Relikwie i ich rola w Kościele Chrześcijańskim w XXI wieku

Biskup Juozas Tunaitis Fot. Marian Paluszkiewicz

.

Rozmowa z biskupem Archidiecezji Wileńskiej Juozasem Tunaitisem

Girl in a jacket

Ostatnio coraz częściej mówi się i pisze o relikwiach świętych i błogosławionych. Przed paroma laty gościły u nas relikwie św. Teresy, teraz się dużo mówi o relikwiach błogosławionego Jana Pawła II. Skąd ta tradycja pochodzi i co oznacza?

Sama nazwa pochodzi od języka łacińskiego i określa się jako „szczątki” zmarłego ciała. Tradycja powstała z potrzeby człowieka pamiętania o swoich najbliższych zmarłych. Ludzie od zawsze mieli szacunek do zmarłych, a szczególnie tych, co prowadzili szlachetny i pobożny tryb życia. Jeszcze przed Chrystusem odwiedzano groby Abrahama, Izaaka, Jakuba wspominając o ich dobrych czynach na ziemi. Faraonom Egipcjanie np. stawiali na ich cześć piramidy. Ludzkość bowiem zawsze wierzyła w taki lub inny sposób życia pozagrobowego. Dlatego często do grobów wkładano jedzenie, jakieś przedmioty należące do tej osoby itp. Mówi się, że po cmentarzach i po grobach poznajemy kulturę poszczególnych narodów. We wszystkie czasy odwiedzano groby. Zaraz po śmierci Chrystusa, niewiasty też wczesnym rankiem poszły odwiedzić Jego Grób.

Niewierzący też odwiedzają swoje groby, ale tylko jako symbol, bo nie wierzą, że ich bliscy żyją. Wierzący zaś nie tylko zewnętrznie dbają o groby, ale modlą się przy nich za swoich najbliższych, proszą o ich wstawiennictwo.

A więc Kościół tę tradycję poniekąd zapożyczył od dawnych ludów jeszcze nie chrześcijańskich i w pewien sposób je udoskonalił?

Tak, kiedy Chrystus chodził jeszcze po ziemi, wybrał sobie 12 apostołów i założył Kościół. Pierwszymi najświętszymi i największymi relikwiami w Kościele Chrześcijańskim było ciało Pana Jezusa po ukrzyżowaniu, Krzyż, na którym zmarł, gwoździe, którymi był przybity i Jego szata. Zaraz potem rozpoczęły się prześladowania i męczarnie apostołów i chrześcijan. Wszystkich, którzy ponieśli śmierć za wiarę w Chrystusa, grzebano z wielkim szacunkiem w najgodniejszych miejscach i nazywano ich świętymi, a ich ciała były relikwiami. Na ich grobach często odprawiano Msze św. modląc się o ich wstawiennictwo przed Bogiem. Uważano ich za pośredników pomiędzy ludźmi a Bogiem, nazywano ich często swego rodzaju adwokatami i obrońcami ludzi przed sprawiedliwością i karą Boga. Stąd też wziął się zwyczaj wmontowywania w ołtarze w kościołach jakiejkolwiek relikwii świętych. Każdy ołtarz musiał mieć choć milimetrową relikwię (szczątek kości, ubrania itp.). Taki porządek obowiązywał do II Soboru Watykańskiego. Po Soborze nie jest już to konieczne, bo kościołów jest bardzo wiele i należałoby świętych dosłownie na drobne kawałeczki krajać, a tego Kościół nie uważa za pochlebną rzecz. Świętych nie wolno drobić jak kromkę chleba.

Jest kilka stopni ważności relikwii. Jakie to są?

Te najważniejsze to są kości, a powinny mieć taki rozmiar, żeby można było określić, z jakiej części ciała pochodzą. Następnie jest ubranie, przedmioty, których używał święty. Są też jeszcze, po ludzku mówiąc, pochodne relikwie. Oznacza to, że taka lub inna rzecz dotknęła świętych kości lub szat, a więc jest relikwią jakby w następnym pokoleniu.
Czasem ludzie mówią o relikwiach rodzinnych np. o różańcu, na którym ktoś dawno zmarły, ale bardzo bliski się modlił, o starych zdjęciach, czy rzeczach używanych przez te osoby. Nie są to prawdziwe relikwie, ale dla danej rodziny bardzo cenne i otaczane wielkim szacunkiem. Gdy wyciągamy je ze schowka, to zwykle przypominamy sobie wiele dobrych rzeczy, które dana osoba w życiu zrobiła, ze czcią daną rzecz oglądamy, albo czasem nawet używamy, głównie na święta.

Kult relikwii świętych był najbardziej rozwinięty w średniowieczu. Ale było też w tej materii wiele kumoterstwa i spekulacji „świętościami”, które nie zawsze były święte. Jak ta sytuacja wygląda dzisiaj?

Tak rzeczywiście było. W owym czasie relikwie można było rozdawać, ale można było też sprzedawać. Z tego dość często korzystali różni nieuczciwi ludzie. Można było kupić prawdziwą relikwię, ale można też było nabyć zwykłą fałszywkę. Sprawę tę ostatecznie rozstrzygnął II Sobór Watykański. Odtąd relikwii się już nie sprzedaje. Rozdają je, po bardzo dokładnym zbadaniu okoliczności, biskupi. Zwykle do trumny lub krypty, od momentu gdy człowiek został wyniesiony na ołtarze, po jej otwarciu, wkłada się odpowiedni dokument wydany przez Kościół potwierdzający świętość tej osoby i wówczas już nie może być wątpliwości o autentyczności takich lub innych szczątków.

Jak już mówiłem, Kościół nie jest skłonny do drobienia człowieka na małe kawałeczki. Większość członków pozostaje gdzieś w jednym kościele i tylko drobiazgi dzielone są parafiom, klasztorom, czasem osobom prywatnym.

Z jednej strony proces ten podlega obecnie względnie ostrej kontroli, bo już tego rodzaju „świętości” nie wolno sprzedawać, ale skoro mogą je mieć nawet osoby prywatne (być może dla kolekcji domowej), to chyba nie jest najlepiej?

To nie jest do końca tak. Dziś proces rozdawania relikwii jest bardzo skomplikowany. Potrzebna jest prośba, skierowana w tej sprawie do biskupa. A prośba musi być bardzo konkretnie umotywowana. Poza tym, daleko nie każda prośba zostaje uwzględniona. Jeśli zaś chodzi o osoby prywatne, to biskup zwykle żąda opinii i motywacji parafialnego proboszcza.

Jakich świętych relikwie mamy na Litwie lub przynajmniej w Wilnie? W Polsce bardzo wiele kościołów ubiega się o relikwie Jana Pawła II. Jeden z kościołów ma już ampułkę z krwią błogosławionego, czyżby została pobrana pośmiertnie? Czy Litwa też może liczyć na relikwie papieża?

Nie mam pełnej listy relikwii świętych na Litwie. Na pewno jednak mamy relikwie św. Kazimierza, św. Stanisława, bł. Michała Sopoćko, św. Krzyża w Kalwarii Wileńskiej, św. Andrzeja Boboli, otrzymaliśmy też relikwie św. Jadwigi. Na Litwie było o wiele więcej relikwii, ale gdy w dobie komunizmu zamykano i niszczono kościoły, wiele ich zginęło, niektóre udało się przechować.
Najwięcej ich przechowano w kościele pw. Ducha Świętego w Wilnie. W 1992 roku zostały one odnalezione, relikwiarze umieszczono w muzeum, a same relikwie umieszczono w małej skrzyneczce. Problem jednak polega na tym, że nie ma nigdzie dokumentów potwierdzających autentyczność tych relikwii, a więc niektóre z nich mogą być sfałszowane.

Czy będziemy mieli relikwie bł. Jana Pawła II, nie jestem pewien. Jeśli zaś chodzi o ampułkę z krwią papieża, którą ma Polska, to prawdopodobnie była ona pobrana w szpitalu po zamachu i pozostała zachowana do dziś.

Kiedyś mówiono, że świętych poznaje się po tym, że przez długie lata po śmierci ich ciała nie ulegają rozkładowi. Na ile to jest prawdą?

Odnośnie relikwii świętych przed człowiekiem jest nadal wiele nieodkrytych tajemnic bożych. Najczęściej ciała ulegają zniszczeniu, nieuszkodzone bywają tylko kości. Są jednak wyjątki. We Włoszech są relikwie św. Januarego. Jest to krew w ampułce, która w ciągu całego roku bywa w postaci skrzepłej, a w dniu poświęconym Jego pamięci przybiera znowu postać cieczy i biologicznie ma wszystkie składniki ludzkiej krwi. Faktu tego od lat ani medycy, ani teolodzy nie mogą wyjaśnić. Tak po prostu chce Bóg.

W Kościele znany jest jeszcze jeden bardzo dziwny przypadek. Pewien król domagał się od swego kapelana, by mu powiedział, z jakich grzechów spowiada się jego żona. Gdy kapłan wielokrotnie odmówił, kazał go zabić. Kapelana po latach wyniesiono na ołtarze, a gdy odkryto trumnę, ciała już nie było. Pozostały tylko kości i całkiem nienaruszony w zdrowym stanie Jego język. Tego też w żaden sposób nie da się po ludzku wytłumaczyć. Takich bożych tajemnic w tej i nie tylko tej materii jest bardzo wiele i myślę, że nie musimy na siłę starać się ich poznać. Zostawmy też coś dla Boga i nie chciejmy na siłę Go we wszystkim zastąpić.

A więc powróćmy raz jeszcze do znaczenia relikwii w XXI wieku. Czy powinniśmy je czcić, za ich pośrednictwem modlić się i czy to jest chwalebna praktyka, gdy jakieś relikwie wędrują po domach. Jak to się powinno odbywać?

Jak już mówiłem, szacunek do cmentarzy, grobów zawsze był przez różne religie i różne kultury propagowany, zalecany i przestrzegany bez względu na to, czy to byli dobrzy ludzie, czy może nie bardzo. Nigdy i w żadnych okolicznościach nie wolno było bezcześcić grobów.

Osobom wyniesionym na ołtarze należy się szczególny szacunek, do nich możemy się modlić i za ich pośrednictwem otrzymywać potrzebne łaski. Pamiętać jednak trzeba, że przez wieki uzbierały się całe plejady świętych, o których Kościół nawet nie wie. To coś podobnie jak z grobem Nieznanego Żołnierza. W niebie też mamy całe rzesze takich nieznanych i to jest tylko tajemnicą Boga.

Chwalebne jest oddawać cześć relikwiom, jednak bez większej przesady. Może się zdarzyć, że taki lub inny święty zaćmi nam nawet samego Boga. A czy do jakiegoś świętego będziemy się modlić przed Jego relikwią, czy nie, nie ma większego znaczenia, chodzi o to, jak szczerze będziemy się modlić.

Obrazy, relikwie, figury świętych są nam tylko pomocne w modlitwie, ale większego znaczenia nie mają. Człowiek z natury zawsze jest niewiernym Tomaszem, chce wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć i dopiero uwierzy.

Niektórzy mówią, że uwierzyliby w Boga, żeby tu i teraz uczynił im jakiś cud. Apostołowie i lud Izraela widzieli wiele cudów i też niewielu uwierzyło. Prawdopodobnie i z nami tak by było. Poza tym zapominamy, że Pan Bóg codziennie i każdemu z nas czyni drobne cuda (zakwita kwiat, z małego ziarnka wyrasta duży owoc), tylko my ich po prostu nie zauważmy lub nie chcemy zauważać.

Odnośnie zaś przyjmowania relikwii w domach przez niektóre osoby, jest ładnym i godnym pochwały zwyczajem. Muszą być jednak przy tym spełnione pewne warunki. Relikwie muszą wędrować wraz z kapłanem lub inną wyznaczoną do tego specjalnie osobą, by czasem ktoś nie zbezcześcił tego rodzaju świętości. Rodzina również powinna być znana ze swej pobożności i moralnej postawy. Do przyjęcia relikwii szykuje się zwykle cała rodzina, przygotowuje odpowiednie modlitwy, które są przed relikwią odmawiane. Często po domach wędrują też święte obrazy, figurki itp. Dobry to zwyczaj, ale pamiętajmy, żeby temu wszystkiemu towarzyszyła z serca płynąca modlitwa (tylko wtedy mają sens takie odwiedziny), a nie chęć pochwalenia się przed sąsiadami.

 

Rozmawiała Julitta Tryk