Nie potrzeba nam konwencji stambulskiej

Tytułowa konwencja, mająca zapobiegać przemocy motywowanej płciowo (czy zgodnie z intencją jej autorów – „motywowanej różnicami w identyfikacji rodzajowej”), budzi na Litwie kontrowersje, a przeciw jej podpisaniu wypowiadają się nawet organizacje broniące praw człowieka. Nie bez racji.
Konwencja bowiem jest zupełnie zbędna – wszelkie akty prawne, ratyfikowane umowy międzynarodowe i Konstytucja zakazują dyskryminacji ze względu na płeć. Ci zaś, którzy taką dyskryminację uprawiają, czynią to ze względu na brak poszanowania jakiegokolwiek prawa, więc choćby i sto konwencji tego nie zmieni – trzeba po prostu egzekwować istniejące prawo.
Gorzej, że konwencja i sposób, w jaki została sformułowana (można się domyślać, czy wadliwie przez niekompetencję, czy celowo), tak naprawdę utwierdza stereotypy i faktycznie przypisuje na stałe poszczególnym płciom łatki „kat” i „ofiara” – uprawia więc dyskryminację płciową.
Można zatem sądzić, iż konwencja stambulska nie ma na celu rozwiązania jakichkolwiek problemów, tylko stworzenie nowych – i bycie ideologicznym batem w służbie propagandy, której również się w niej poświęca dużo uwagi. Z całą pewnością nie potrzebujemy tego rodzaju pęt.