Walcząc z propagandą, Litwini muszą rozmawiać z mniejszościami narodowymi

215
Karolis Zikaras, historyk, analityk Departamentu Komunikacji Strategicznych Litewskich Sił Zbrojnych Fot. Marian Paluszkiewicz

Kiedy mówimy o tożsamości, to historia jest w niej jedną z kluczowych spraw i dlatego staje się ważnym elementem walki informacyjnej – twierdzi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Karolis Zikaras, historyk, analityk Departamentu Komunikacji Strategicznych Litewskich Sił Zbrojnych.

Dlaczego w prowadzonej przez Rosję wojnie informacyjnej tak ważny jest czynnik historyczny?

Wojny informacyjne lub propagandowe można podzielić na dwa rodzaje. Pierwsze to operacje krótkoterminowe. Tego typu działania dążą do zmiany zachowania określonych grup społecznych lub chodzi o zmasowaną dezinformację, dzięki której człowiek nie potrafi zrozumieć, co wokół niego się dzieje. Tego typu operacje można było zauważyć w 2014 r. na Ukrainie oraz w samej Rosji, kiedy sztucznie była wywoływana pewna emocja albo zakłócano proces podejmowania decyzji przez ukraińską elitę. Są też operacje długoterminowe, których celem jest tożsamość. Zazwyczaj duże i agresywne państwa próbują w innych krajach złamać wolę społeczeństwa do zachowania własnej państwowości. Kiedy mówimy o tożsamości, to historia jest jedną z kluczowych spraw i dlatego jest ważnym elementem walki informacyjnej. Wszyscy rozumiemy, że nie możemy patrzeć na historię jako na zbiór starych dowcipów, ponieważ wszystkie kraje wykazują więź emocjonalną ze swoją historią. Historia tłumaczy, dlaczego istnieje konkretne państwo lub naród. Wracając do Ukrainy, to jeszcze długo przed rokiem 2014 była prowadzona kampania, której celem było udowodnienie, że Ukraina jako państwo nie ma fundamentu historycznego, czyli jest tworem sztucznym i generalnie nie ma prawa do istnienia. Przez te działania próbowano osiągnąć cele polityczne.

Do kogo był skierowany ten przekaz – do obywateli Rosji, Ukrainy czy społeczności międzynarodowej?

W pierwszej kolejności do mieszkańców Rosji, ponieważ nawet w krajach autorytarnych władza musi tłumaczyć ludziom, dlaczego podejmuje takie, a nie inne działania. Trzeba tak ukształtować opinię publiczną, aby ludzie wspierali władzę. To było ważne dla Hitlera, Mussoliniego, Stalina i innych niedemokratycznych liderów. I to jest istotne dla Putina. Jednak ten przekaz był skierowany również do pozostałego audytorium. Bo kiedy się planuje pewne działania międzynarodowe, to trzeba szykować pod te działania podatny grunt.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wojska Litewskiego głównym partnerem w obronie jest Polska

Jak my, czyli kraje zachodnie, powinniśmy reagować na ataki propagandowe?

To jest bardzo skomplikowana kwestia. Może być bardzo różna taktyka i strategia. Sądzę, że teraz świat zachodni zastanawia się nad tym problemem, ponieważ dla państw Zachodu działania Rosji były czymś nieoczekiwanym. W pierwszej kolejności trzeba się zastanawiać nad odpowiedzią, bo to jest naturalne, że jeśli ktoś ciebie o coś bezpodstawnie oskarża, to trzeba przynajmniej powiedzieć, że to jest nieprawda. W perspektywie długoterminowej to nie da pożądanych efektów. W perspektywie długoterminowej przede wszystkim trzeba zająć się edukacją społeczeństwa. Musimy wzmacniać naszą tożsamość, kulturę i poprzez system oświaty dążyć do tego, aby nasze dzieci otrzymały podstawy krytycznego myślenia. To nie znaczy, że trzeba tworzyć sztuczną jedność, bo wszyscy jesteśmy różni, czy to pod względem socjalnym, politycznym, etnicznym, czy religijnym, ale są pewne wartości, które nas łączą. Generalna zasada jest taka – jeśli chcesz obronić się przed zewnętrznym atakiem, to musisz wzmocnić swoje wnętrza.

Mnie się wydaje, że większość osób na Litwie raczej rozumie, że lepiej żyć na Zachodzie niż w Rosji. Świadczy o tym chociażby emigracja, bo raczej większość emigruje do Wielkiej Brytanii, a nie na Wschód. Dlaczego jednak wielu naszych mieszkańców ufa propagandzie?

Człowiek jest stworzeniem składającym się z dwóch komponentów. Z jednej strony kieruje się rozumem, a z drugiej – emocjami. Nie ma nic złego w posługiwaniu się emocjami, ale emocjami najłatwiej manipulować. To wiemy z naszego życia codziennego, z życia rodzinnego lub ze stosunków w pracy, dlatego celem wojny informacyjnej jest ugodzenie przeciwnika poprzez emocje. Ci, którzy organizują tego typu operacje, analizują grupy społeczne i to, jak do nich trafić. Oni dzielą społeczeństwo na grupy wiekowe, socjalne, religijne, etniczne. I dla każdej z tych grup tworzy się oryginalny produkt.

Na Litwie mniejszości narodowe są jedną z grup docelowych, do których jest skierowana rosyjska propaganda. Co powinno zrobić państwo, aby przedstawiciele mniejszości narodowych byli bardziej odporni na takie działania?

Nie jestem zbyt kompetentny w danej kwestii, ale sądzę, że jako społeczeństwo demokratyczne musimy po prostu ze sobą więcej rozmawiać. Mam na uwadze z jednej strony etnicznych Litwinów, a z drugiej – Polaków, Rosjan oraz inne narody. Zawsze jest lżej wbić klin, kiedy ludzie ze sobą rzadko rozmawiają. Poza tym dużo uwagi trzeba poświęcać młodzieży. Młodzi ludzie to nasza przyszłość, dlatego oni muszą znać się nawzajem. Muszą znać swoją historię, z której wszyscy mogą być dumni. Czymś takim było Wielkie Księstwo Litewskie, które w odróżnieniu od wschodnich despocji było państwem tolerancyjnym, gdzie ludzie różnej narodowości czy wyznania mogli ze sobą współżyć.

Wszyscy wiemy, kiedy rozpoczęła się I lub II wojna światowa. Czy można określić, kiedy rozpoczęła się obecna wojna informacyjna?

CZYTAJ WIĘCEJ: „Cud nad Wisłą” uratował także Litwę

Jej początek byłoby bardzo trudno stwierdzić. ZSRS miał silną machiną propagandową. Po upadku Związku ci wszyscy specjaliści nie zniknęli. W ostatniej dekadzie XX w. rosyjskie służby specjalne funkcjonowały w stanie połowicznej śpiączki. Jednak po dojściu do władzy Putina, po trzech, czterech latach, udało się Kremlowi przygotować pewien plan. Tak to widzę. I gdzieś od 2005 r. można zaobserwować pewne elementy wojny informacyjnej.

To kto na razie zwycięża w tej wojnie: my czy oni?

Jako że wojna jest specyficzna, to określić zwycięzców jest bardzo trudno. Zaryzykowałbym tezę, że większych osiągnięć na Litwie nie mają. Jest nawet pewne, że niektóre zbyt aroganckie akcje dały efekt odwrotny od zamierzonego. Jestem przekonany, że na dzisiaj Litwa dała odpór atakom. Na Zachodzie sytuacja jest inna, ponieważ tamtejsi ludzie mają mniejsze doświadczenie niż my, którym przypadło żyć w obszarze sowieckim. Niektórych zachodnich intelektualistów czy nawet część społeczeństwa putinowskiemu reżimowi udało się przekonać do siebie, ale teraz tam też rozumieją, z kim mają do czynienia. Sądzę, że właśnie tam trwa obecnie podstawowa walka.


Ostatnim spektakularnym przejawem wojny informacyjnej wypowiedzianej przez Rosję była próba zmanipulowania historii II wojny światowej. 19 grudnia ub.r. w czasie corocznego spotkania Władimira Putina z krajowymi i zagranicznymi dziennikarzami rosyjski prezydent oskarżył Polskę, że „sama wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji [w 1938 r. – red.]”. Dodał, że wojska sowieckie „wkroczyły do Polski [17 września 1939 r. – red.] po tym, kiedy polski rząd utracił kontrolę nad swoimi siłami zbrojnymi”. Następnego dnia przekonywał też m.in., że we wrześniu 1939 r. Armia Czerwona w Brześciu nie walczyła z Polakami i w tym kontekście „niczego Polsce Związek Radziecki w istocie nie odbierał”. Twierdził, że przyczyną II wojny światowej był nie pakt Ribbentrop-Mołotow, ale pakt monachijski z 1938 r. Putin wypowiadał się na temat II wojny światowej na spotkaniu z przywódcami Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej w Petersburgu, na którym odczytywał m.in. wyrwane z kontekstu dokumenty polskich dyplomatów, mające świadczyć w jego mniemaniu o współpracy Polski z III Rzeszą. Polskę zaatakował także przewodniczący Dumy Państwowej Władimir Wołodin, który oświadczył, że dzięki prezydentowi Putinowi „wielu z nas dowiedziało się o sprawach sprzed 80 lat, gdy Polska była faktycznie w zmowie z faszystowskimi Niemcami”.
Te próby zafałszowania historii nie pozostały bez odpowiedzi. Stanowcze oświadczenia wydały polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Instytut Pamięci Narodowej. Po stronie Polski i prawdy historycznej stanęło wielu zagranicznych dyplomatów i publicystów, a także niektóre organizacje żydowskie. Szerokim echem odbiło się mocne oświadczenie premiera Mateusza Morawieckiego, cytowane następnie przez media na całym świecie. „Prezydent Putin wielokrotnie kłamał na temat Polski. Zawsze robił to świadomie. Zwykle dzieje się to w sytuacji, gdy władza w Moskwie czuje międzynarodową presję związaną ze swoimi działaniami” – można było w nim przeczytać.
(PŁ)


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 2(4) 11-17/01/ 2020