Nie ma różnicy, gdzie mieszkam, ale tu są moje tereny

0
1042

W miejscu swojego urodzenia zostałem przyjęty, jakbym był obywatelem Solecznik – żartuje w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” polski olimpijczyk Władysław Kozakiewicz. Na Wileńszczyznę przybył na zaproszenie Klubu Sportowego Polonia Wilno w ramach obchodów 100. rocznicy powstania Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Podczas wizyty odwiedził swoją małą ojczyznę – Soleczniki Małe.


*Jakie są Pana wrażenia z pobytu na Wileńszczyźnie?

Wrażenia były bardzo fajne. Przyjęcie było przepiękne. Wiadomo, że pochodzę z tamtych regionów, czyli z Solecznik Małych. Soleczniki przyjęły mnie w niezwykle miły sposób, jakbym był… obywatelem Solecznik. Samo zaproszenie trochę mnie zdziwiło, ale później okazało się, że to było organizowane za pośrednictwem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który obchodzi 100. rocznicę działalności. Poza tym zbliża się 30. rocznica powstania Klubu Sportowego Polonia Wilno. Ten wyjazd dał mi sporo przyjemności.

*Czy we wspomnieniach pańskiej rodziny funkcjonowała też mała ojczyzna?

Tak. Z opowiadań mamy – bo to ona najwięcej opowiadała – dużo się dowiadywaliśmy o okresie mieszkania w Solecznikach Małych. Jestem najmłodszy z rodzeństwa. Moja siostra była starsza o trzy lata, a brat – o pięć. Brat nawet chodził na Litwie do szkoły. W 1970 r. byłem na Litwie pierwszy raz po repatriacji. Przyjechałem do Wilna na mecz juniorów Wybrzeża Gdańsk. Postanowiłem wtedy odwiedzić swoje tereny. Ktoś mi powiedział, że autobusy odjeżdżają spod Ostrej Bramy. Tak trafiłem do swojego poprzedniego miejsca zamieszkania.

*I jak wyglądało to spotkanie?

Domu już nie było, ale zostało rodzeństwo mamy. Miałem 17 lat, zapukałem do jednego z domów, powiedziałem, kim jestem, i wszyscy byli bardzo wzruszeni, bo „przyjechał syn Stanisława Kozakiewicza”. Zresztą tam nadal mieszka Wanda Borys z Lisowskich, która należy do rodziny mojej mamy.

*Czy później kontakty były podtrzymywane?

Tak. Z rodziną kontakty miała moja mama, która tam często jeździła. Byli tam też mój brat i siostra. Tylko że ja byłem pierwszy, który odwiedził moją rodziną w Solecznikach Małych po repatriacji. Rodzina z Litwy była też z wizytą u nas. Tak więc kontakty były podtrzymywane.

*Z rejonu solecznickiego pochodzi również słynny polski piłkarz Henryk Miłoszewicz? Czy się znaliście?

Nie. Nie wiedziałem o tym i nigdy się nie spotkaliśmy.

*W trakcie spotkania w Solecznikach wspomniał Pan, że chciałby zbudować dom w swojej małej ojczyźnie. Czy naprawdę się Pan nad tym zastanawia?

Powiedziałem to w przypływie emocji podczas rozmowy, która praktycznie była prywatna. Po prostu zobaczyłem, że stoi tyle domów, więc powiedziałem, że nic tylko kupić ziemię i się przyprowadzić. Jednak to było na zasadzie „a może gdyby…”. Niestety, nie mam takich możliwości, ponieważ teraz wraz z całą moją rodziną mieszkam w Niemczech.

*Chociaż od lat mieszka w Niemczech, to nadal jest Pan aktywny w polskim życiu politycznym i społecznym?

Nie ma żadnej różnicy, gdzie mieszkam. Jestem bardzo aktywnym człowiekiem nie tylko w sporcie, lecz także w polityce. To, że mieszkam w Niemczech, jest po prostu życiowym przypadkiem. Zresztą mnie można spotkać w różnych miejscach na świecie.

*Czego Pan życzyłby młodym sportowcom?

W pierwszej kolejności życzyłbym im, aby mieli zacięcie do tego, co chcą robić. I jeśli już coś robią, to muszą to robić systematycznie. Bo tylko systematyczność prowadzi do wyniku. Talent pochodzi od Boga, ale poza tym trzeba trenować.


 

 

Władysław Kozakiewicz urodził się 8 grudnia 1953 r. w Solecznikach. Kilka lat później wraz z rodziną repatriował się do Polski, gdzie rozpoczął profesjonalne uprawianie sportu. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Jego kariera sportowa nabrała tempa w latach 70. W 1973 r. po raz pierwszy został mistrzem Polski w skoku o tyczce. Na swoje pierwsze igrzyska olimpijskie, do Montrealu, pojechał 1976 r. W Kanadzie z powodu kontuzji zajął dopiero 11 miejsce. Cztery lata później na olimpiadzie w Moskwie nie tylko zdobył tytuł mistrza, lecz także ustanowił nowy rekord świata w skoku o tyczce. Z igrzysk w sowieckiej stolicy został zapamiętany słynny gest Kozakiewicza, który sportowiec skierował w stronę gwiżdżących rosyjskich kibiców. W 1985 r. wyjechał do Republiki Federalnej Niemiec, kilkakrotnie reprezentował ten kraj na arenie międzynarodowej. Obecnie wraz z rodziną mieszka w Hanowerze.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 46(223) 23-29/11/ 2019

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.