Kryzys — to dla plebsu, a dla władz — jak zawsze

W pierwszym półroczu tego roku najhojniejsi dla siebie byli współpracownicy prezydent Dali Grybauskaitė Fot. Marian Paluszkiewicz

Podczas gdy statystyki wykazują niebezpieczną tendencję szerzenia się strefy wykluczenia społecznego, a poza progiem nędzy znajduje się coraz to więcej obywateli, urzędnicy będący u władzy nie mogą czuć się pokrzywdzeni przez kryzys.

Jak wynika z ustaleń dziennika „Lietuvos žinios”, urzędnicy w pełni korzystając z możliwości doliczenia sobie dodatków do podstawowego wynagrodzenia. W pierwszym półroczu tego roku najhojniejsi dla siebie byli współpracownicy prezydent Dali Grybauskaitė. Od stycznia do czerwca wypłacono im ponad 185 tys. litów z tytułu dodatków do wynagrodzenia, głównie za (sic!) dodatkowe obowiązki podczas wykonywania pracy. Tymczasem, w ciągu pierwszego półrocza urzędnikom Sejmu, Rady Ministrów i Urzędu Prezydenckiego wypłacono w sumie około 300 tys. Lt z tytułu dodatków za dodatkową pracę, wysługę lat i za posiadaną kategorię urzędniczą.

Girl in a jacket

Jak wynika z naszych obliczeń, najbardziej musieli być zapracowani pracownicy Urzędu Prezydenta, którzy każdy dorobił sobie do podstawowego wynagrodzenia nieco ponad 5 tys. litów w ciągu 6 miesięcy, czyli średnio co miesiąc prawie jedną średnio krajową brutto — 836 litów. Pomijając to, że ileż to trzeba mieć wolnego czasu, żeby dodatkowo w pracy wyrobić prawie jeszcze jeden etat, należy zauważyć, że w innych kancelariach państwowych urzędnicy mieli albo mniej czasu, albo mniej pracy do zrobienia.

Jak podaje „Lž”, urzędnicy kancelarii premiera w ciągu półrocza dodatkowo zarobili tylko około 100 tys. litów, chociaż w kancelarii premiera jest kilkadziesiąt etatów więcej niż w kancelarii Urzędu Prezydenckiego.

Najmniej sobie doliczyli do wynagrodzenia (ale też jest ich najmniej) urzędnicy kancelarii Sejmu. W ciągu pierwszego półrocza  wzbogacili się o ok. 12,5 tys. Lt. Czyli, średnio wypracowywali co miesiąc po niespełna 300 litów powyżej wynagrodzenia.

Sytuacja, kiedy urzędnicy państwowi — zresztą zgodnie z prawem — otrzymują czasami znacznie więcej niż stanowi ich wynagrodzenie podstawowe, oburza opozycję. Wypomina ona premierowi Andriusowi Kubiliusowi, że po objęciu urzędu obiecał zreformować system wynagrodzeń urzędniczych, jednak w ciągu prawie trzech lat urzędowania nie spełnił swoich obietnic.

Jednak jeszcze bardziej nihilistycznie wygląda prezydent Dalia Grybauskaitė, która przed dwoma laty, zaraz po wygranych wyborach, zapewniała, że żadnych dodatków do wynagrodzeń jej urzędnicy nie będą otrzymywali. Wtedy też — jeszcze niezaprzysiężona prezydent — powiedziała, że jeśli nie zdążają wykonywać swoich obowiązków w godzinach pracy, to niech pracują po nocach.

Przeciwnicy Grybauskaitė wytknęli dla niej wtedy, że takie stanowisko jest sprzeczne z obowiązującą ustawą, że każda praca urzędnika, w tym też poza godzinami, musi być wynagradzana.

Również dziś Sejm i urzędy premiera i prezydent tłumaczą się, że dopłaty do wynagrodzeń są wypłacane, bo tak przewiduje ustawa. Tymczasem ani Sejm, ani premier, ani też prezydent nie wykazują inicjatywy, żeby zmienić prawo w tym zakresie. Bo, jak zauważa przewodnicząca sejmowego Komitetu Audytu, Loreta Graužinienė, ustawa, która dopuszcza, że dodatek do wynagrodzenia może stanowić aż 70 proc., nie tylko wypacza system wynagrodzenia urzędników, ale też wstrzymuje inicjatywę urzędników, którzy zdają sobie sprawę, że ich wynagrodzenie w dużym stopniu nie zależy od wyników wykonanej pracy, lecz od łaski zwierzchnika.

Tymczasem analitycy zauważają, że problemem każdej władzy jest to, że nie jest ona zainteresowana przeprowadzeniem reformy wynagrodzeń urzędniczych, bo reforma ta przede wszystkim uderzałaby w samych sprawujących władzę. Dlatego, zmiany w tym zakresie, są głównie prerogatywą każdej opozycji. Opozycja jednak, bez wsparcia rządzących, sama nie może cokolwiek tu zmienić.


ABRAKADABRA URZĘDNICZYCH WYNAGRODZEŃ

Podstawowe wynagrodzenie + dodatki + dopłaty + premie za nadgodziny, pracę w dni wolne i święta oraz dyżury.

Podstawowe wynagrodzenie urzędnika zależy od jednej z dwudziestu kategorii, do której jest zaliczane konkretne stanowisko. Dodatki stanowią za wysługę lat, kwalifikacje, rangę (służby mundurowe i dyplomatyczne).

Może być też wypłacany jednorazowy dodatek. Suma dodatków nie może jednak stanowić więcej niż 70 proc. od podstawowego wynagrodzenia. Do tej sumy nie wlicza się dodatku za wysługę lat. Te dodatki, jak i jednorazowe dopłaty są naliczane osobno i nie mogą w sumie stanowić więcej niż 30 proc. od wynagrodzenia podstawowego. Podsumowując, zgodnie z prawem, urzędnicy mają okazję zarobić w sumie dwa razy więcej niż zakłada ich wynagrodzenie podstawowe. I jak wynika z danych finansowych za I półrocze, urzędnicy Sejmu, rządu, a szczególnie prezydentury chętnie z tej okazji korzystają.