Dlaczego poszłam na marsz 11 Marca?

166

W piątek do domu wrócił mój syn ze szkoły, mówiąc: „ Mamusiu, w poniedziałek do szkoły nie trzeba iść, bo mamy wolny dzień, gdyż są obchody niepodległości Litwy. A jak my będziemy świętować?”.

Zdziwiło mnie to, bo za moich czasów w polskiej szkole na ten temat za dużo nikt nie mówił. Z każdym rokiem jest coraz więcej tych, którzy czują potrzebę, aby przejść pr. Gedymina podczas marszu 11 marca. Wmawiano nam przez lata, że nie jest to nasze święto, więc nie ma sensu, bo tam idą ci, co głoszą hasła „Litwa dla Litwinów”. Czy doprawdy chcemy, aby tak było?
Nie rozumiem, dlaczego nasi wileńscy, polscy przedstawiciele i ci wybierani do rady miasta, do sejmu bądź Parlamentu Europejskiego, nie są wówczas obecni, aby swoim przykładem zaświadczyć solidarność narodów, szczególnie kiedy jesteśmy w Unii Europejskiej i NATO. Jest to w interesie Polaków mieszkających na Litwie, a od naszych polskich przedstawicieli tak wiele zależy, w jakim państwie żyjemy i jak nas postrzegają oraz traktują inni. Tak, to prawda, że w 1990 roku sześciu posłów-Polaków wstrzymało się od głosu, tylko rodzi się pytanie, czy idąc dalej tym torem, zniwelujemy zacietrzewienia między narodami i kto na tym zyska najwięcej?
W tym roku dołączyłam do pochodu z placu Kudirki, autora hymnu Litwy wzorującego swój tekst na poemacie Mickiewicza. Moim zdaniem, najlepszym sposobem na uczczenie dnia niepodległości Litwy jest bycie silną, aktywną społecznością pielęgnującą solidarność między narodami, a coraz liczniejsza grupa nieobojętnych Polaków podczas pochodu jest tego świadectwem.

Agata Antoniewicz