„Nie” dla polsko-litewskiego resetu

W obliczu intensyfikacji agresywnych działań Rosji (manewry Zapad 2017, budowa gazociągu Nord Stream 2) istnieje potrzeba zbliżania państw regionu Europy Środkowej. W tym kontekście wielu publicystów bardzo nieodpowiedzialnie pyta o możliwość „resetu” między Polską a Litwą, nawiązując do trudnych relacji, wynikających z nieprzestrzegania przez stronę litewską Traktatu z 1994 roku w zakresie praw polskiej mniejszości. Dlaczego piszę, że to nieodpowiedzialne? Słowo „reset” do polityki przeniknęło z żargonu komputerowego, jako oznaczające brutalne wyłączenie komputera, który przestał reagować na komendy użytkownika. „Reset” oznacza „przeładowanie”. Czym zatem, jeśli idziemy tym tropem, jest taki reset w relacjach politycznych? Powrotem do punktu zero — utratą wszelkiego postępu w pracach nad rozwiązywaniem problemów, na rzecz tego, by politycy razem się uśmiechnęli do zdjęcia. W praktyce oznacza to zawsze, że zdjęcie się zrobi, problemy zostaną, a niesmak się nasili. I jest to raczej sytuacja, której należy unikać, jeśli zależy nam na rzeczywiście na jakościowej, a nie udawanej, poprawie relacji. Żaden reset nie zastąpi nam prawdziwego rozwiązania problemów.