunkiem, że odpowiedzi nie będą skrócone lub zmienione. Dziennikarz zapewnił, że odpowiedzi nie zmieni i mamy nadzieję, że danego słowa dotrzyma. Zamieszczamy więc autoryzowane odpowiedzi W. Tomaszewskiego na pytania dziennikarza dziennika „Respublika”, Juliusa Girdvainisa.


Kolejny raz twierdzi Pan, że to Litwini, a nie Polacy, powinni integrować się na Wileńszczyźnie. Dlaczego?

Termin „integracja” nie jest odpowiedni dla Polaków na Litwie, gdyż Polacy mieszkają tutaj od wieków, tutaj jest ich ojczyzna, pochowani są ich przodkowie. Więc najwyższy czas zaprzestać używania tego niepoprawnego terminu. Niemała cześć Litwinów zamieszkujących Wileńszczyznę mieszka tu od niedawna i nie do końca zdążyła poznać miejscowe tradycje oraz nauczyć się języka. Każdy człowiek powinien uczyć się języków, bo właśnie w ten sposób wzbogaca swoją osobowość.

Jak Pana zdaniem powinna przechodzić taka integracja — czy wszyscy Litwini, Rosjanie oraz Żydzi zamieszkujący Wilno oraz Wileńszczyznę powinni uczyć się języka polskiego?

Mówiłem już, że słowo „integracja” tutaj nie pasuje. Większość miejscowych mieszkańców, między innymi Polacy, Rosjanie, Żydzi, mówi w języku sąsiadów i jest to dobry przykład tego, jak powinni żyć sąsiedzi.

Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że Wilno i Wileńszczyzna nie są już historyczną ziemią litewską?

To jest pańskie stwierdzenie. Wilno jest historyczną stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, a WKL, jak wiadomo, to kraj wielonarodowy, gdzie szczególnie na Wileńszczyźnie mieszkańcy różnych narodowości żyli w zgodzie. Zapewne wiedzą państwo, że do XVII w. państwowym językiem WKL był białoruski, po XVII w. — polski, w XIX w. i po drugiej wojnieśŚwiatowej — rosyjski, a teraz — litewski. Między innymi, znam te wszystkie języki. Laureat Nagrody Nobla, Czesław Miłosz, rodem z Ziemi Kiejdańskiej, na Uniwersytecie Wileńskim w 1992 roku mówił: „Przed wojną Wilno nie było miastem Polaków”. I zaraz dodał: „Wilno było miastem Polaków i Żydów”. Niestety, dzisiaj społeczność żydowska w Wilnie jest nieliczna, bo jak wiadomo, faszystowscy kolaboranci z „Oddziału Specjalnego” wymordowali 94 proc. Żydów Litwy.

Czy pańskie stwierdzenie, jako posła do Parlamentu Europejskiego i jako obywatela, że Wilno i Wileńszczyzna nie są ziemiami litewskimi, Litwini tu tylko przybyli, muszą integrować się w społeczność polską, nie jest podżeganiem nienawiści narodowościowej?

To są pańskie słowa, jak rozumiem. Wyraziłem swoje zdanie odpowiadając na pierwsze pytanie. A mówiąc o podżeganiu nienawiści narodowościowej, myślę, że właśnie to robią skinheadzi, uczestnicy pochodu w Wilnie, skandując hasła „Litwa dla Litwinów”, „Litwa bez Rosjan i Polaków” albo „Juden Raus”. Zostaje nam tylko ubolewać, że takie pochody stały się częstym zjawiskiem.

Oskarżał Pan Litwę w różnych organizacjach międzynarodowych w sprawie nazewnictwa ulic w języku polskim, pisowni polskich nazwisk, problemów polskich szkół w naszym kraju, ale czyżby nie są to tylko przyczyny uboczne, które kryją o wiele większy kłopot — znowu odradzające się pogłoski o polskiej autonomii na Wileńszczyźnie?

W międzynarodowych sądach i organizacjach Litwa była oskarżana przez setki, a być może nawet tysiące naszych obywateli o pogwałcenie ich praw. Nie można utożsamiać Litwy z osobnymi urzędnikami i politykami, którzy często wyrządzają krzywdę mieszkańcom naszego kraju. Jeśli chodzi o autonomię, dziś najczęściej o tym wspominają Żmudzini.

— Co by Pan odpowiedział Polakowi Litwy, byłemu posłowi na Sejm, Ryszardowi Maciejkiańcowi, który publicznie wyznał, że to Pan sam stwarza te problemy narodowościowe na Litwie, których tak naprawdę nie ma?

Nie jestem lekarzem, tylko politykiem, więc trudno mi odpowiedzieć. Może trzeba by było brać leki na polepszenie pamięci. A może po prostu poczytać własne oświadczenia pisane w latach 1989, 1991, 1994, 1996. A o to, czy są problemy narodowościowe, czy ich nie ma, proszę zapytać ukaranych przedsiębiorców, którzy na swoim własnym sklepie albo autobusie obok państwowego użyli języka ojczystego, albo zapytajcie prawowitych byłych właścicieli ziemi w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Oni Państwu odpowiedzą, kto odebrał ziemię ich praojców i do kogo ona teraz należy. Na tej liście można znaleźć niemało nazwisk naszych wybitnych polityków i mężów stanu.

www.AWPL.lt