Świat przerażony koszmarem norweskiej tragedii

W tych dramatycznych chwilach z Norwegią dzielą smutek ludzie z całego świata Fot. EPA-ELTA

W Norwegii i w wielu krajach na świecie, w tym na Litwie, minutą ciszy uczczono w poniedziałek w południe ofiary zamachu bombowego w Oslo i rzezi na wyspie Utoya. Litewski rząd zastanawiał się nad ogłoszeniem żałoby w kraju, jednak ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu, bo w samej Norwegii żałoba już się skończyła, więc — jak tłumaczy rząd — ogłoszenie żałoby byłoby niestosownym.

Tymczasem w poniedziałek przed sądem norweskim stanął 32-letni Anders Behring Breivik. Norwegowi zarzuca się dokonanie zamachu terrorystycznego w stolicy kraju oraz zabójstwa co najmniej 86 ludzi na wyspie fiordu w okolicach Oslo. Grozi mu za to najwyżej 21 lat pozbawienia wolności, ponieważ norweski wymiar sprawiedliwości nie stosuje kary dożywocia.

Anders Behring Breivik Fot. EPA-ELTA

„Szatan o blond włosach”, jak Breivika ochrzciły litewskie media, chciał, żeby posiedzenie sądu było otwarte dla mediów. Jak powiedział wcześniej adwokat „skandynawskiego rzeźnika”, oskarżony chciał przedstawić publicznie motywy swojej zbrodni. Wcześniej obrońca przekazał mediom słowa Breivika, który przyznał, że jego czyny były „potworne, ale konieczne”. Sąd jednak przychylił się do wniosku prokuratorów, którzy zabiegali o zamknięcie posiedzenia przed mediami. Zdaniem oskarżycieli, ale też wielu obserwatorów, upublicznienie rozprawy należałoby traktować jako zwycięstwo zamachowca, któremu zależy na rozgłosie i szerzeniu swojej propagandy. Liczący na uwagę opinii publicznej, Breivik, doczekał się jej gniewu. Jak podały media, ludzie zgromadzeni przed sądem krzyczeli „cholerny zdrajca” i uderzali pięściami w samochód, którym miał jechać terrorysta. Dopiero interwencja policji umożliwiła samochodowi z Breivikiem w środku dotarcie do sądu.

Niektórzy z komentatorów sprawy uważają, że Breivik już odniósł poważne zwycięstwo na  froncie propagandowym, gdy za pośrednictwem mediów oraz Internetu został rozpowszechniony tzw. manifest zamachowca — 1500-stronicowy dokument. Norweg szczegółowo opisuje w nim tylko swoje przygotowanie do zamachów, ale też nawołuje do wojny przeciwko islamizacji Europy, jak też udziela praktycznych porad w zakresie produkcji ładunków wybuchowych. Zdaniem niektórych, tzw. manifest Breivika może służyć wytyczną działań zwolennikom idei głoszonych w tym dokumencie oraz naśladowcom autora.

To był największy zamach w zachodniej Europie od ataku na Londyn w 2005 roku Fot. EPA-ELTA

Na razie jednak, zamieszczony w Internecie na kilka godzin przed zamachem w Oslo dokument zatytułowany „2083 — A European Declaration of Independence” (Europejska Deklaracja Niepodległości — 2083) służy ważnym źródłem informacji dla służb specjalnych wielu krajów. Agencje krajów skandynawskich, W. Brytanii, Francji, Niemiec czy też Polski prowadzą dochodzenia wyjaśniające dotyczące niektórych czynności opisanych w manifeście. Brytyjczycy weryfikując informację o rzekomo powołanym przed laty na wyspach nowym Zakonie Templariuszy, który ma poprowadzić nową wojnę krzyżową przeciwko islamizacji Europy. Breivik napisał, że został on jednym z kilkunastu rycerzy nowego zakonu, którego założycielami byli wpływowi biznesmeni i politycy z W. Brytanii, Francji, Niemiec, Rosji i kilku innych krajów. Niemieckie służby specjalne sprawdzają zagrożenie dla bezpieczeństwa przywódców kraju, przede wszystkim kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, dla której — obok innych liderów europejskich — Breivik groził bezpośrednio.  Niemieccy agenci sprawdzają też ewentualne powiązanie norweskiego zamachowcy z neonazistowskimi ugrupowaniami z północy Niemiec. Podobne działania prowadzą też służby specjalne Szwecji oraz Finlandii, ponieważ w swoim manifeście Breivik pisze, że w tych, jak również w wielu innych krajach, są jego „bracia i siostry”. Toteż, w niektórych z tych krajów urzędy ochrony państwa wzmocniły ochronę instytucji państwowych, jak też poszczególnych przywódców państw.

Wśród wymienianych przez norweskiego terrorystę krajów, w których działają jego „bracia i siostry” wymieniona jest też Litwa, którą zresztą — co również wynika z manifestu — Breivik odwiedzał i być może wielokrotnie, bo prawdopodobnie miał dziewczynę z Litwy. Z ustaleń „Kuriera” wynika jednak, że litewskie służby specjalnie nie podjęły działań wyjaśniających w sprawie wątku litewskiego ani też nie zostały wzmożone środki bezpieczeństwa przywódców kraju i instytucji państwowych.

— Nic mi nie wiadomo o tym — odpowiedział nam na pytanie o dodatkowych środkach bezpieczeństwa po. dyrektora Biura Ochrony Rządu, wicedyrektor Rimantas Mockevičius. Dodał, że jest pierwszy dzień po urlopie, więc nie ma jeszcze informacji, czy po piątkowym zamachu w Norwegii na Litwie podjęto dodatkowe kroki w zakresie bezpieczeństwa.  Mockevičius zapewnił jednak, że biuro „zawsze” należycie dba o bezpieczeństwo instytucji państwowych.

Liczba ofiar rosła z każdą minutą Fot. EPA-ELTA

Do zamknięcia poniedziałkowego wydania gazety nie doczekaliśmy się również odpowiedzi z Departamentu Bezpieczeństwa Państwa, gdzie skierowaliśmy pytanie, czy służby specjalne weryfikują informację o wizycie (wizytach) Breivika na Litwie i jego ewentualnych powiązaniach ze skrajnymi prawicowymi i nacjonalistycznymi organizacjami na Litwie. Jak już pisaliśmy wyżej, Breivik sam przyznał się, że odwiedzał nasz kraj. Tymczasem z informacji, do jakich dotarli polscy dziennikarze, wynika, że skandynawski terrorysta mógł mieć z Litwą bardziej osobiste kontakty niż tylko turystyczne. Krzysztof C., Polak z Norwegii, opowiedział, że przed 10 laty pracował razem z Andersem Breivikiem.

„Ostatni raz spotkałem go w centrum Oslo, 4-5 lat temu. Rozmawialiśmy przez chwilę. Mówił, że miał dziewczynę z Litwy, ale chciał się z nią rozstać” — powiedział Krzysztof C. w rozmowie z radiem TOK FM.

Póki instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo narodowe milczą, kontekst litewski w norweskiej tragedii stał się tematem dla mediów.

„Kiedy z bombami i bronią na scenę wyjdzie litewski Breivik?” — pyta w swoim komentarzu redaktor naczelny portalu lrytas.lt, Rimvydas Valatka. Autor zastanawia się, czy podobna tragedia jak w Norwegii byłaby możliwa na Litwie.

„Jak najbardziej. W dowolnym dniu o dowolnej godzinie. Zresztą już nie raz mieliśmy z tym do czynienia, tyle że rozmiar tragedii był nie tak wielki” — pisze Valatka i przypomina wydarzenia sprzed wielu lat, takie jak wysadzenie mostu kolejowego przez rzekę Bražuolė w okolicach Jewja, czy też zdetonowanie bomby w redakcji „Lietuvos rytas” w Wilnie i wreszcie zamach bombowy na agenta służb specjalnych Jurasa Abromavičiusa.  Redaktor portalu przypuszcza, że Abromavičius musiał zginąć z rąk zamachowca (podobnie jak później w niewyjaśnionych okolicznościach zginął sam zamachowiec), bo ustalił prawdziwych sprawców. „Ponieważ, akty terrorystyczne zaplanowali i wykonali tzw. patrioci. Tacy sami jak Breivik, który z zimną krwią zamordował 93 osoby” — napisał Valatka. Zauważa też, że władze Litwy nie wyciągnęły z tych tragedii żadnych wniosków. Co więcej, wypomina im, szczególnie obecnie rządzącym konserwatystom, że dali przytułek w swoich szeregach skrajnym nacjonalistom, których ze względu na ich skrajne poglądy, sami nazywają „talibanem”. Valatka przypomina też wniosek sejmowej komisji śledczej sprzed kilku lat, która ustaliła, że „śmierć J. Abromavičiusa należy traktować jako zabójstwo dokonane przez grupę osób o charakterze organizacji terrorystycznej, które podtrzymywały i podtrzymują nadal kontakty z ówczesnymi oraz obecnymi władzami Związku Ojczyzny (litewscy konserwatyści), Chrześcijańskich Demokratów i ówczesnej Partii Demokratycznej oraz członkami tych partii”. Podczas debaty nad wnioskami komisji, które Sejm zatwierdził większością głosów w 2007 roku, mówiło się też wiele o wsparciu konserwatystów, jakiego udzielili oni byłemu swemu posłowi Algirdasowi Petrusevičiusowi, oskarżonemu i sądzonemu za nielegalne posiadanie broni, ładunków wybuchowych i ich produkcję oraz handel. Po wieloletnim procesie Petrusevičius został uznany za winnego, lecz Sąd Najwyższy złagodził mu karę z minimalnego w takich sprawach wyroku 4 lat pozbawienia wolności do 5 miesięcy, które Petrusevičius już odsiedział w areszcie.

Z kolei Valatka przypomina, że również dziś rządząca prawica wspiera skrajne ruchy nacjonalistyczne oraz ich liderów i podkreśla, że szerzenie nienawiści dla polityków już dawno stało się pierwszorzędną narodową dziedziną sportu.

Portal lrytas.lt opublikował też artykuł, w którym przedstawione są powiązania struktur rządowych (głównie resortu obrony kraju) ze skrajnymi nacjonalistami, którzy rok rocznie organizują, między innymi, marsze tzw. patriotycznej młodzieży skandującej „Litwa dla Litwinów”, „Precz z Żydami” i inne nazistowskie hasła. Tymczasem jak wynika z naszych ustaleń, organizatorzy tych marszów w ramach „projektów”, są również finansowani przez struktury rządowe.

Zdaniem Valatki, ta sytuacja przypomina igraszki rządzących z ogniem, siedzących na beczce z prochem. Jak zauważa redaktor portalu, w takiej sytuacji i przy absolutnym braku działań władz, pozostaje tylko modlić się o to, żeby norweska tragedia nie powtórzyła się na Litwie.