Śladami publikacji „Rūta Vanagaitė przerywa milczenie o zabójcach Żydów”

188
Książka „Mūsiškiai” Rūty Vanagaitė wzbudziła w społeczeństwie wiele dyskusji Fot. Marian Paluszkiewicz
Książka „Mūsiškiai” Rūty Vanagaitė wzbudziła w społeczeństwie wiele dyskusji Fot. Marian Paluszkiewicz

Do redakcji nadszedł list Eugeniusza Pieczula z Węgorzewa (Polska), który drukujemy poniżej w całości.

Chciałbym zająć stanowisko w sprawie publikacji w „Kurierze Wileńskim” artykułu pani redaktor Anny Pieszko.

Po zapoznaniu się z treścią artykułu zamieszczonego w nr 20/2016 „Kuriera Wileńskiego” nie zauważam żadnej zmiany w przedstawianiu zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach, mieszkańcach Wilna i Wileńszczyzny przez okupantów niemieckich i będących na ich usługach kolaborantów litewskich.
Po raz kolejny widzimy jak na masową skalę (poprzez utrwalanie stanowiska strony litewskiej), Polacy nie są zauważani nawet w podobno polskiej (lepiej polskojęzycznej) prasie na Litwie. Z treści artykułu pani redaktor Anny Pieszko czytelnik dowiaduje się, że Wileńszczyznę i samo miasto Wilno zamieszkiwali Żydzi i Litwini, a zbrodni ludobójstwa dokonano wyłącznie na ludności narodowości żydowskiej.
Odnoszę wrażenie, że po raz kolejny II Wojna Światowa jest przedstawiana jako wojna Niemców z Żydami. Dlatego w publikacji pani Rūty Vanagaitė nie widzę żadnego przełomu. Zresztą sama autorka mówi, że, cytuję: „To książka dla tych, kto nie zamyka oczu na prawdę — w nadziei, że zniknie. Książka opowiada o zabójcach i zabitych. O Litwinach i Żydach. O tym, co się stało przed 75 laty na naszej, litewskiej ziemi. Jak autorka powiedziała »Kurierowi«, książka może służyć jako antidotum przeciwko przejawom antysemityzmu i możliwej powtórce z historii, kiedy to »zwykli ludzie« celowali w Żydów ustawionych przy dołach”.

Uważam, że mamy do czynienia z kontynuacją działań dezinformacyjnych strony litewskiej w zaciemnianiu zbrodni dokonanej w Ponarach i innych miejscach kaźni na Litwie na obywatelach Polski, niestety przy wydatnym udziale, jak już wspomniałem, polskojęzycznej prasy na Litwie.

Jestem przekonany, że zachodzące w Polsce zmiany pozwolą na nowe otwarcie również w polskiej polityce historycznej. Chciałbym jak najszybciej usłyszeć z ust każdego prawego człowieka, bez względu na jego przynależność narodową czy etniczną, prawdę o martyrologii narodu polskiego na Kresach Wschodnich.

Dziękuję i pozdrawiam bardzo serdecznie.

Eugeniusz Pieczul

Szanowny Panie Eugeniuszu, cieszę się, że artykuł wywołał tak żywy odzew. Świadczy to jedynie o tym, że poruszony temat jest aktualny, choć zarazem niezwykle obszerny i trudny.

Nie zauważa Pan „żadnej zmiany w przedstawianiu zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach, mieszkańcach Wilna i Wileńszczyzny przez okupantów niemieckich i będących na ich usługach kolaborantów litewskich”. Temat martyrologii Narodu Polskiego jest stale obecny na łamach naszego dziennika, a tragiczne karty historii, jak zbrodnia katyńska czy ludobójstwo w Ponarach, są nieustannie przywoływane w publikacjach zarówno moich (jak chociażby artykuł „Poznać całą prawdę o Ponarach” z 15 listopada 2012 r.), jak też moich kolegów redakcyjnych.

Tym razem celem mego artykułu „Rūta Vanagaitė przerywa milczenie o zabójcach Żydów” — było zaprezentowanie nowej pozycji na rynku wydawniczym — książki „Mūsiškiai”, która to książka jest(!) przełomem w przedstawianiu historii dotyczącej Holokaustu i czynnego udziału w nim Litwinów jako oprawców. Temat ten jest białą plamą w historii, i to bardzo brzydką plamą, do której na Litwie się przyznaje z najwyższą niechęcią. O udziale Litwinów w mordzie Żydów mówi się w sposób mocno zawoalowany i szczątkowy.
O tym, jak bardzo jest to prawda niechciana, świadczy chociażby histeria w mediach, która się rozpętała po wydaniu tej książki oraz potępienie autorki nawet przez najbliższych.

Manipulacja świadomością historyczną na temat Holokaustu rozpoczyna się już w szkolnej ławce. Żeby nie być gołosłowną, przytoczę kilka przykładów. Przykładowo, oficjalny podręcznik historii „Czas” dla klasy X na temat „Tragedia Żydów litewskich” podaje: „Holokaust na Litwie planowała i organizowała niemiecka Służba Bezpieczeństwa. Na jej rozkaz prace przygotowawcze miały przeprowadzać lokalne urzędy litewskie i policja. Niektóre bataliony policji litewskiej pod dowództwem nazistów chwytały Żydów, doprowadzały na miejsce straceń, pełniły straż podczas egzekucji, a czasem na rozkaz nazistów również zabijały nieszczęśników. Najczęściej jednak egzekucji dokonywały niemieckie jednostki bezpieczeństwa, takie jak »Latający Oddział Joachima Hamanna« czy Wileński Odział Specjalny, w których służyło do 200 Litwinów”.

W podręcznikowej wersji wydarzeń oprawcy litewscy stają się niejako ofiarami „niedobrych” nazistów, brakuje wyraźnego stwierdzenia, że Litwini dobrowolnie kolaborowali z nazistami i dokonywali masowych egzekucji na Żydach. Wbrew podręcznikowej wersji, nie była to „garstka” kolaborantów – z nazistami współpracowała cała administracja litewska wraz z obywatelami, liczona na tysiące osób.

Z tego samego podręcznika na temat „Czy jesteśmy odpowiedzialni za swoją historię?” jego autorzy usiłują przekonać, że „etykietka żydobójców” jest niesłuszna. Polecam też fragment: „W latach II wojny światowej prześladowania i zagładę Żydów organizowały Niemcy nazistowskie, pod których okupacją była Litwa. Oczywiste jest i to, że bez pomocy kolaborujących z nazistami władz litewskich nie sposób byłoby wymordować tak dużo naszych Żydów. Kilka tysięcy uczestników morderstw to na imieniu Litwy krwawa plama nie do usunięcia”.
I jest to jedyne symboliczne przyznanie się do winy.

Tymczasem nie ma w podręczniku ani słowa o „strzelcach ponarskich”, tzw. „szaulisach”, członkach oddziału „Ypatingas burys”, który w sposób szczególnie okrutny przyczynił się do ludobójstwa, natomiast Ponary, gdzie z rąk „szaulisów” zginęło ok. 70 tys. Żydów i około 20 tys. Polaków, w podręczniku wspomniane są jednym zdaniem: „Naziści usiłowali zniszczyć ślady masowych morderstw. Ze skazanych na śmierć sformowano specjalne oddziały, które odkopywały i paliły trupy w miejscach masowych egzekucji w Ponarach i IX forcie w Kownie”.
Dosyć mętny przekaz, nieprawdaż?

Uczeń, któremu system szkolnictwa wbija do głowy jakieś szczątkowe wiadomości na temat Holokaustu, dalej nie ma skąd czerpać wiedzy o rzeczywistych „żydobójcach”. W szkolnych bibliotekach brak jest dostępnych rzetelnych opracowań dotyczących Holokaustu, wszystkie materiały są przechowywane w archiwach, a rzadko który uczeń czy dorosły zada sobie trud skrzętnego odkrywania historii z archiwalnych dokumentów. Jak już pisałam w artykule, nawet książka Kazimierza Sakowicza „Dziennik 1941-43” o ludobójstwie w Ponarach, którą cytuje też Vanagaitė, została wydana w języku litewskim w znikomym nakładzie 500 egzemplarzy. W tym kontekście książka „Mūsiškiai” (nakład 2 000 egzemplarzy) jest na swój sposób przełomowa, gdyż otwarcie, z powołaniem się na autentyczne dokumenty i relacje żywych świadków (autorka cytuje też fragmenty „Dziennika 1941-43” Sakowicza), bez owijania w bawełnę mówi o tym, że Litwini zabijali Żydów. Szkoda, że autorka w roli ofiar potraktowała jedynie przedstawicieli tego narodu i nie wspomina ani o zamordowanych tysiącach Polaków, ani – w mniejszym stopniu – także Cyganach, Rosjanach, Litwinach.

Dziękuję Panu za list i polecam się życzliwej Czytelniczej uwadze.

Z poważaniem Anna Pieszko