Ukraina przed wyborem

95
udział w niedzielnych wyborach dla mieszkańców tamtych regionów może stać się wyborem między życiem a śmiercią.
Udział w niedzielnych wyborach dla mieszkańców wschodnich ch regionów może stać się wyborem między życiem a śmiercią Fot. archiwum

Ukraińskie wybory prezydenckie 25 maja mogą stać się przełomem dla kraju od pół roku pogrążonego w kryzysie gospodarczym i politycznym. Warunkiem przełomu ma być nie tylko wybór samych Ukraińców, ale też, czy ich wybór zaakceptuje świat. Również Rosja, która od marca, od ogłoszenia daty wyborów, twierdzi, że nie uzna ukraińskiego wyboru. Kreml bowiem nadal popiera byłego prezydenta Wiktora Janukowycza, który uciekł do Rosji po krwawych wydarzeniach na Majdanie w lutym tego roku.

W tym tygodniu rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych po raz kolejny oświadczyła, że Rosja nie uzna wyborów przy „żywym prezydencie”. Nie jest to jedyne stanowisko Rosji, bo wcześniej Rosjanie dopuszczali możliwość uznania prawomocności ukraińskiego warunku. Nawet sam prezydent Władimir Putin miał powiedzieć, że wybory prezydenckie na Ukrainie to „krok w dobrym kierunku”. Kreml jednak stawia warunki. Oczekuje, że wybory odbędą się we wszystkich regionach Ukrainy, co w opinii międzynarodowej potwierdza dwulicowość władcy na Kremlu.
Na Wschodzie Ukrainy, w obwodach donieckim i ługańskim od ponad dwóch miesięcy sytuację kontrolują prorosyjscy separatyści, których nie chcą dopuścić, żeby w ich regionie wybory prezydenckie odbyły się.

Kijów w ramach tzw. operacji antyterrorystycznej próbuje przejąć kontrolę nad regionem, ale w starciach z uzbrojonymi separatystami raz po raz ponosi dotkliwe porażki, jak tę pod miasteczkiem Wołnowacha na południu obwodu donieckiego. Po ataku separatystów na posterunek ukraińskich wojsk zginęło tam 16 żołnierzy, a ponad 30 zostało rannych, w tym ciężko. W wyniku czwartkowej tragedii ukraińskie siły poniosły największe jednorazowe straty za cały czas trwania operacji antyterrorystycznej. Również piątek na Wschodzie Ukrainy zaczął się od zbrojnej akcji separatystów przeciwko ukraińskim siłom. Tym razem w okolicach wsi Karłowka, również w obwodzie donieckim zaatakowany został ochotniczy oddział „Donbas”.
„Jesteśmy otoczeni we wsi Karłowka w obwodzie donieckim. Na miejsce bitwy podjechał transporter opancerzony separatystów, ściągnięto karabiny maszynowe dużego kalibru, rzucają granatami” — napisał na Facebooku dowódca batalionu Semen Semenczenko. Dodał też, że nie może doczekać się odpowiedzi na apel o pomoc do dowództwa ukraińskich wojsk w regionie. Wydarzenie pod Wołnowachą i w Karłowce po raz kolejny odsłoniły nieudolność ukraińskich sił w zmaganiach z separatystami, którzy zaktywizowali swoje działania przed zbliżającymi się wyborami. Do czwartku udało się im przejąć kontrolę nad 18 z 34 okręgowymi komisjami wyborczymi w obwodach donieckim i ługańskim. Jeśli do niedzielnych wyborów separatyści poszerzą swoją kontrolę nad komisjami, to wybory we wschodniej Ukrainie raczej nie odbędą się, na co mocno liczy Rosja.

Strzały i wybuchy na wschodzie kraju, wydaje się, nie zakłócają kampanii wyborczej toczącej się w pozostałych regionach. Liderem jej sondaży jest Petro Poroszenko. Jak wynika z najnowszych badań, biznesmen oraz były szef ukraińskiej dyplomacji może liczyć na 45 proc. głosów wyborców. Według ukraińskich analityków, Poroszenko może też liczyć na zwycięstwo już w pierwszej turze. Wygrałby ją na pewno, gdyby najbliższa jego rywalka, była premier Julia Tymoszenko, zrezygnowałaby z udziału w kampanii, o co do niej wcześniej apelował Poroszenko oraz Witalij Kliczko, lider ugrupowania UDAR. Sam Kliczko zrzekł się kandydowania w wyborach prezydenckich na rzecz Poroszenki. W zamian otrzymał jego poparcie w wyborach mera Kijowa. Według niepotwierdzonych informacji, Poroszenko miał obiecywać Tymoszenko stanowisko premiera w zamian za rezygnację z kampanii prezydenckiej.
Według ostatnich sondaży, była premier może liczyć na około 13 proc. głosów wyborców. W niedzielnych wyborach prezydenckich uczestniczy 21 kandydatów. Na razie nie wiadomo, ilu z nich dotrwa do finiszu, bo niektórzy z nich już wycofali się z kampanii. Inni nie wykluczają takiej możliwości w ostatnich dniach.

Według opinii międzynarodowej, wybory prezydenckie na Ukrainie są szansą na ustabilizowanie sytuacji w tym kraju. Toteż sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun zaapelował do wszystkich sił politycznych na Ukrainie, żeby mimo krwawych starć na wschodzie kraju podwoiły swoje wysiłki, by każdy mieszkaniec kraju mógł pójść do głosowania „bez obaw o swoje bezpieczeństwo”.
Jednak, jak wynika z codziennych informacji docierających ze wschodu kraju, a przypominających raczej doniesienia z linii frontu, udział w niedzielnych wyborach dla mieszkańców tamtych regionów może stać się wyborem między życiem a śmiercią.