1
Powyborcza „Santa Barbara”

Po nieudanych wyborach prezydenckich premier Saulius Skvernelis potwierdził, że niezależnie od wyników wyborów do PE kierowany przez niego rząd zakończy swoją pracę 12 lipca Fot. ELTA

Po tym, gdy premier Saulius Skvernelis nie trafił do II tury wyborów prezydenckich, na arenie politycznej zapanował pewien chaos, wywołany reakcją przedstawicieli Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych na klęskę w wyborach. Premier oświadczył, że poda się do dymisji, zaś przewodniczący Chłopów, Ramūnas Karbauskis, stwierdził, że cała partia zrezygnuje z władzy.

Co prawda, lider LZChZ później zmienił zdanie, podkreślając, że obecnie partia stawia sobie za cel zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego i dopiero po wyborach zapadną decyzje co do pracy w koalicji rządzącej. W przypadku przegranej, również podczas wyborów do europarlamentu, lider Chłopów nie odrzuca możliwości przedterminowych wyborów do sejmu. Karbauskis dodał również, że po dymisji Skvernelisa, Chłopi mogliby poprzeć kandydaturę konserwatysty Gabrieliusa Landsbergisa jako nowego szefa rządu.

„Gdyby Gabrielius Landsbergis podjął się takiej odpowiedzialności, szukalibyśmy wspólnych rozwiązań i zdecydowalibyśmy, jak kontynuować pracę w rządzie i sejmie do nowych wyborów” – powiedział dziennikarzom Karbauskis.

Tymczasem według politologów wiadomo jedno – w samej partii rządzącej brakuje obecnie porozumienia i wielu jej członków nie zgadza się z pozycją lidera ZLChZ. Przewodniczący sejmu, Viktoras Pranckietis, powiedział w poniedziałek, że LZChZ nie powinien unikać odpowiedzialności i rezygnować z władzy po nieudanych wyborach prezydenckich. W najbliższy piątek natomiast ma odbyć się zebranie rady partii, która ma zadecydować, czy warto sprawdzać zaufanie frakcji wobec Skvernelisa i Karbauskisa.

Sam premier w rozmowie z dziennikarzami po raz kolejny potwierdził, że niezależnie od wyników wyborów do PE kierowany przez niego rząd zakończy swoją pracę 12 lipca. Stwierdził również, że w najbliższym czasie chce sprawdzić, czy frakcja mu ufa, a wtedy jeszcze przez półtora roku będzie posłem w sejmie. Potwierdził, że wiąże swoją przyszłość z LZChZ, ale nie odpowiedział na pytanie, czy zamierza wstąpić do tej partii.

Publicysta Rimvydas Valatka sądzi, że chaotyczne zachowanie rządzących w obliczu trudności nie jest niczym nowym, zaś spekulacje na temat rezygnacji z władzy nie zostaną zrealizowane.

Litewski Związek Chłopów i Zielonych stawia sobie za cel zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego i dopiero po wyborach zapadną decyzje co do pracy w koalicji rządzącej Fot. Marian Paluszkiewicz

– Zamiast konstruktywnych działań musimy obserwować jakieś emocje niby z serialu „Santa Barbara”. Niestety, tego właśnie można było się spodziewać. Chaos w państwie trwa już ponad trzy lata, od kiedy Chłopi jakimś cudem trafili do parlamentu Litwy. Niejednokrotnie już słyszeliśmy, że wszyscy wokół są wrogami i biednych Chłopów ktoś ciągle krzywdzi. To, o czym tak głośno lamentuje Ramūnas Karbauskis, przypomina sytuację ze zdenerwowanym, małym dzieckiem, któremu rodzice nie chcą kupić nowej zabawki. Dziecko najpierw szczerze płacze, a potem zaczyna samo siebie „nakręcać”, sztucznie szukając przyczyn do histerii. Właśnie tak nieadekwatnie teraz zachowują się Chłopi, mówiąc o rezygnacji z władzy, chociaż ani Skvernelis, ani Karbauskis nie podali się jeszcze do dymisji – powiedział w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Rimvydas Valatka.

Zdaniem politologa, obecne zachowanie rządzących może przyczynić się do ich klęski w przyszłych wyborach do Parlamentu Europejskiego.
– Trudno teraz coś dokładnego prognozować na temat eurowyborów. Zgodnie z wynikami ostatniego sondażu opinii publicznej, Chłopi mają poparcie w wysokości 17 procent. Jednak zarówno przegrana Skvernelisa w wyborach prezydenckich, jak też powyborcza „chłopska” histeria mogą mocno uderzyć po ich rankingach. Już dawno mówiono o tym, że projekt Karbauskis–Skvernelis nie jest długowieczny, a teraz widzimy, że zupełnie utracił swoją moc. Jeżeli zachowanie rządzących pozostanie bez zmian, wybory do europarlamentu na pewno zostaną przegrane – uważa Valatka.

W sukces Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych nie wierzy również politolog i publicysta Kęstutis Girnius. „Ramūnas Karbauskis błędnie interpretował wygraną swojej partii podczas wyborów w 2016 r. Wówczas wygrana była jedynie wskutek szczęśliwego zbiegu okoliczności, bo Chłopi musieli rywalizować jedynie z konserwatystami, których nikt nie lubił i partią socjaldemokratów, która była dyskredytowana. Karbauskis spodziewał się jeszcze trzech wygranych, jednak miał pecha w wyborach samorządowych, a teraz też w prezydenckich. Niepowodzenie czeka również w wyborach do europarlamentu, gdyż elektorat partyjny nie ma na kogo głosować w II turze wyborów prezydenckich, więc na pewno nie będzie aktywny też podczas eurowyborów, które odbędą się w ten sam dzień” – sądzi politolog, dodając, że Ramūnas Karbauskis nie powinien sprawdzać zaufania w partii, ale „jako główny autor wyborczego fiaska ma podać się do dymisji”.

 

 

Jedna odpowiedź do Powyborcza „Santa Barbara”

  1. Rebus mówi:

    Podobne rzeczy sie dzieja, jak partia nie ma twardych podstaw, stabilnego poparcia w spoleczenstwie,
    a byla pochopnie „zmajstrowana”, aby najszybciej, najkrotrza droga trafic do Sejmu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.