Kiedy euro na Litwie i po co

158
Obecnie do strefy euro należy 17 krajów członkowskich Unii Europejskiej
Obecnie do strefy euro należy 17 krajów członkowskich Unii Europejskiej Fot. Marian Paluszkiewicz

Gdy coraz to kolejny kraj strefy euro staje na krawędzi bankructwa, litewski rząd uparcie dąży do wprowadzenia w kraju wspólnej waluty.

W środę premier Algirdas Butkevičius raz jeszcze powtórzył, że wprowadzenie euro na Litwie jest wśród priorytetowych zadań jego rządu i zapowiedział ofensywę informacyjną, która ma przekonać społeczeństwo, że na Litwie euro potrzebne „jak najszybciej”. I choć litewski establishment polityczny, zarówno reprezentujący koalicję władzy, jak też ugrupowania opozycyjne, jest zgodny, że Litwa musi mieć euro, to w sprawach, kiedy i za jaką cenę — zdania są już podzielone.
Z pośpiechem nie zgadza się prof. ekonomii, poseł Povilas Gylys, który ostrzega nas, że w sytuacji, gdy przyszłość wspólnej waluty staje pod znakiem zapytania, pośpiech w jej wprowadzeniu na Litwie jest niepotrzebny, a nawet może być niebezpieczny.

Niebezpieczeństwo te dostrzegł i obrazowo przedstawił jeszcze dwa lata temu jeden z publicystów brytyjskiego „The Economist”.  Publicysta zauważył, że wielu z uczestników debaty publicznej sprzeciwiających się angażowaniu się W. Brytanii na rzecz euro, porównywało wspólną walutę do legendarnego „Titanica”. Zdaniem autora publikacji, porównanie to jest błędne i mylące, bo „Titanic” szybko zatonął i spoczął na dnie, nie wywołując na powierzchni większego zawirowania. Tymczasem ewentualne „zatonięcie” euro będzie nie tylko katastroficzne w skutkach, ale też skutki te będą odczuwalne przez wiele lat czy nawet dziesięciolecia.

„Toteż, dla obrazowania sytuacji euro, proponuję porównanie jej nie z »Titaniciem«, lecz z Czarnobylem” — napisał brytyjski publicysta.
Dlatego, zdaniem posła Povilasa Gylysa, Litwa powinna zaczekać, aż wyjaśni się perspektywa strefy euro i dopiero wtedy podejmować ewentualne decyzje.
— Wchodzenie na statek pękający w szwach i miotany falami nie jest rozsądne. Zaczekajmy, aż zawirowania ucichną, a statek przestanie dryfować i popłynie samodzielnie — również obrazowo profesor Gylys proponuje schemat wejścia kraju do strefy euro.

Tymczasem rząd ma swój schemat, który realizuje wprowadzenie euro, nie czekając, aż sytuacja w strefie wspólnej waluty wyklaruje się. Według rządowego programu, rozliczać się w euro będziemy już od 1 stycznia 2015 roku. Nadzorować przygotowania do wprowadzenia wspólnej waluty ma specjalna komisja rządowa na czele z premierem, zaś koordynacją działań zajmie się specjalnie powołana rządowa grupa robocza pod nadzorem resortu finansów. Będzie ona koordynowała pracę kolejnych 6 grup roboczych, które mają na bieżąco dopasowywać sytuację prawną i ekonomiczną na potrzeby sprawnego wprowadzenia eurowaluty, żeby przejście na wspólną walutę przeszło bez problemów, większych strat oraz w wyznaczonym terminie.  Jedna z grup roboczych ma zająć się debatą publiczną na temat wprowadzenia euro. Prof. Gylys zauważa jednak, że taka dyskusja była potrzebna przed podjęciem konkretnej decyzji.
— Dziś natomiast mamy taką sytuacje, że najpierw zapada decyzja, a potem proponuje się dyskusję — zaznacza prof. Gylys.
Tymczasem w środowym wywiadzie dla „Lietuvos žinios” premier Algirdas Butkevičius mówi, że przygotowywana potężna kampania informacyjna powinna rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące wprowadzenia euro.

— De facto już mamy euro, więc nie rozumiem, po co trzeba temu się sprzeciwiać — mówi premier.
Skoro już mamy, to chyba nie musimy niczego wprowadzać — prof. Gylys doszukuje się logiki w stwierdzeniu premiera. — Ale tak nie jest, bo mimo sztywnego kursu lita do euro, wciąż mamy własną walutę, możemy prowadzić swoja politykę finansową i wpływać na politykę zagraniczną. Natomiast przystąpienie do strefy euro oznacza krok w stronę federacji i integracji politycznej — ocenia profesor. Jego zdaniem, wprowadzenie euro na Litwie miałoby uzasadnienie dopiero po ustabilizowaniu się sytuacji w strefie wspólnej waluty, o ile ta strefa w ogóle przetrwa.

A pesymizm w tej sprawie ogarnia coraz więcej krajów Unii Europejskiej, w tym krajów samej strefy. Portugalia, Hiszpania, Włochy, Grecja czy ostatnio Cypr — to jest dziś największy kłopot eurolandu. Mówi się również o zadyszce finansowej Francji, największego po Niemczech, kraju strefy. Dlatego w Niemczech, które, wydaje się, są jedynym gwarantem przetrwania euro, nasila się ruch polityczny, który postuluje o wyjściu Niemiec z eurolandu i jeśli nie powrotu do marki, to o utworzeniu ze zdyscyplinowanymi finansowo krajami północnymi coś w rodzaju eurolandu bis. Siłą napędową dla tych polityków jest rosnący w niemieckim społeczeństwie pesymizm wobec euro. Kolokwialnie mówiąc, Niemcom zbrzydło płacić cudze rachunki. Jeśli więc dojdzie do transformacji obecnej strefy euro, to powstaje pytanie, do której strefy w 2015 r. dołączy nasz kraj — do bogatej i stabilnej północy czy bankrutującego południa? W tym kontekście prof. Gylys dostrzega jeszcze jeden ważny aspekt: „Obecna sytuacja krajów południowych dowodzi, że euro nie zapobiega ewentualnym kłopotom gospodarczym i finansowym”.
Dlatego w sytuacji, jaka złożyła się w strefie euro i samej Unii, wielu ekonomistów, również zachodnich, mówi — „niech każdy pozostaje na swoim miejscu”, przynajmniej do czasu, aż ucichnie burza w eurolandzie.

EUROland

Obecnie do strefy euro należy 17 krajów członkowskich Unii Europejskiej — Austria, Belgia, Cypr, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Malta, Niemcy, Portugalia, Słowacja, Słowenia i Włochy.
Euro pojawiło się w 1999 roku i początkowo było walutą rozliczeniową w transakcjach bezgotówkowych. Dopiero 1 stycznia 2002 roku pojawiły się w obiegu euro banknoty i monety.
Przystępując 1 maja 2004 roku do Unii Europejskiej, Litwa zobowiązała się po spełnieniu stawianych wymogów wprowadzić u siebie wspólną europejską walutę.