Wileńszczyzna sprzeciwia się usuwaniu polskich tablic

Mieszkańcy Mościszek stanowczo odmówili usunięcia tablic z polskimi nazwami ulic Fot. Marian Paluszkiewicz

Mieszkańcy Mościszek na Wileńszczyźnie poczuli się w poniedziałek jak obywatele drugiej kategorii, którzy są ścigani tylko za to, że używają języka ojczystego – polskiego.

Funkcjonariusze Wydziału Porządku Publicznego administracji samorządu rejonu wileńskiego odwiedzili w poniedziałek kilkanaście domów, których właściciele „odważyli się” obok litewskiej nazwy ulicy zawiesić tabliczkę z polską nazwą.

Girl in a jacket

— Chcemy poinformować, że Najwyższy Sąd Administracyjny Litwy orzekł, że nazwy ulic muszą być pisane wyłącznie w języku urzędowym, czyli po litewsku. Dlatego polskie tablice należy usunąć – Tadeusz Bujko, kierownik służby porządkowej rejonu wileńskiego, tłumaczył właścicielom odwiedzanych domów cel swojej wizyty. W każdym z odwiedzonych domów urzędnik samorządu usłyszał stanowcze „nie”.

— Dom jest naszą własnością prywatną, więc nikt nie ma prawa decydować o tym, jakie tablice mamy zawieszać na własnym domu! – oburzali się mieszkańcy domu przy ul. Szkolnej, czyli Mokyklos.

Tak samo stanowczo odmówili usunięcia polskich tablic mieszkańcy domów przy ulicy Nowej, czyli Naujoji.

— Możecie zaskarżyć mnie do sądu, karać, ale tablicy nie pozwolę zdjąć, bo to moja własność prywatna – protestował właściciel domu spod „piątki” przy Nowej.

Taki sam sprzeciw wobec stanowiska funkcjonariuszy służby porządkowej wyrazili mieszkańcy ulic — Kwiatowej, Sodowej, Miodowej i Białoruskiej.

— Nikt mnie nie zmusi wyrzec się ojczystej mowy, mojej wiary. Dziś zabronią nam ulice w języku ojczystym nazywać, a jutro na rodzinnych grobach zabronią po polsku pisać?! Nie poddam się. 70 lat już przeżyłam, ale takich prześladowań za język ojczysty, jak dziś, nigdy nie doznałam. Nawet sowieci tak nie prześladowali nas za język polski, jak teraz jesteśmy prześladowani — mówiła Zofia Borusewicz spod „trójki” przy ulicy Sadowej, czyli Sodų.

Jednym z podstawowych argumentów mieszkańców Mościszek jest to, że w tej miejscowości od pokoleń w większości mieszkają miejscowi Polacy, toteż wzorem innych państw europejskich czują się prawni, by mieć napisy również w języku ojczystym.

— Przecież jest po litewsku, a komu to przeszkadza, że na dole jest polska tabliczka? Komu ten język jest niemiły, nie musi czytać. Niech czyta po litewsku – oburzała się pani Zofia.

Mieszkańcy Mościszek czuli się w poniedziałek jak obywatele drugiej kategorii, którzy są ścigani tylko za to, że używają ojczystego języka polskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Teresa Dziemieszko z Mościszek również akcentowała, że okupacyjne władze sowieckie miały więcej tolerancji do języków niż władze demokratycznej Litwy, o czym, jej zdaniem, świadczy chociażby pozostawiona z tamtego okresu podwójna tablica na jednym z domów przy Sadowej.

— Nie możemy oceniać słuszności orzeczenia sądu, ale jesteśmy zobowiązani do przedstawienia mieszkańcom rejonu jego treści i upomnienia ich, że muszą podporządkować się orzeczeniu – powiedział w rozmowie z „Kurierem” Tadeusz Bujko.

Kierownik służby porządkowej rejonu zauważył jednak, że jego wydział może jedynie upomnieć odpowiednie osoby, bo w rzeczy samej nie ma żadnych kompetencji, żeby egzekwować od mieszkańców wykonania orzeczenia.

Również kierownictwo rejonu wileńskiego dokładnie nie wie, w jaki sposób ma egzekwować decyzję sądową od mieszkańców prywatnych posesji, by z budynków publicznych polskie tablice zostały osunięte.

— Przedstawimy kierownictwu rejonu sprawozdanie z naszych działań oraz stanowisko mieszkańców w tej sprawie i zastanowimy się, co dalej będziemy mogli w tej sprawie zrobić – mówi nam kierownik służby porządkowej, ale dodaje, że nie widzi na razie prawnej możliwości wymuszenia od mieszkańców posłuszeństwa wobec orzeczenia sądowego, które faktycznie dotyczy administracji samorządu, a nie właścicieli prywatnych posesji.

— Jest to sztuczne działanie naszego rządu, bo te polskie tablice nikomu tu nie przeszkadzają. Nawet od naszych miejscowych Litwinów nie słyszałem skarg na ten temat – mówi nam Jan Krasowski, starosta gminy ławaryskiej, do której należą Mościszki. Zdaniem starosty, litewskie władze powinny wzorem innych europejskich krajów pozwolić mniejszościom narodowym na używanie języka ojczystego w miejscowościach zamieszkałych głównie przez mniejszości.
— Tymczasem władze Litwy idą w odwrotnym niż europejski kierunku — ubolewał starosta.

***

Mościszki liczą około 650 mieszkańców. Głównie są to Polacy, ale też miejscowi Białorusini oraz przedstawiciele innych narodowości. Od niedawna w miejscowości tej zaczęli osiedlać się również Litwini, ale ich liczba wciąż jest mała — około kilkudziesięciu osób.