Tam jest Unia Europejska, gdzie są przestrzegane prawa człowieka

195
Już niedługo europosłowie poświęcą kilka chwil sprawom Polaków na Litwie. Uczynią to w budynku Parlamentu Europejskiego Fot. Robert Mickiewicz

24 kwietnia Komisja Petycji Parlamentu Europejskiego, w rezultacie złożonej przeze mnie petycji, zajmie się problemami Polaków mieszkających na Litwie. Pragnę bliżej wyjaśnić Czytelnikom „Kuriera Wileńskiego” i wszystkim zainteresowanym powody złożenia przeze mnie petycji oraz oczekiwania związane z działaniami Parlamentu Europejskiego w tej sprawie.

Mimo iż jestem gdańszczaninem, to od zawsze jestem związany z Wilnem i Litwą. Moja babcia urodziła się w przedwojennym Wilnie, także moi pradziadowie i prapradziadowie pochodzi z dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Słysząc informacje o pogarszającej się nieustannie sytuacji moich Rodaków na Litwie nie mogłem pozostać obojętny. Zresztą nieraz byłem na Litwie, obserwując jednocześnie niepokojące przykłady. Spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja, gdy litewska gazeta zmieniła moje nazwisko jako autora relacji z wernisażu prac litewskich artystów w Gdańsku z Snarski na Snarskis. Zacząłem się bliżej zastanawiać nad tym, co mógłbym zrobić, co powinienem w tej sytuacji zrobić. Widziałem, jak Polacy na Litwie zostali pozostawieni ze swoimi problemami sami sobie. Dostrzegałem, że oficjalne relacje międzyrządowe nie przynoszą satysfakcjonujących rezultatów. Światłem w ciemności stała się dla mnie sprawa dr Małgorzaty Runiewicz-Wardyn i dra Łukasza Wardyna. Wtedy, przy okazji pracy nad artykułem naukowym z zakresu praw człowieka, uświadomiłem sobie, że przecież imię i nazwisko to element ludzkiej tożsamości i godności. Prawa tak podstawowego i oczywistego, że wręcz żenujące jest upominanie się o nie. Ono po prostu jest należne każdemu bez względu na jego pochodzenie, miejsce zamieszkania, wyznawane poglądy czy wreszcie obowiązujące prawo. Wówczas doszedłem do prostego, a jednocześnie najbardziej istotnego wniosku: prawo do ludzkiej godności zawiera w sobie prawo do tożsamości, do bycia Polakiem, także na Litwie. Od tego momentu, jako młody prawnik, a w przeszłości laureat olimpiad wiedzy o Unii Europejskiej, podjąłem decyzję, że wykorzystam do przedstawienia tej tezy Unię Europejską, która przecież, przynajmniej w założeniach, skupia państwa europejskie przestrzegające zasady demokracji i praw człowieka. Oczywiście, zasadniczo organizacją zajmującą się tymi sprawami jest Rada Europy, ale postanowiłem wykorzystać dostępny mi, jako obywatelowi Unii Europejskiej instrument — prawo powszechnej petycji do Parlamentu Europejskiego. Bardzo dobrze pamiętam, że w tzw. kryteriach kopenhaskich jako warunek przystąpienia Polski do Unii Europejskiej wskazano m. in. przestrzeganie rządów prawa i praw człowieka.

Tomasz Snarski Fot. ibedeker.pl

Pod koniec marca ubiegłego roku postanowiłem skierować petycję w sprawie praw Polaków na Litwie do Parlamentu Europejskiego. Stwierdziłem, że moi Rodacy potrzebują wsparcia, chociażby gestu solidarności. Wtedy jeszcze polskie media w kraju milczały o złej sytuacji. Postanowiłem skierować petycję o treści ogólnej, a zarazem odwołującej się do praw człowieka, bez niezrozumiałych szczegółów prawnych, lecz z wyraźnym przesłaniem: prawa mniejszości polskiej na Litwie nie są przestrzegane. W petycji wniosłem o podjęcie przez Parlament Europejski wszelkich możliwych kroków prawnych, dostępnych dla tej instytucji, mających na celu zapewnienie Polakom na Litwie tzw. językowych praw mniejszości, to jest prawa do pisowni imion i nazwisk w języku ojczystym, prawa do nauki języka ojczystego i do nauki w języku ojczystym, prawa do dwujęzycznych nazw ulic i miejscowości, wreszcie prawa do oświaty.

Podkreśliłem moje szczególne zaniepokojenie kontrowersyjną reformą oświaty, którą wprowadzono z całkowitym pominięciem stanowiska mniejszości narodowych. W rezultacie, wniosłem tylko i aż o przestrzeganie praw człowieka, o normalność, o szacunek dla wielokulturowości i dla europejskich standardów.

Jest wiedzą powszechną, że Parlament Europejski wielokrotnie podejmował sprawy dotyczące naruszeń praw człowieka. Pomyślałem, że może dzięki mojej petycji uda się uczynić problem dyskryminacji Polaków na Litwie problemem europejskim, nie tylko polsko–litewskim. Albo jesteśmy wspólnie w Unii Europejskiej i wszyscy przestrzegamy takich samych zasad, albo integracja europejska przestaje mieć sens. Jakaż była moja radość, gdy otrzymałem informację, iż moja petycja została przyjęta do rozpoznania, co oznaczało, że w ocenie Parlamentu Europejskiego poruszone w niej kwestie pozostają w obszarze zainteresowania Unii Europejskiej. Mógłbym wówczas przysłowiowo spocząć na laurach, o to przecież chodzi w petycji, by problem wszedł pod obrady, został przedyskutowany. To już udało się osiągnąć. Postanowiłem jednak, że to będzie dopiero początek.

Europejska Fundacja Praw Człowieka rozpoczęła akcję zbierania podpisów w obronie praw Polaków na Litwie, sam zbierałem podpisy podczas wiecu we wrześniu 2011 roku w Wilnie Fot. Marian Paluszkiewicz

Muszę przyznać, że dzięki wniesieniu petycji poznałem wspaniałych i oddanych polskości ludzi. Rozpocząłem ożywioną korespondencję i wymianę informacji z Europejską Fundacją Praw Człowieka, z młodymi Polakami z Wilna, z „Kurierem Wileńskim”. Na początku było trudno. Pierwszy o sprawie napisał portal Wilnoteka.lt. oraz Gazeta Wydziału Prawa i Administracji UG. Potem dołączyły: „Polityka”, „Rzeczpospolita”, „Kurier Wileński”, „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”, „Dziennik Bałtycki”, media litewskie, media internetowe. Jednocześnie po kilku miesiącach od złożenia przeze mnie petycji konflikt polsko–litewski osiągnął apogeum — polski premier odwiedził Wilno i zapewnił wsparcie rządu dla walki o polską oświatę. Wówczas przypomniałem sobie, że w petycji pisałem także nie tylko o indolencji rządu litewskiego, ale także polskiego. Przecież polski rząd powinien troszczyć się o naszych Rodaków na Wschodzie nie tylko przy okazji wyborów, lecz zawsze. No cóż, pomyślałem, lepsze to niż nic. Muszę robić swoje. Zacząłem otrzymywać i wysyłać coraz więcej listów, coraz więcej osób przyłączało się do petycji. Europejska Fundacja Praw Człowieka rozpoczęła akcję zbierania podpisów, sam zbierałem podpisy podczas wiecu we wrześniu 2011 roku w Wilnie. Poparcia dla sprawy udzieliły też Fundacja Wspierająca Oświatę Polską za Granicą „Samostanowienie” oraz Fundacja Wspierająca Oświatę Polską.

Sprawą próbowałem zainteresować rozmaite środowiska: naukowców, polityków, zwłaszcza eurodeputowanych, zwykłych ludzi. Wielokrotnie musiałem Polaków w Polsce przekonywać, że Polakom na Litwie nie chodzi o awanturnictwo, lecz o godność ludzką. Jakże wiele razy musiałem tłumaczyć, że na Litwie w zasadzie nie ma Polonii, lecz są Polacy — autochtoni mieszkający tam od pokoleń. Że Litwa to ich ojczyzna, a Polska — Macierz. Chociażby z tego powodu warto było wnieść petycję — wielu Polaków po prostu dowiedziało się, że za obecną wschodnią granicą pozostali ich Rodacy, a my zwyczajnie o nich zapominamy, nie troszcząc się zbytnio o swoje dziedzictwo. Wiem też, że inne osoby z Polski zaczęły składać podobne do moich petycje.

Już niedługo europosłowie poświęcą kilka chwil sprawom Polaków na Litwie. Uczynią to w budynku Parlamentu Europejskiego. Zapewne wielu uzna, że litewska oświata to wyłączna sprawa państwa litewskiego. Inni dodadzą, że o prawa człowieka powinna walczyć Rada Europy, a nie Unia Europejska. Jeszcze inni przejdą wokół problemu całkowicie obojętne. Ja natomiast postaram się jak najszerzej przedstawić proste zdanie, że tam jest Unia Europejska, gdzie są przestrzegane prawa człowieka. Jeżeli jakieś państwo nie potrafi tego zrozumieć, to musi poważnie przemyśleć swoje członkostwo w tej organizacji.

Istnieje wiele argumentów przemawiających za tym, by Parlament Europejski zastanowił się nad prawami mniejszości na Litwie. Dyskryminacja Polaków na Litwie przede wszystkim godzi w zasadę solidarności europejskiej. Państwa członkowskie powinny odnosić się do siebie z życzliwością i chęcią współpracy. Całkowity brak uwzględniania przez Litwę polskich oczekiwań jest po prostu lekceważeniem sensu integracji europejskiej. Po drugie, obecna sytuacja łamie zakaz dyskryminacji oraz prawa obywateli Unii Europejskiej, zwłaszcza prawa Polaków — obywateli litewskich i zarazem europejskich do równego traktowania wobec prawa. Po trzecie, negowanie prawa do używania języka mniejszości w wielu obszarach życia publicznego niweczy moje prawo jako obywatela Unii Europejskiej do swobodnego przepływu osób. Wiem przecież, że jeśli nic nie ulegnie zmianie, to gdybym chciał się osiedlić na Litwie, to nie będę mógł się nazywać Snarski, a moje dzieci będą musiały prędzej czy później ograniczać swoją polskość do życia prywatnego. Tego przecież nie chcę i nie na tym miał polegać swobodny przepływ osób w obszarze zjednoczonej Europy. I w końcu, niezależenie od wszelkich przepisów, łamanie praw mniejszości to naruszenie podstawowych praw człowieka, a jako takie sprzeciwiające się podstawowym celom i wartościom Unii Europejskiej. A zatem naruszone zostają ogólne zasady prawa europejskiego, przepisy traktatów i aktów z zakresu międzynarodowej ochrony praw człowieka, które przecież Unia Europejska w pełni uznaje. Czy rzeczywiście o taką wspólnotę europejską nam chodziło? Czy tak ma wyglądać wielokulturowa Europa? Poza współpracą pozostaje nam tylko konfrontacja. Może moja petycja uświadomi choćby niektórym, że polityczne interesy, ideologie czy historyczne zaszłości nie są ważniejsze od ludzkiej godności, a lekceważenie głosu mniejszości to nie demokracja, tylko jej wypaczenie.

Na koniec pragnę podkreślić: moja petycja nigdy nie była skierowana przeciw komukolwiek. Chciałbym, żeby ona była głosem upominającym się o prawa człowieka. Żeby po prostu usłyszano o krzywdzie i niesprawiedliwości. Może chociaż jedna osoba zastanowi się nad problemami Polaków na Litwie. Wówczas będzie nam do siebie bliżej. O to przecież chodzi we wspólnej Europie.

Tomasz Snarski