Dywersanci

133

W czasach komunistycznej okupacji wszędzie działali „kapitalistyczni dywersanci”. To oni odpowiadali za to, że zimą nie rosła pszenica, że politruk był pijany, szef komsomołu molestował kołchoźnice i ogólnie komunizm nie działał. Cokolwiek złego się działo w komunizmie, winni byli „kapitalistyczni dywersanci”. Komunizm upadł wraz z sowiecką Rosją, a teraz żyjemy w państwie postkomunistycznym.
I, w sumie, w postkomunizmie też mamy dywersantów, tylko dla odmiany prawdziwych. Ludzi, którzy się uwłaszczyli na złodziejskiej prywatyzacji, rozkradli kołchozy, doją państwowe spółki, niszczą (mówi się – „optymalizują”) infrastrukturę, a także na wszelkie inne sposoby uprzykrzają ludziom życie, by ci zaczęli tęsknić za słusznie minioną komuną. Ot, choćby ci wszyscy „obrońcy” języka, którzy chcą żywy język litewski tak chronić, tak zamknąć w sejfie, żeby się tam udusił, bo stałby się niezdatny do używania. A to literek zabronić w dokumentach, a to z komisji językowej uczynić nadinkwizycję, a to firmom nazwy pozmieniać czy kazać napisy na obrazach przetłumaczyć. O źródła tych obsesji nie pytam, aczkolwiek etniczno-językowe szczury mają sporo cech wspólnych, więc może to też jakaś dywersja?