Polityk może mówić prawdę w oczy?!

128

W dzisiejszym wydaniu prezentujemy wywiad z premierem Litwy, Sauliusem Skvernelisem. Niby żaden news, bo ileż to mieliśmy wywiadów — ba, nawet z odwiedzającym nas kiedyś pierwszym szefem Unijnego Parlamentu, Patem Coxem — ale ta rozmowa jest szczególna w odbiciu krzywego zwierciadła litewskich — przynajmniej — polityków.

Nie wiem, ilu obywateli będzie głosowało na tego prawdopodobnego kandydata na prezydenta — choć podobno stawki na jego zwycięstwo w totalizatorach są duże — ale wiem jedno, że za swoją szczerość wart jest szacunku.

O co konkretnie chodzi? Po pierwsze — tragedia pod Smoleńskiem. Skvernelis konkretnie mówi, że jest nie do zrozumienia, że Rosja nie zwraca wraku samolotu. Dotychczas nie pamiętam, żeby jakiś nasz polityk wyraźnie to powiedział.

Po drugie — tabliczki na domach w języku polskim. Jemu to też nie przeszkadza, bo to przecież jest własność prywatna i można choć po chińsku nazwać swoją ulicę — no nie?

A po trzecie — nie podoba mi się oczywiście, że mówi, że polskie wersje nazwisk są możliwe tylko na drugiej stronie paszportu. Tyle lat walki — pardon — starań o prawa Polaków do tożsamości poszły na marne? Zgadza się premier na używanie całego alfabetu łacińskiego, włącznie z — wnerwiającym narodowców „w” — ale więcej nic.

I co tu powiedzieć? Że wystarczy spojrzeć do dzienników szkolnych i zobaczyć, ile jest nazwisk polskich z litewskimi końcówkami? Prawda jest taka, że rodzice swoim dzieciom chcą po prostu zapewnić „normalny” start w życie zawodowe. Oczywiście, to nie oznacza, że mądry Polak nie znajdzie dobrej pracy, ale to jest robione na zasadzie, aby nie trafić na jakiegoś pracodawcę polakofoba.

Z drugiej strony — Polacy emigrujący do Ameryki starali się swoje nazwiska „znormalizować” fonetycznie, żeby nie zakrztusił się czytający w paszporcie — „Chrząszczowrzeski?”.
Ale przecież my — Polacy na Wileńszczyźnie — w końcu jesteśmy u siebie, na Litwie, nie od 10 lat?