Wilno w długach tonie – czy pójdzie na dno?

Bankructwo Wilna oznaczałoby przejęcia jego zobowiązań finansowych przez budżet państwa, czyli przez wszystkich mieszkańców kraju Fot. Marian Paluszkiewicz
Bankructwo Wilna oznaczałoby przejęcia jego zobowiązań finansowych przez budżet państwa, czyli przez wszystkich mieszkańców kraju Fot. Marian Paluszkiewicz

Tegoroczny budżet Wilna zaplanowano na 1,133 mld litów. Będzie on o 121 mln litów większy niż był w 2013 roku.
Jednak i tych pieniędzy nie wystarczy na spłatę wszystkich długów stołecznych. Zadłużenie magistratu sięga już ponad 1,2 mld litów. Czy wobec tego miastu grozi bankructwo?

Opozycja w Radzie miejskiej, głównie przedstawicieli Związku Ojczyzny-Chrześcijańscy Demokraci Litwy (ZO-ChDL), przekonuje, że Wilno nie uniknie losu amerykańskiego Detroit i również będzie musiało ogłosić bankructwo. Konserwatyści ze Związku Ojczyzny straszą, że z powodu niewypłacalności magistratu Wilnu grozi chaos, brud i niebezpieczeństwo, bo zadłużenie miasta tylko dla jednej z zajmujących się sprzątaniem ulic spółki „Naujamiesčio būstas” wynosi 17 mln litów. A takich przeterminowanych rachunków miasto ma na ponad 300 mln litów.
W założeniach budżetowych są środki przeznaczone na spłatę zadłużeń, ale miasto planuje również pożyczać. W sumie 130 kolejnych milionów litów w 2014 roku.

Takie postanowienie krytykuje już nie tylko opozycja, ale także ekonomiści.
Jeden z nich, Romas Lazutka, nazywa nieodpowiedzialnym postanowienie władz miasta o zaciąganiu kolejnych pożyczek. Jego zdaniem, w okresie, kiedy kraj, a Wilno zwłaszcza, notuje wzrost gospodarczy, należy redukować zadłużenie, a nie go zwiększać.
Tymczasem magistrat przekonuje, że pożyczać musi, bo inaczej miasto nie wywiąże się ze swoich obowiązków wobec swoich mieszkańców. Ma też nadzieję, że w bieżącym roku uda się zbilansować przychody i wydatki budżetu.
„Mam nadzieję, że w 2014 roku nastąpi przełom i wydatki, i przychody miasta zostaną zbilansowane, a zadłużenie nie będzie rosło” – mówił mer Wilna Artūras Zuokas po przyjęciu przez Radę budżetu na 2014 rok.

Nie wiadomo jednak, czy spełnią się nadzieje włodarza miasta. Jak wynika z naszych ustaleń, od 2006 roku, kiedy miasto miało niespłaconych rachunków zaledwie na 247 mln litów, zadłużenie magistratu stale rośnie — średnio po 136 mln litów rocznie. Mer liczy jednak na to, że zadłużenie Wilna pomoże wyhamować i redukować polityka obecnego rządu.
Jak już wcześniej pisaliśmy, w tegorocznym budżecie krajowym przewidziano, że stołeczne miasto będzie mogło zatrzymać na swoje potrzeby o 6 proc. więcej przychodów z tytułu podatku od osób fizycznych. Wilno, jako jedyne miasto musiało bowiem oddawać większość część tych przychodów na potrzeby innych samorządów.

Zadłużenie stołecznego samorządu rośnie od 2006 roku i obecnie wynosi prawie 1,2 mld litów Fot. Marian Paluszkiewicz
Zadłużenie stołecznego samorządu rośnie od 2006 roku i obecnie wynosi prawie 1,2 mld litów Fot. Marian Paluszkiewicz

Pod koniec ubiegłego roku rząd zwiększył tę część przychodów magistratu z 42 do 48 proc. od płaconych przez mieszkańców podatków.
Artūras Zuokas uważa, że w 2015 roku ta część przychodów miasta zostanie zwiększona do 55 proc. podatków mieszczan, a w 2016 roku do 60 proc. Zdaniem mera, takie postanowienia pomogą ustabilizować sytuację finansową Wilna i miasto będzie mogło rozliczać się ze swoich długów. Zuokas wyklucza możliwość bankructwa miasta, bo według prawa, zadłużenie samorządów jest długiem publicznym, więc w krytycznej sytuacji stołeczne długi będzie musiało spłacić państwo.

Wilno nie jest jedynym zadłużonym samorządem, jednak jego zobowiązanie finansowe stanowią ponad połowę zadłużeń wszystkich 60 litewskich samorządów, które wynosi ponad 2 mld litów. Największymi po Wilnie dłużnikami są Kowno, rejon szyłucki oraz Szawle. Z kolei najmniej obciążone długami są budżety samorządów Wisagini i rejonu wileńskiego.

Według ekonomistów, pokaźne zadłużenie samorządów może przeszkodzić Litwie wprowadzić euro w 2015 roku. Takie plany ma obecny rząd, ale jeśli będzie chciał ich zrealizować, to będzie musiał też przyłożyć się do redukcji samorządowych długów, w tym największego zadłużenia Wilna. Jedyną drogą wydaje się tu być większe finansowanie stołecznych potrzeb, bo w porównaniu ze stolicami krajów ościennych, Wilno wygląda jak ubogi krewny. W przeliczeniu na jednego mieszkańca Wilno do dyspozycji ma 1 865 litów, z kolei Ryga otrzymuje 3 029 Lt, Tallin 3 200 Lt, a Warszawa aż 7 tys. litów na jednego mieszkańca. Nawet Kowno ma więcej środków, bo może przeznaczyć 2 027 litów na jednego mieszkańca. Tymczasem według danych statystycznych, wkład Wilna do budżetu państwa jest aż 25 razy większy niż Kowna, czy też 22 razy większy niż Kłajpedy – drugiej po Wilnie największej gospodarki miejskiej na Litwie.

Struktura tegorocznych wydatków stolicy w zasadzie niewiele się różni od ubiegłorocznej, bo prawie połowę środków przeznaczy się na oświatę. W sumie 593,8 mln litów, czyli 47 proc. środków budżetowych. Kolejnych 213 mln litów przeznaczy się na realizację programów socjalnych. Na spłatę zadłużenie Wilno przeznaczy nieco ponad 100 mln litów.