Niewykorzystany hołd pruski

Równo 500 lat temu, 11 grudnia 1519 r., wybuchła ostatnia wojna z zakonem krzyżackim, która została zakończona polskim zwycięstwem i złożeniem przez wielkiego mistrza zakonnego Albrechta Hohenzollerna hołdu lennego Zygmuntowi Staremu (prywatnie jego stryjowi). Czytelnik wie o problemach naszego regionu z zakonem krzyżackim, trwających półtora wieku, których kulminacją była bitwa pod Grunwaldem. To zwycięstwo nie zostało jednak wykorzystane przez nas politycznie, a problemy trwały…

I chociaż państwo krzyżackie miało podlegać Rzeczypospolitej, w rzeczywistości ciągle bruździło i zachowywało się nie tylko nielojalnie, lecz nawet wrogo. Od 1501 r. Hohenzollern odmawiał złożenia hołdu lennego Polsce, a podjudzony przez cara Rosji Wasyla III odmówił przyjścia z pomocą Wielkiemu Księstwu Litewskiemu napadniętemu przez Moskwę. Po trwającej pięć lat wojnie złożenie na krakowskim rynku hołdu przez Albrechta Hohenzollerna – już nie jako wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego, ale jako świeckiego księcia Prus – było przez naszych przodków traktowane jako wydarzenie niezwykle doniosłe, podobne do wiktorii grunwaldzkiej czy hołdu Szujskich. Podobnie jednak, jak wyżej wymienione, także to wydarzenie nie zostało należycie wykorzystane. Przez nas. Albrecht Hohenzollern został po nim oddanym sługą króla Polski, fundatorem uniwersytetu w Królewcu i ekspertem od spraw bałtyckich – ale zyskał dziedziczną władzę nad Prusami i zapoczątkował byt polityczny, który doprowadził do dwóch wojen światowych. Można więc chyba bezpiecznie stwierdzić, że zsekularyzowane Prusy dumnie kontynuowały bandyckie tradycje państwa zakonnego. Paradoksalnie, długoterminowo najlepiej na hołdzie pruskim wyszedł… zakon krzyżacki. Ostatecznie znalazł się pod kuratelą rodziny Habsburgów, a chociaż ostatni zakonnik-rycerz umarł w 1970 r., to zakon mógł wrócić do tego, do czego został powołany – prowadzenia szpitali i opieki nad potrzebującymi. I chociaż zakon istnieje do dziś, to w XIX i XX w. największych strat doznał na skutek działań swoich własnych „kuzynów”, czyli spadkobierców militarystycznego prusactwa. Można by to uznać za pokutę za grzechy przeszłości. A my? Za grzechy zaniechań przeszłości płaciliśmy zawsze wysoką cenę – w postaci rozbiorów, zsyłek, ludobójstw i utraty dobytku materialnego. Czy umiemy z tego wyciągnąć wnioski?


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 48(233) 07-13/12/ 2019