„Zagubieni we mgłach” — jak znalazł na zakończenie festiwalu

0
146

Znana mieszkańcom Wilna etiuda animowana „Jeżyk we mgle” wyprodukowana została w roku 1975 przez Sojuzmultfilm. Jej tytuł, używany w roli eufemizmu, wszedł do mowy potocznej, zaś sam dziesięciominutowy filmik znalazł swoje miejsce w kanonach sztuki animacji dla dorosłych. Przeniesienie tego dzieła według scenariusza Siergieja Kozłowa na deski teatru jawić się może jako zadanie karkołomne, choćby przez wzgląd na skojarzenia, jakie wzbudzi z widzach – ale również to zadanie ambitne. Twórcy przedstawienia postawili przed sobą zresztą znacznie więcej ambitnych zadań.

Trwającą półtorej godziny sztukę w reżyserii Sławomira Gaudyna i Edwarda Kiejzika (wcielającego się zresztą też w jedną z głównych ról) traktować można zarówno jako wariację na temat filmu, jak też jego kontynuację, następującą po spotkaniu Jeżyka z Niedźwiadkiem. Przybycie Jeżyka zrywa z rutyną życia Niedźwiadka i Zajączka, nadaje także głębię innym postaciom, w tej rutynie będących bezbarwnymi i stanowiącymi jedynie tło, wyciąga je na pierwszy plan i daje im głos. Zmienia się jednak charakter przyjaźni bohaterów – w stosunku do pierwowzoru staje się mniej niewinny, zadają sobie trudniejsze pytania, zaś ich kontekst wizualny nadaje im komplikacji zarówno znaczeniowej, jak też moralnej. Zamiast wspólnie liczyć gwiazdy, zastanawiają się nad granicami rzeczywistości i mówią o przyszłości. Samotność, która była przewodnim motywem kreskówki, w przedstawieniu staje się tłem dla głębszych rozważań o przyjaźni i życiu w ogóle.

Gra aktorska zaistniała w formie czystej i przekonującej. Łatwo było zapomnieć, że scenicznym Niedźwiadkiem jest przecież znany nam Edward Kiejzik, a odczytywać go wyłącznie jako kolegę Jeżyka i Zajączka. Łatwo też widzom byłoby przeoczyć fakt, iż spektakl jest dziełem połączonych sił czterech teatrów: Polskiego Teatru „Studio” w Wilnie pod kierownictwem Lilii Kiejzik, Królewskiego Teatru w Trokach, Państwowego Rosyjskiego Teatru Dramatycznego w Wilnie oraz Kłajpedzkiego Teatru Muzycznego. Gdyby nie zostało to powiedziane ze sceny, widz by się nie połapał, tak bardzo zgranie działał zespół na scenie. Na osobne pochwały zasługuje oprawa muzyczna autorstwa Rafała Jackiewicza, ucznia m.in. Piotra Barona. Muzyka nie próbowała konkurować z obrazem o uwagę widza, a doskonale się z nim uzupełniała. Obraz tworzyły zaś nie tylko kostiumy i dekoracje, ale również grafiki Vilmasa Narečionisa, wyświetlane za sceną, w „eponimicznej” mgle, z której wyłaniały się obrazy nawiązujące zarówno do kreskówki „Jeżyk we mgle”, jak też uzupełniały klimat surrealizmu ze sceny.

Dobrym pomysłem był wernisaż ilustracji towarzyszący przedstawieniu – wraz z możliwością ich kupienia.
Ambicja twórców wystawienia na festiwalu teatralnym w Wilnie sztuki prawdziwie awangardowej jest w tym dziele odczuwalna. Tym bardziej cieszy, że poszli drogą ciężkiej pracy, a nie taniego szokowania widza golizną i wulgarszczyzną. Mimo to, nie jest to sztuka dla dzieci, ale dla dojrzalszych widzów, którzy zrozumieją wszystkie jej warstwy. Ambitna była też próba wyświetlania napisów w języku polskim do sztuki granej po litewsku – tu jednak nie udało się osiągnąć do końca oczekiwanego efektu, gdyż nie zawsze napisy były zgodne z tym, co aktorzy właśnie mówili. Widzowi wileńskiemu to na pewno nie sprawiło problemu, ale już goście z innych państw, nieznający litewskiego, mogli w pewnych momentach się zagubić – i to nie we mgle, ale tłumaczeniu.

Widz z „Zagubionych we mgłach” wyszedł bez znużenia, zaś z uczuciem pewnego niedosytu – a to jak znalazł na zakończenie festiwalu – w oczekiwaniu na jego kolejną edycję.
Zagubieni we mgłach (Klajojantys miglose) wg Siergieja Kozłowa. Reżyseria: Edward Kiejzik, Sławomir Gaudyn, scenariusz: Edward Kiejzik, reżyseria światła i dźwięku: Artur Armacki, konsultant artystyczny: Edita Tamulyte, elementy wizualne, grafika: Vitmas Narečionis, muzyka: Rafał Jackiewicz, choreografia: Dariusz Brojek. Obsada: Aleksandr Kanajev, Aurimas Cibulskas, Edward Kiejzik, Vytautas Mikalauskas, Justina Bendinskytė, Justyna Stankiewicz, Katarzyna Wołejko. Teatr na Pohulance, czas trwania 90 min.

Fot. Bartosz Frączak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.