Szowinizm wciąż na Litwie istnieje

170

Premier Litwy, Saulius Skvernelis, powiedział, iż ataki na ministra komunikacji, Jarosława Narkiewicza, sprawiają wrażenie mających charakter dyskryminacji na tle narodowościowym. Przykro przyznać mu rację, ale tak jest.

Próby wyhuśtania Narkiewicza z ministerialnego stołka mają podłoże przede wszystkim walki partyjnej i różnych grup interesów. Sektor komunikacji na Litwie dla wielu jest żyłą złota – dla firm budowlanych, ludzi żyjących z biznesów przy kolei, potentatów nieruchomości czy łasych na środki unijne. Był atakowany i ostatecznie wyrzucony Rokas Masiulis, podobny los spotyka też jego następcę – Jarosława Narkiewicza. Jest jednak zasadnicza różnica – w przypadku Masiulisa nie pojawiał się wątek narodowościowy.

To, że ktoś wpadł na pomysł sporządzenia listy Polaków zatrudnionych w sektorze komunikacji, pokazuje, że pewne – przesycone narodowym szowinizmem – schematy myślenia są wciąż niebezpiecznie żywe. Tworzenie spisów nazwisk osób o określonej narodowości, pracujących w tej czy innej branży, budzi skojarzenia z czasami list proskrypcyjnych, tworzonych przez Gestapo i NKWD. W przypadku tamtych list następnym krokiem były represje wobec osób, które się w spisach znalazły. Jest jednak zasadnicza różnica – tamte listy były tworzone przez okupantów wprowadzających totalitarne reżimy, które niszczyły także i samych Litwinów. Dla „listy Polaków Narkiewicza” nie ma w demokratycznym, wolnym kraju miejsca i żadnego usprawiedliwienia. Ani nie powinno być miejsca w instytucjach takiego państwa dla osoby, która taką listę wymyśliła i sporządziła.