Krzyżowe drogi sprawiedliwości na Litwie

188

Wileńscy franciszkanie przez długie lata walczyli o swoje, o zabudowania klasztorne przy kościele pw. Wniebowzięcia NMP na Piaskach w Wilnie. Sytuacja wyglądała beznadziejnie. Wspólny front biznesmenów i nacjonalistów litewskich wspieranych przez wpływowych polityków i urzędników wydawał się być nie do pokonania. Przybysze, którzy wczepili się w te budynki na wileńskiej starówce byli pewni, że klasztor jest ich na zawsze i żadni zakonnicy, jakich by dowodów nie przedstawiali, nie mają tu nic do powiedzenia. Ale stał się cud. Klasztor wrócił do prawowitych właścicieli Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. Publiczne ataki, jakie ostatnio przypuszczają na franciszkanów biznesmeni i różnej maści działacze, są tylko potwierdzeniem tego, jak ich walka o swoje była trudna.

Ale musimy pamiętać, że podobne walki toczyli i toczą tysiące Polaków na Wileńszczyźnie. Walczyli i walczą o swoje, o ojcowiznę, która należała do ich ojców i dziadów i której, mimo ustawy o zwrocie mienia, państwo litewskie nie chce zwrócić. Niejeden spadkobierca dawnych, prawowitych właścicieli wileńskiej i podwileńskiej ziemi został pokonany przez urzędników i przybyszy z innych części Litwy. Wedle bardzo ostrożnych szacunków Polacy na Wileńszczyźnie zostali ograbieni na setki milionów euro. Właśnie na taką kwotę szacuje się niezwróconą im ziemi. Czy kiedykolwiek doczekają się sprawiedliwości? Przykład franciszkanów dowodzi jednak, że cuda się zdarzą, również na Litwie.