Smak chleba emigranta

W poszukiwaniu godziwego życia Litwę opuściło już pół miliona obywateli Fot. Marian Paluszkiewicz
W poszukiwaniu godziwego życia Litwę opuściło już pół miliona obywateli Fot. Marian Paluszkiewicz

Lepszego życia i szczęścia szuka się od zawsze i to pod każdą szerokością geograficzną. W tym celu często się wyjeżdża w świat w poszukiwaniu godziwych zarobków, zmiany otoczenia, zapewnienia lepszego poziomu życia, bo ponoć wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma… Czy wyjazdy „za chlebem” do innego kraju czynią ludzi szczęśliwszymi? Niekoniecznie.

Jak wynika z badań brytyjskich socjologów Uniwersytetu w Leicester, większość emigrantów zmieniając kraj zamieszkania, nie odczuwa wzrostu satysfakcji z życia. Badania przeprowadzone przez prof. Davida Bartrama zostały opublikowane w lipcowym miesięczniku „Migration Studies”. Na podstawie 42 tysięcy ankiet analizowano, czy przeniesienie się do innego kraju może przynieść szczęście.

„Emigrantom z Europy Wschodniej przeniesienie się do Europy Zachodniej szczęścia nie przyniosło. W istocie badania wykazały, że wzrost dochodów nie zawsze jest źródłem szczęścia dla ludzi. Przenosząc się do bogatszego kraju emigranci, otrzymują większe dochody, ale nawet w takim przypadku w obcym kraju może się obniżyć ich położenie socjalne. A status socjalny czasami przesądza o odczuwaniu szczęścia bardziej niż otrzymywane dochody”.

Bogusław Grużewski, dyrektor Instytutu Pracy i Badań Społecznych, uważa, że te badania nie są bezpodstawne, gdyż obce społeczeństwa (do Wielkiej Brytanii, do Niemiec, do krajów skandynawskich wyjechało już pół miliona obywateli Litwy) nie są tak bardzo otwarte i żeby się czuć pełnowartościowym obywatelem, potrzebna jest tak naprawdę dłuższa integracja.
— Okres 5, a nawet 10 lat jest tak naprawdę jeszcze niedostateczny do głębokiej integracji z obcym społeczeństwem. Dzieci i owszem, jeżeli zostaną na emigracji, będą się czuły komfortowo, jeżeli z czasem zdobędą odpowiednie zawody oraz dochody i będą miały zapewniony odpowiedni poziom życia materialnego. Emigrant, moim zdaniem, zawsze przeżywa mniejszy poziom satysfakcji ogólnej, czy tzw. szczęścia. Wysoki zarobek jest okupiony ciężką pracą — czasami po 12 godzin dziennie, czasami jest to praca nocna, do tego dochodzi zmęczenie, brak czasu wolnego, życia duchowego, towarzyskiego, brak samorealizacji — na emigracji trudniej o pełnowartościowe życie. Dochód materialny i pozycja społeczna to nie wszystko – powiedział dla „Kuriera” Bogusław Grużewski.

Dainius Urbonas wyjechał z Litwy jeszcze na początku fali emigracyjnej, mieszka w Londynie już od 15 lat. Jest właścicielem własnej, prosperującej firmy, ma dobre zarobki, od 5 lat mieszka z nim w Londynie także rodzina — ściągnął żonę i córkę do siebie. Wracać nie ma zamiaru — na Litwie jest, jak mówi, „zbyt mały rynek”. Gdy prosimy opowiedzieć go o swym życiu, cieszy się, że nie musi już żyć w ścisku i tłoku razem z innymi emigrantami, tylko ma na wyłączność duży wynajmowany domek (3 salony) nieopodal lotniska w Heathrow. No i jest nieludzko zapracowany. Czy jest szczęśliwy?

— Cieszę się, jeżeli mam pół dnia wolnego — już jestem szczęśliwy. Urządziłem się ostatnio dodatkowo do pracy w nocną zmianę na lotnisku w Heathrow, przy taśmociągu, a w dzień pracuję na siebie. Spałem dziś 5 godz. Wrócić? Nie mam do czego. Córka jest zadowolona, ma tu przyjaciół, chodzi dodatkowo do szkółki sobotniej, jeszcze na zajęcia z matematyki, dobrze sobie radzi, widzę, że się rozwija. Chociaż przyznaję, że mam zbyt dużo pracy, od wielu lat nie spędzam wspólnie z rodziną czasu – mówi dla nas Dainius Urbonas.

Czyżby rodzice płacą pewną cenę, żeby zapewnić dobre życie dzieciom?
— Często tak jest — mówi Bogusław Grużewski. — Mam przyjaciół, którzy w obcym społeczeństwie właśnie przeżywali pewne odtrącenie, żyli z poczuciem niepełnej satysfakcji, ale mówili, że zostając na stałe w obcym kraju, poświęcają się dla dzieci i ich lepszego życia.

Swietłana Kudriawcewa: „Szczęście dla mnie to rodzina, stabilność, także dobrobyt“  Fot. archiwum
Swietłana Kudriawcewa: „Szczęście dla mnie to rodzina, stabilność, także dobrobyt“ Fot. archiwum

Odczuwanie poziomu szczęścia może zależeć od tego, od jakiego poziomu życia „odbija” emigrant i w jakie otoczenie trafia. Trudno jest się pogodzić z obniżeniem statusu socjalnego.

— Kiedy wyjeżdżamy do obcego kraju, jesteśmy zwykłymi robotnikami, wykonujemy „gorsze” prace — trudno jest otrzymać pracę zgodną ze swymi kwalifikacjami. Wielu emigrantów z wyższym wykształceniem nie może przeskoczyć bariery przyjęcia za pełnoprawnego mieszkańca — mówi nam Swietłana Kudriawcewa, mieszkająca w Anglii od 3 lat. Jest przykładem osoby, która mimo początkowych trudności znalazła pracę zgodną ze swym wykształceniem i kwalifikacjami.

Swietłana Kudriawcewa jest nauczycielką informatyki, ma 37 lat, wyjechała na wakacje do siostry w Anglii i już tam została. Na początku pobytu znalazła pracę w fabryce — w ciągu tygodnia zarabiała tyle, ile w ciągu miesiąca w szkole.

— Pracować nie jest trudno, jestem do tego przyzwyczajona, większym problemem dla mnie była bariera językowa.  Kiedy straciłam pracę w fabryce, giełda pracy umożliwiła mi kurs językowy. Złożyłam egzaminy na uniwersytet, szukałam możliwości potwierdzenia swych kwalifikacji, chciałam pracować w zawodzie i obracać się w nowym środowisku językowym. Potem była praktyka w szkole w Sheffield — tam zaproponowano mi pracę po tym, jak zaczęłam wdrażać system komputerowy do nauczania na odległość. Ludzie w szkole są życzliwi, dobroduszni, ale nie czuję się pełnoprawnym nauczycielem — jest jeszcze bariera językowa, nie mogę przekazać dokładnie swych myśli. Ale wdrażając swój system, pomagając angielskim nauczycielom pracować z nim, obcuję z nimi, oni formułują poprawne zdania, poprawiają mnie, a ja koryguję swe wypowiedzi — jest dobrze. Najważniejsze to rozmawiać – mówi Swietłana.

Bogusław Grużewski Fot. Marian Paluszkiewicz
Bogusław Grużewski Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak mówi, po 3-letnim pobycie w Anglii emigrant zostaje pełnoprawnym mieszkańcem — ma prawo do zniżki na mieszkanie, na naukę, na zasiłek dla dziecka. Otrzymała już potwierdzenie swych kwalifikacji oraz wyższego wykształcenia, które otrzymała na Litwie. W szkole angielskiej dostała już możliwość pracy jako nauczyciela. Wdraża tu swój projekt, wykorzystując system pracy z uczniami na odległość oraz nowy sposób oceniania pracy uczniów.

— Ja? Szczęście? — dla mnie szczęście to gdy obok jest bliska osoba, gdy możesz założyć rodzinę — mówi Swietłana. — Tak się stało, że przeżywam teraz etap, gdy spotkałam bliską osobę, gdy mogę założyć rodzinę. On jest Anglikiem, akceptuje mnie taką, jaką jestem — to już jest dla mnie szczęście. Szczęście dla mnie to rodzina, stabilność, także dobrobyt. No i praca, która daje zadowolenie. Lubię Anglię. Jeżeli na Litwie ciągle myślałam o pieniądzach i oszczędzaniu, jak przeżyć do kolejnej wypłaty, to tutaj pomaga państwo. Jeżeli nie otrzymuję minimalnych dochodów — pomaga mi państwo. Tu nie myślę o pieniądzach. Wystarcza mi. Tu można marzyć i budować przyszłość. Proponowano mi pracę na Litwie, ale nie widzę siebie w tym kraju. Mam tu dużą rodzinę, oczywiście przyjeżdżam w odwiedziny, pomagam rodzicom materialnie. O powrocie nie myślę. Jestem szczęśliwa, że mój już 13-letni syn otrzymuje angielskie wykształcenie.

— Szczęście to kategoria subiektywna — mówi Bogusław Grużewski. — Więc bezpośrednio wysokość płacy czy pozycja zawodowa nie zawsze kompensuje potrzeby konkretnej osoby — stosunków z ludźmi, z otoczeniem, potrzeb kulturowych. Emigranci z Europy Wschodniej mają życie kulturowe, społeczne znacznie bogatsze, aniżeli z krajów mniej rozwiniętych, dlatego w tym wypadku pieniądze i zarobki nie kompensują im tej puli elementów i wartości, które składają się na poczucie szczęścia.