0
Publiczność dodaje mi szkrzydeł

Za każdym razem, gdy jestem w Wilnie, odwiedzam groby bliskich na cmentarzu Bernardyńskim. Niosę tam wszystkie kwiaty

Gdyby pojawiła się taka propozycja, to galopem popędzę do Wilna. To miasto jest bardzo bliskie mojemu sercu, bo tutaj urodziła się moja mama – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Maryla Rodowicz, która już w niedzielę wystąpi podczas 56. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.


*Jakie emocje towarzyszą Pani przed występem na opolskiej scenie?
Zawsze towarzyszą mi wielkie emocje. To, że mogę wystąpić na opolskiej scenie, za każdym razem jest dla mnie wielkim wyróżnieniem i zawsze to przeżywam. Ważna jest też opolska publiczność, która jest naprawdę świetna i życzliwa dla artystów. Dodaje skrzydeł i pewności siebie, nawet jak ktoś wychodzi na trzęsących się nogach.

*No właśnie, choć trudno w to uwierzyć, zaśpiewa Pani podczas festiwalu już 39. raz! Chyba nie ma już Pani tremy? A może przeciwnie – czuje się Pani za każdym razem jak debiutantka?
(śmiech) Może nie jak debiutantka, ale zawsze to są dla mnie emocje. Zawsze też myślę o kostiumie…

*Fakt, niektóre Pani kreacje przeszły już do historii.
Zależy mi na tym, żeby strój podkreślał przekaz tego, co śpiewam. W tym roku obie piosenki, które zaśpiewam („Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos” oraz „Łatwopalni” – przyp. red.) w niedzielnym koncercie „wolnościowym” ( „Nie pytaj o Polskę, czyli #30latwolności”, rozpoczęcie transmisji o godz. 21.15 w TVP Polonia – przyp. red.) są dosyć serio, więc nie będzie tu miejsca na jakieś golizny czy ekstrawagancje.

*Kiedy ostatnio rozmawiałam z Kayah, ta zdradziła mi coś na Pani temat…
Już się boję! (śmiech)

*Niepotrzebnie! Podobno ma Pani ciekawe związki z Wilnem. Kayah wspomniała coś o sklepiku prowadzonym tu przez Pani rodzinę.
To nie był sklep, tylko apteka. Apteka „Pod Łabędziem”, która była niedaleko Ostrej Bramy, vis-à-vis filharmonii. Już tej apteki niestety nie ma, ale pamiętam, że w jej witrynie był taki charakterystyczny ogromny biały łabędź. Chciałam go kiedyś nawet kupić, ale powiedziano mi wówczas, że nie jest na sprzedaż. Potem okazało się, że ktoś go wywiózł do Niemiec…

*Skomplikowana historia jak na łabędzia.
(śmiech) To prawda. Właścicielem apteki był brat mojego dziadka. Cała rodzina ze strony mojego ojca to byli farmaceuci, wielu z nich studiowało w Filadelfii w Stanach Zjednoczonych. Pamiętam, że jako dziecko, gdy przyjeżdżałam do dziadków do Bydgoszczy, to widziałam koperty ze stemplami z USA. Wtedy to było coś, zupełnie inny świat.

Zależy mi na tym, żeby strój podkreślał przekaz tego, co śpiewam. W Opolu zaśpiewam serio, bez ekstrawagancji

*Wróćmy jeszcze do Wilna – wiem, że bywała tu już Pani. Czy zamierza Pani w najbliższej przyszłości zagrać tu jakiś koncert?
Zawsze i o każdej porze! Jeśli tylko pojawiłoby się jakieś zaproszenie, na pewno z niego skorzystam i galopem popędzę do Wilna. Wilno jest bardzo bliskie mojemu sercu, bo tutaj urodziła się moja mama.

*A więc każda podróż na Litwę to dla Pani podróż sentymentalna…
Absolutnie tak. Za każdym razem, gdy tu jestem, odwiedzam groby moich bliskich na cmentarzu Bernardyńskim, który już jest zamknięty. Za każdym razem, gdy gram tu koncert, to wszystkie kwiaty, jakie dostaję, niosę właśnie tam.

*A kiedy ostatni raz była Pani w Wilnie?
Około półtora roku temu grałam tu koncert, to był styczeń. Zabrałam wtedy ze sobą moich synów, bo bardzo chciałam pokazać im uroki Wilna, chociaż kilka pięknych kościołów. Mieliśmy samochód do dyspozycji, więc miałam możliwość pokazać im takie miejsca, które są najbliższe mojemu sercu. To była fantastyczna, pełna wzruszeń wyprawa.

Maryla Rodowicz
(właśc. Maria Antonina Rodowicz; ur. 8 grudnia 1945 r. w Zielonej Górze) uchodzi za niekwestionowaną gwiazdę, symbol polskiej piosenki i ikonę muzyki rozrywkowej. Debiutowała w latach 60., godząc początki wielkiej kariery z miłością do sportu (studiowała na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie). W swoim dorobku ma blisko 2 tys. piosenek. Wylansowała takie przeboje, jak: „Niech żyje bal”, „Małgośka” i „Sing-Sing”. Ma też na koncie epizody aktorskie, m.in. w serialu „Rodzina zastępcza”. Z kolei rodzina Maryli Rodowicz pochodzi z Wilna – ojciec Wiktor Rodowicz pracował na Uniwersytecie Stefana Batorego, a matka Janina Rodowicz-Krasucka urodziła się w Wilnie w rodzinie związanej z teatrem. Dziadek piosenkarki prowadził w Wilnie aptekę „Pod Łabędziem”.

Rozmawiała Magda Fijołek
Fot. Marian Paluszkiewicz

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 23(113); 15-21/06/2019

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.