70-lecie Armii Krajowej. Hołd i pamięć bohaterom

288
Młodzież harcerska zapaliła znicze na grobach żołnierzy Armii Krajowej na Rossie Fot. archiwum

14 lutego 1942 roku powstała największa podziemna armia okupowanej Europy. Tegoż dnia, w 70. rocznicę powstania Armii Krajowej na wileńskich grobach żołnierzy AK zostały zapalone znicze, odśpiewane pieśni i odmówione modlitwy.

Obrońcom Ziemi Wileńskiej, Żołnierzom Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego i Nowogródzkiego, którzy z honorem ginęli za wolność i niepodległość Polski, także i Litwy, a na pewno całej Europy — cześć ich pamięci i hołd od harcerskiej młodzieży — „Czuwaj!”. Żołnierzom i partyzantom AK, najlepiej zorganizowanej podziemnej armii II wojny światowej, z podziemnymi strukturami dowództwa wojskowego i Rządu Polskiego w Londynie, instruktorzy Wileńskiego Hufca Maryi im. Pani Ostrobramskiej: ks. hm. Dariusz Stańczyk, phm. Julia Bartoszewicz, pwd. Staszek Łotysz, pwd. Małgorzata Aleksandrowicz, pwd. pr. Gerard Tumasz, poświęcili skromny swój czas, by wędrować po wileńskich cmentarzach, gdzie pochowani są bohaterscy żołnierze Armii Krajowej Operacji „Ostra Brama”, akcji „Burza” z lipca 1944 roku. Nade wszystko przywołać pamięć „żołnierzy wyklętych” przez władze komunistyczne PRL i stalinowskie, i aż do 1956 roku prześladowanych, torturowanych w więzieniach, zesłanych przez sowietów w tajgi syberyjskie, okrutnie zamordowanych i w nieznanych miejscach pochowanych.

„Gdybyśmy o Nich zapomnieć mieli, Ty Boże zapomnij o nas” — to wezwanie poety najmocniej powinno docierać systematycznie do młodzieży, młodego pokolenia polskich szkół na Wileńszczyźnie, by powinnością stało się przyklęknięcie nad mogiłą polskiego żołnierza, zapalenie znicza, „Anioł Pański” przy każdej okazji i wielokrotnie w ciągu roku szkolnego. Nikt nie może być obojętny wobec poległych i pomordowanych za wolność Ojczyzny. Ducha pręż, by zawsze pamiętać o ofierze krwi, którą na ołtarzu wspólnej sprawy wolności złożyła wileńska Armia Krajowa, gimnazjaliści i cywile, kapłani i nauczyciele, profesorzy i lekarze (…).

Prezydent Polski Bronisław Komorowski, 16 lutego, podczas swej wizyty na Litwie z okazji Święta Niepodległości, odwiedził wileńskie Ponary, gdzie naziści i litewscy kolaboranci pomordowali tysiące wileńskich Polaków, w tym jego stryja — żołnierza AK, Bronisława Komorowskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Czemu tak wielu mieszkańców Wilna i okolic nigdy jeszcze nie było na ich grobach? Nie było na dróżkach Kalwarii Wileńskiej i na Golgocie 100 tysięcy bestialsko pomordowanych obywateli RP w Ponarach? O, jak słaba jest wiara nasza i ewangeliczna miłość, by Chrystusa spotkać i pokochać także w obliczu negacji Boga w tajemnicach ludobójczych zbrodni — i odrodzić mocą Miłosierdzia Bożego w nowych pokoleniach społeczeństwa Litwy: przebaczenie i pojednanie… Trzeba nam się modlić nieustannie i wołać: „Niech zstąpi Duch Święty i odnowi oblicze tej ziemi, zroszonej krwią męczenników II wojny światowej”.

Zima lekko odpuściła z silnych mrozów, stąd ogromne uczucie patriotycznych emocji gościło w sercach młodzieży. Od Ostrej Bramy udaliśmy się do czterech miejsc na groby żołnierzy Armii Krajowej w Kolonii Wileńskiej, na Rossę, na dróżki Kalwarii Wileńskiej i parafialny cmentarz. Orzeł i Krzyż nad mogiłami. Biało-czerwona w rękach harcerek. Cisza pochylonych brzóz nad grobami to wyśmienite miejsca na zadumę o życiu, choć w mieście jeno powtarza się sloganowo tego dnia „walentynki”.

Tutaj, rokrocznie 14 lutego, krzyże pokryte śniegiem i mogiły tonące w białym puchu srogiej zimy, a w nich żołnierz polski, syn Ziemi Wileńskiej i nie tylko. Nie wiemy, ile miałeś lat? Jedni 19, 23, 37, 49, a czemu ty, w 13. roku życia, przelałeś krew za Ojczyznę, Matkę Polskę?

Skutecznie bezczeszczono pamięć o Nich, że „wczoraj wyklęci”, a dziś zostali zapomniani. Wyklęci. Wyrzuceni na śmietnik historii Litwy, opluwani, z całą masą fałszywych mitów. Na szczęście istnieją przebłyski nadziei, że pamięć ta zaistnieje w świadomości ogólnej społeczeństwa Litwy. Że żołnierz AK to nie „bandyta”, lecz polski bohater leśnych walk z okupantem niemieckim i każdym sprzymierzeńcem Hitlera. A później przyszło się AK zmierzyć z podstępną partyzantką sowiecką…

Większe nieszczęście, że sami Polacy o nich wciąż niewiele wiedzą i istnieje swoista „biała plama” dla współczesnych. Postkomuniści do dziś w wolnej demokratycznej Polsce potrafią ich wyśmiewać. „Naszą rolą jest, żeby o nich pamiętać” — mówią harcerze WHM. Wydobywać piękne myśli i rycerskie znamiona szlachetności z ich życiorysów i nadzwyczajną troskliwość o przyszłość Polski, a dziś dla Ojczyzny Litwy.

Wam, obywatele i żołnierze Armii Krajowej w dniu 1 lipca 1944 roku dodawał otuchy i nadziei sam komendant Ppłk „Wilk” Krzyżanowski w odezwie (rozkaz nr 3.): „Wybiła godzina dziejowa. Barbarzyńskie hordy hitlerowskie uchodzą w popłochu. Klęska ich we Francji, we Włoszech i na Wschodzie jest nieunikniona i nieubłagana. Tutejszą umęczoną ziemię jeszcze raz nawiedza pożoga wojenna. My, dzieci tej świętej naszej ziemi, musimy do końca wytrwać na posterunku, a swoim czynem zbrojnym i postawą przyczyniać się do zwycięstwa. W ten sposób wywalczymy sobie Wolność i Niepodległość (…). Musimy wytrwać i przetrwać tak, jak wytrwali i przetrwali nasi ojcowie i dziadowie na tych Północno-Wschodnich Ziemiach Rzeczpospolitej (…)”.

Harcerze na cmentarzu w Kolonii Wileńskiej Fot. archiwum

Polski żołnierz, w polskim mundurze, modlił się w polskim kościele. Po stoczonej ciężkiej walce w Ostrowcu, 8 brygada „Tura” przybyła na nabożeństwo wielkanocne do Dziewieniszek, gdzie mieszkańcy ze łzami ich witali i nie wierzyli, czy to bajka, czy rzeczywistość. Świątynią wstrząsnął potężny śpiew z żołnierskich ust dla Chrystusa Zmartwychwstałego. Oficerowie prowadzili pod rękę kapłana idącego w procesji z Najświętszym Sakramentem. Pluton honorowy prezentował broń… pieśń partyzancka roznosiła się po okolicy.

Natomiast ksiądz kapelan Wiktor Gogoliński w dzień Wielkiej Nocy 9 kwietnia 1944 roku celebruje Mszę świętą dla 13. Brygady „Nietoperzy” ustawionych w czworobok w Giejstunach, do których dołączyła ludność spod Oszmiany, Smorgoń, Rakowa i Gródka. Patriotyczne kazanie ks. Wiktora o zmartwychwstaniu Chrystusa i bliskim zmartwychwstaniu Polski wzruszyło dogłębnie słuchaczy, podnosząc ich wiarę i siłę woli.

Walka o przywracanie pamięci rotmistrza Witolda Pileckiego jest najlepszym dowodem, jak długa jest i będzie droga prawdy dla bohaterów z II wojny światowej, żołnierzy podziemnej Armii Krajowej, z lat terroru 1939-1956. Nie ma lepszego wzorca patriotyzmu dla współczesnej młodzieży, jak znajomość życiorysu rotmistrza Witolda Pileckiego, harcerza wileńskiego od 1913 roku. Wychowanka gimnazjum im. J. Lelewela w Wilnie, który przerywa naukę, by 20 grudnia 1918 roku wspólnie z grupą harcerzy zaciągnąć się do oddziałów Samoobrony Wileńskiej gen. Władysława Wejtko. Uczestniczy w walkach z dywersantami komunistycznymi, a następnie wspierani przez Biskupa Jerzego Matulewicza bronią Wilna przed nacierającą armią bolszewicką. Walczył później z 13. pułkiem ułanów do jesieni 1919 roku, w bitwach na przemian to z Niemcami, to z bolszewikami. Uczestniczy w największych walkach 1920 roku. Wznawia życie drużyn harcerskich po 1921 roku i staje się studentem Uniwersytetu Stefana Batorego. Podtrzymuje więzi z wojskiem, szkolenia. A natomiast od sierpnia 1939 roku całkowicie bohatersko oddaje się walce z hitlerowcami. Po zaciekłych walkach, 22 września 1939 r. zostaje rozbita 41. Dywizja Piechoty, a on nie składa broni, lecz walczy ze swoimi ułanami spod Lidy aż do 17 października. Ppor. Witold Pilecki zgłasza się na ochotnika, by udać się na zwiady do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, za wiedzą Komendanta Głównego Walki Zbrojnej gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Przedostaje się do obozu we wrześniu 1940 roku po łapance w Warszawie i dostaje nr obozowy 4859. Od pierwszych chwil przekonuje się, że trafił do „piekła na ziemi”. Makabryczne sceny i zachowania SS. Za kilka tygodni przekazuje raport do komendy ZWZ „Grota” o sytuacji w obozie KL Auschwitz, a następnie wiadomość dociera do Londynu i wojsk alianckich. W nocy z 26/27 kwietnia 1943 roku ucieka z obozu, gdy obozowe gestapo aresztuje konspirantów. Osobiście składa zeznania w Komendzie Głównej AK dla gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. Walczy w Powstaniu Warszawskim na Woli, żołnierz zgrupowania „Chrobry II” i znów dostaje się do obozu niemieckiego w Lamsdorf, który wyzwalają wojska amerykańskie 28 kwietnia 1945 roku. Wyjeżdża do Włoch, by walczyć u boku gen. Wł. Andersa. Wraca do Polski w grudniu 1945 roku, pomimo że ostrzegano go o niebezpieczeństwie. Aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa 8 maja 1947 roku jest tak okrutnie bity, że dla żony wyznał „Oświęcim to była igraszka”. Wyrok śmierci wykonano 25 maja 1948 roku w więzieniu na ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie. Nigdy nie ustalono, gdzie został pochowany.

***

Rotmistrz Witold Pilecki swoim dzieciom przekazał takie motto życiowe, które każda wileńska rodzina powinna umieć swoim dzieciom powtarzać:

„Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru, zawsze wierni uznanym przez siebie najwyższym wartościom, którym trzeba służyć całym życiem”.

To dla Was, kochani żołnierze, pokolenie nie znające wojny i mówiące „nigdy więcej wojny”, zapaliło 70 zniczy i odśpiewało pieśni patriotyczne. I dało się słyszeć w lesie sosen i świerków, uśpionych cmentarzy, anielski śpiew ptaków dla Was, zmarłych i poległych. O, jak cudnie, echo niosło dziś do nieba modlitwy kapłańskie i patriotyczną pieśń harcerzy „O Boże, do wolnej Polski nam powrócić daj”. Odpoczywajcie w pokoju wiecznym, a my „służyć Ojczyźnie do końca życia chcemy”. Jezu, ufam Tobie!