0
Wilno to po prostu dobrzy ludzie

Mój program ma pobudzać do wiary. Jego intencja jest prosta – zachęcić ludzi do pójścia za Panem Bogiem

Ludzie w Wilnie chętniej wszystko przyjmują. W Polsce trudniej jest nakłonić ludzi do słuchania, a na Wschodzie jest to związane z wnętrzem. Umysł wschodni, dusza są bardziej „duchowe”, Zachód raczej formalny – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” o. Mateusz Stachowski OFMConv.

*Choć na co dzień mieszka Ojciec w Ostródzie, to bardzo często można Ojca spotkać w Wilnie…

Do Wilna zacząłem jeździć w roku 2013, jeszcze gdy pracowałem w parafii w Gdyni. Moje stałe wizyty w Wilnie były związane z posługą egzorcyzmowania. A z racji tego, że o. Marek Dettlaff jest tam od lat egzorcystą, to od początku uczyłem się od niego. Otrzymałem też od ks. abp. Gintarasa Grušasa pozwolenie na pełnienie tej posługi. I tak to się zaczęło.

*Jest Ojciec kojarzony z programem „Słowo na N” i z kanałem na YouTubie, na którym w bardzo pozytywny, otwarty sposób opowiada Ojciec o wierze i Ewangelii. Tymczasem egzorcyzmy kojarzą się raczej z mroczną stroną życia duchowego. Skąd u Ojca zainteresowanie taką formą posługi?

To w zasadzie nie była kwestia zainteresowania. To nie był mój wybór, nie szukałem tego, wręcz nie chciałem się tym zajmować. Egzorcyzmy po prostu kojarzą się z czymś strasznym i sam na to tak patrzyłem – niespecjalnie pchałem się w te rejony. Ale Pan Bóg dał mi wyraźny znak, bym się tym zajął. Nie byłem z tego powodu szczęśliwy, ale rozeznałem to z przełożonymi i uznaliśmy, że muszę w tę stronę pójść, tym bardziej że arcybiskup Wilna dał mi potwierdzenie, że to słuszna droga. To kolejna odsłona mojej posługi duszpasterskiej, może nieco „ekstrawagancka”, ale w gruncie rzeczy to część tego, co robię na co dzień.

*„Słowo na N”, w którym komentuje Ojciec niedzielne czytania, ma stałe grono widzów w Polsce, a od niedawna można je oglądać również w TVP Wilno. Na czym polega fenomen tego programu?

Staramy się robić go w takiej formule, by był przystępny nawet dla kogoś, kto nie zna zbyt dobrze Pisma Świętego. Forma jest „zjadliwa” i w zasadzie dość prosta, ale nie chcemy, by był to program informacyjny. To nie tylko wiadomości o Biblii czy nawet o Bogu, ale pobudzenie do wiary. Nie chcę, by zabrzmiało to patetycznie, ale intencja jest prosta: zachęcić ludzi do pójścia za Panem Bogiem.

*Zasiać ziarno?

W rzeczy samej. Forma jest krótka, żwawa, więc mamy nadzieję, że dzięki temu skuteczniej można zachęcić ludzi do tego, by po obejrzeniu sięgnęli do Pisma Świętego po te fragmenty, które omawiamy.

*To nie przypadek, że akurat Ojca zaangażowano do pracy na wizji. Jest przecież Ojciec współtwórcą internetowej telewizji Franciszkanie TV. Obecnie obserwujemy wysyp kapłanów udzielających się w mediach społecznościowych. Co Ojciec sądzi o takiej formie ewangelizacji?

To prawda, że dziś jest to popularne. My rozpoczęliśmy działalność naszej internetowej telewizji prawie dziesięć lat temu.

*A więc byliście trochę prekursorami.

Rzeczywiście, wtedy tak to wyglądało. U nas rozpoczęło się od internetowych rekolekcji adwentowych i wielkopostnych. Wciąż to zresztą robimy, a od 2012 r. regularnie staramy się umieszczać niedzielne rozważania pt. „Daję Słowo”. Tak też dość naturalnie wyszło z telewizją, choć to nie było planowane – sam byłem zaskoczony, że mamy kolejną działalność. To oczywiście wiąże się z dodatkowymi obowiązkami: trzeba stworzyć scenariusze, nagrać, często wielokrotnie powtarzać dane ujęcie. Ale zasięg telewizji wciąż jest większy niż internetowy. I dlatego wydaje mi się, że to kapitalne rozwiązanie, że kapłani korzystają bez wielkich nakładów finansowych i technologicznych z tych narzędzi, które są dostępne. Czasem wystarczy nagrać coś we własnym pokoju – i mamy gotowy hit. Dla nas, franciszkanów, to naturalna rzecz, bo św. Maksymilian Kolbe jeszcze przed wojną zapoczątkował swego rodzaju medialną rewolucję.

*A czy takie formy głoszenia Ewangelii nie są narażone na niebezpieczeństwa? W końcu w internecie należy stosować zasadę ograniczonego zaufania…

Nie widzę w tym zagrożenia, a wręcz przeciwnie – to wejście w narzędzia, których jako franciszkanie używamy od lat. Oczywiście, pewne niebezpieczeństwa zawsze są, ale myślę, że nasza obecność w telewizji czy internecie jest okazją, by wśród całej masy materiałów niezbyt dobrych, zrównoważyć ten kontent.

*A jak Ojciec odbiera Wilno? Traktuje je Ojciec jako „swoje” miejsce czy za każdym razem jest to dla Ojca większa wyprawa?

Do Wilna przyzwyczaiłem się już na tyle, że traktuję to miasto jak swoje – jak Warszawę czy Gdańsk, inne miejsca, w których bywam bardzo często. Nie myślę już o Wilnie w kategoriach zagranicy czy jakiejś wielkiej podróży. Na osobistej mapie Wilno jest już dla mnie całkiem oswojone, moje. Czuję się też związany z nim emocjonalnie, bo bardzo dużo czasu lubiłem spędzać w sanktuarium Miłosierdzia Bożego. To miejsce jest dla mnie bardzo ważne duchowo, więc w tym znaczeniu mam wobec Wilna pewien dług. Ale i ludzie… Zupełnie inaczej funkcjonuje się w Europie Zachodniej, USA czy nawet w Polsce, a inaczej w Wilnie. Mówiąc technicznie, to zupełnie inny odbiorca.

*W jakim sensie? Bardziej otwarty?

Bardziej wdzięczny. Ludzie w Wilnie chętniej wszystko przyjmują. W Polsce trudniej jest nakłonić ludzi do słuchania, a na Wschodzie jest to związane z wnętrzem. Umysł wschodni, dusza są bardziej „duchowe”. Zachód raczej formalny. Mnie bardzo to odpowiada, bo część mojej rodziny jest prawosławna, może dlatego łatwo mi odnaleźć się we wschodniej kulturze. Wilno to po prostu dobrzy ludzie; gościnni, dobrze współpracujący.

*Na koniec muszę spytać o niecodzienny pseudonim Ojca. Dlaczego występuje Ojciec czasem jako Brat Patefon?

(śmiech) Pseudonim wziął się stąd, że jeszcze w latach 90. mieliśmy w naszej prowincji czasopismo powołaniowe „Brat” – jako kleryk pomagałem je redagować, prowadziłem niektóre działy. Wydało mi się niestosowne, żeby wszędzie widniało moje imię i nazwisko, więc podczas pracy nad działem muzycznym przyszedł mi do głowy właśnie „patefon”. Gdy po latach zaczęliśmy współpracować z Luxtorpedą, również udzielałem się pod tym pseudonimem. I tak to się przyjęło.


o. Mateusz Stachowski OFMConv

O. Mateusz Stachowski (czyli Brat Patefon) to franciszkanin, duszpasterz w klasztorze franciszkańskim w Ostródzie, rzecznik prasowy Prowincji św. Maksymiliana M. Kolbego w Gdańsku, twórca internetowej telewizji Franciszkanie TV i prezenter, poeta, spowiednik i kierownik duchowy, od 2013 r. egzorcysta posługujący w Wilnie i archidiecezji warmińskiej. W Radiu Niepokalanów jest autorem audycji „Świetna Piosenka”. Homilii o. Mateusza można posłuchać w emitowanym na antenie TVP Wilno „Słowie na N” oraz na kanale Franciszkanie TV.

MagdaFijołek
Fot. archiwum prywatne


Kurier Wileński” i franciszkańskie ślady na Litwie – kontynuujemy realizację projektu finansowanego ze środków Polskiej Fundacji Narodowej.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 43(208); 02-08/11/2019

 

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.