Problemy z referendum albo dlaczego nie używamy wolności

Jednym z problemów, jaki Litwa próbuje od dłuższego czasu rozwiązać jest kwestia podwójnego obywatelstwa.

Sąd Konstytucyjny Litwy pod koniec ubiegłego roku orzekł, że rozszerzenie prawa do podwójnego obywatelstwa możliwe jest wyłącznie poprzez zmianę Konstytucji w drodze referendum. Niby proste, zwłaszcza, że według sondaży ponad połowa mieszkańców Litwy opowiada się za uprawomocnieniem podwójnego obywatelstwa w przypadku osób pochodzenia litewskiego mieszkających za granicą. Ale być „za” w sondażu to nie to samo, co być „za” w referendum. Po prostu – na referendum trzeba jeszcze iść. Z tym, niestety nie jest już tak dobrze.

W ostatnich wyborach parlamentarnych, przy całym wysiłku, jakie poszczególne partie włożyły w mobilizację swoich wyborców frekwencja w I turze wyborów wynosiła zaledwie 50 proc. O frekwencji w II turze nie warto nawet wspominać. Jak więc sprostać konstytucyjnym wymaganiom dla ważności referendum i zmobilizować ponad połowę uprawnionych do głosowania do skorzystania z możliwości jakie daje im demokracja? Najlepiej zrobić jakąś promocję, np. zrobić głosowanie w pakiecie. Referendum razem z wyborami prezydenckimi. Za jednym pójściem do lokalu wyborczego, przy wysiłku ograniczonym do postawienia znaku „X”. Propozycje władzy wychodzą tak bardzo naprzeciw lenistwu wyborców, że wśród nich znalazł się nawet pomysł rozłożenia referendum na dwa etapy.

Co się stało z obywatelskim zapałem mieszkańców Litwy z początku lat 90.? W referendum, w czasie którego uchwalono obowiązującą obecnie Konstytucję w 1992 r. wzięło udział przecież ponad 75 proc. uprawnionych do głosownia. I to bez specjalnej promocji, bez reklamy. Dlaczego kiedyś tak bardzo chcieliśmy korzystać z wolności? No i wreszcie, w kontekście tematu referendum – po co tak naprawdę to litewskie obywatelstwo, skoro tak mało osób chce wykorzystywać swoje podstawowe obywatelskie prawa?