Praca jest, ale pracować się nie opłaca

Specjaliści ostrzegają, że to system wynagrodzeń, a nie system opieki socjalnej, nie motywuje bezrobotnych do podjęcia pracy Fot. Marian Paluszkiewicz

Analizując dane statystyczne wzrostu gospodarczego oraz te, obrazujące tendencję na rynku pracy, eksperci mogą dojść do wniosku, że sytuacja w gospodarce Litwy tylko w niedużym stopniu przekłada się na ożywienie rynku pracy.

Bo jeśli wzrost PKB za I półrocze oraz jego perspektywy do końca roku są nawet bardzo pocieszające (według różnych ośrodków PKB ma wzrosnąć w tym roku o około 6-7 proc.), to statystyki z Giełdy Pracy wciąż są dalekie od optymizmu. I chociaż tu wyraźnie widać spadek liczby poszukujących pracy, to nierosnący popyt na siłę roboczą pokazuje, że ludzie niechętnie zatrudniają się w kraju, bo jeśli już, to za granicą. Wydaje się też, że wszyscy wiedzą przyczyny takiej sytuacji, bo zarówno premier, jak też prezydent, nie wspominając już od ekspertów gospodarczych wielokrotnie konstatowali, że obecny system opieki socjalnej w kontekście minimalnej płacy zarobkowej po prostu sprzyja zatrudnianiu się.

Girl in a jacket

Jak podaje Giełda Pracy, zasiłek dla bezrobotnych wynosi w granicach od 350 litów do 650, tymczasem osoba pracująca na pełny etat za minimalne wynagrodzenie (co jest nagminnym w ofertach pracy) może zarobić około 660 litów do ręki, czyli tylko 10 litów więcej, niż może liczyć otrzymując maksymalną stawkę zasiłku, ale musi przy tym codziennie dojeżdżać do pracy, co wiąże się z kosztami rzędu od 100 (w przypadku transportu miejskiego) do nawet kilkuset litów w przypadku dojazdu transportem podmiejskim, czy też międzymiastowym.

Wobec takiej sytuacji wiele się mówi o potrzebie reformy zarówno systemu płacowego, jak też Giełdy Pracy, która, zdaniem ekspertów z Instytutu Wolnego Rynku, ale też zdaniem niektórych polityków z koalicji rządzącej, funkcjonuje nieefektywnie i nie radzi sobie z nowymi wyzwaniami rynku pracy.

Aczkolwiek nie można mówić, że Giełda Pracy nie reformuje się, jeśli do takich działań zaliczymy ostatnią decyzję o likwidacji wielu terenowych oddziałów tej instytucji. Kierownictwo Giełdy i Resortu Opieki Socjalnej i Pracy, któremu Giełda podlega, tłumaczą decyzje o zamknięciu terenowych oddziałów potrzebą oszczędzania środków. Można na tym owszem zaoszczędzić, ale sami bezrobotni podejrzewają, że resort chce zaoszczędzić nie na likwidacji terenowych placówek, tylko na samych bezrobotnych.

— Bo wielu z nas, mieszkających na prowincji, po prostu nie będzie stać na dojazd do oddalonych oddziałów ulokowanych głównie w centrach rejonowych — oburzają się bezrobotni. A co za tym idzie?

— Ci, którzy regularnie nie stawiają się u nas, mogą utracić prawo do zasiłków z tytułu bezrobocia, czy też innych wypłat socjalnych — tłumaczą nam w terenowym oddziale Wileńskiej Giełdy Pracy w Elektrenach. Na szczęście dla tutejszych bezrobotnych ewentualna likwidacja miejscowego oddziału nie stwarzałaby większych kłopotów, bo jest to jeden z najmniejszych rejonów Litwy, więc stąd wszędzie jest blisko, a na dodatek rejon ten wyróżnia tradycyjnie najniższa liczba bezrobotnych w stosunku do średniej krajowej.

Problem likwidacji terenowych oddziałów giełdy poważnie natomiast dotknie rejony duże terytorialnie, które na dodatek mają zazwyczaj większe bezrobocie niż średnia krajowa. W takich rejonach wielu bezrobotnych może stracić prawo do zasiłku tylko dlatego, że nie będzie ich stać na dojazd do oddalonych wydziałów Giełdy Pracy.

Aczkolwiek, jak alarmuje Państwowa Inspekcja Pracy, bezrobotni nie są też „bez grzechu”, bo wielu będących na zasiłku podejmuje się pracy na czarno. Szczególnie to zauważalne jest w okresie letnim, kiedy zwiększa się podaż prac sezonowych i szczególnie w sektorze prywatnego budownictwa, które jest trudne do skontrolowania. A kontrolować tu jest co, bo jak pokazały wyniki „nalotów”  na place budowy inspektorów pracy organizowane wspólnie z Inspekcją Podatkową, w większości przypadków kontroli wykryto pracujących bez umowy o pracę, czy na podstawie innych dokumentów reglamentujących relacje pracownicze. W przypadku takiego naruszenia osobie zatrudniającej na czarno grozi kara grzywny, zaś nielegalny pracownik może być skreślony z listy bezrobotnych i pozbawiony zasiłku i ulg socjalnych. I tu do dyskusji dołączają socjologowie, bo ostrzegają, że samymi karami sytuacji się nie zmieni, bo musi być ze strony państwa wyraźna motywacja do podjęcia legalnej pracy. Pozbawienia zasiłków i innych wypłat socjalnych bynajmniej nie zmotywuje do pracy — ostrzegają socjologowie. Jeśli już, to zmotywuje do jeszcze większej emigracji zarobkowej, ale też do większej przestępczości, co w przypadku Litwy byłoby katastrofą narodową, te dwa krajowe wskaźniki i tak utrzymują się na jednym z najwyższych poziomów w Unii Europejskiej.

Według ostatnich danych statystycznych, bezrobocie na Litwie utrzymuje się na poziomie 11 proc. Na dzień pierwszego lipca bez pracy w kraju pozostawało 227,5 tys. osób. W ciągu roku liczba bezrobotnych zmniejszyła się o ponad 120 tys. osób.