Świadectwo Michała Römera cz. VI

Oddział litewskich żołnierzy walczący po stronie Niemców podczas marszu leśną drogą, 26 czerwca 1941 r.

Michał Romer zakończył pisanie swoich „Dzienników” na kilka dni przed śmiercią, a zmarł 22 lutego 1945 r. w Wilnie. Zastrzegł też, że „Dzienniki” będzie można udostępnić dopiero 25 lat po jego śmierci. Tymczasem to niezastąpione źródło do dziejów naszej części Europy dopiero w latach 2018–2019 zostało bliżej udostępnione polskiemu czytelnikowi. Publikujemy kolejne fragmenty zapisków z czasów niemieckiej okupacji ziemi litewskiej.

O wysiedleniach na Litwie

18 października 1942 r.: „Słyszałem już dawno (…) o okrutnej praktyce rugowania Polaków i Rosjan z gospodarstw rolnych na rzecz »powracających repatriantów«, Niemców, w powiatach zachodnich Litwy, a w innych powiatach na rzecz wysiedlonych stamtąd w toku tej operacji Litwinów (…). Dziś poinformował mnie o tym autentycznie Jan Bogdanas z Boniuszek, który zajmuje w Wilnie stanowisko žemes tvarkytoja i do którego dziś zachodziłem. Na žemes tvarkytojów w powiatach nałożony jest ten ciężki i bolesny obowiązek przewodniczenia wykonaniu tej akcji (…). Okrucieństwo tej akcji jest wielkie.
Na ogół akcja ta składa się z dwóch elementów: a) dziesięć powiatów Suwalszczyzny, częściowo Żmudzi (wyłączone żmudzkie powiaty Kretyngi, Telsz i Możejek) i Litwy Środkowej wyznaczone są do osiedlenia »powracających repatriantów« Niemców, którzy wyjechali z Litwy za czasów sowieckich; przeznaczają dla nich te gospodarstwa, które przed ich »repatriacją« były w ręku niemieckim, oraz inne, przeważnie większe, lepiej zagospodarowane i mające dogodniejsze warunki (w pobliżu miasta, kolei żelaznej, szosy), zwłaszcza należące do Polaków (względnie Rosjan); z tych gospodarstw rugują się wszyscy ci, co w nich siedzą, a mianowicie Polacy i Rosjanie rugują się bez żadnej rekompensaty (…); b) w Litwie Wschodniej, do której nasyłani są ci Litwini z dziesięciu powiatów zachodnich, którzy są wyrugowani stamtąd na rzecz powracających Niemców, usuwani są z gospodarstw Polacy i Rosjanie dla wsiedlenia tamtych Litwinów, przeflancowanych z zachodu. Polaków, względnie Rosjan, których ruguje się bądź na rzecz Niemców na zachodzie, bądź na wschodzie na rzecz wyrugowanych z zachodu Litwinów, wyrzuca się bez żadnej rekompensaty (…). Nic się im nie daje i nikt się o nich nie troszczy”.

Girl in a jacket
Wąska uliczka J. Kla czki (Jatkowa II) w wileńskim getcie, lipiec 1940 r.

O próbach utworzenia legionu litewskiego

24 lutego 1943 r.: „Ukazała się dziś w gazetach odezwa Reichskomisarza »Ostlandu« Lohsego, adresowana do »Litwinów«, wzywająca Litwinów do utworzenia legionu i wstępowania do tegoż dla walki czynnej z Sowietami. Odezwa wskazuje niebezpieczeństwo śmiertelne, które grozi Narodowi Litewskiemu i Europie od Sowietów, i chociaż stwierdza, że Niemcy Europę od tego niebezpieczeństwa wybawią – jak wybawili już kraje bałtyckie w roku 1941 – to jednak Litwini powinni zdawać sobie sprawę z tego, że w Nowej Europie otrzymają stanowisko zależne od tego, ile się sami czynem ofiarnym własnym przyczynili do obrony Europy przed bolszewizmem i przez to samo do zaistnienia tej Nowej Europy. Takaż odezwa, jak słychać, wystosowana została do Łotyszów i Estończyków. Na razie więc chodzi o »Legion« narodowy formacji dobrowolnej. Panuje wszakże przekonanie, że przez odpowiednią presję, dla której Niemcy środki znajdą, zamieni się to faktycznie w pobór. Zobaczymy, jak to się rozwijać będzie”.
27 lutego 1943 r.: „Jest też w gazecie artykuł o Legionie litewskim, wzywający do wstępowania do niego i twierdzący, że ochotnicy już się zaczęli zapisywać (…), jest to wstęp i początek do forsowania udziału czynnego Litwinów w wojnie. I nie tylko samych Litwinów (…). Teza Litwinów jest bezwzględnie taka: uznać państwowość Litwy, niepodległą z własnym rządem, a dopiero może być mowa o mobilizacji lub tworzeniu wojska do udziału w wojnie. Przed półtora rokiem to by Litwinom wystarczyło. Dziś i tej tezy realizacja jest trudna, gdyby się nawet Niemcy zdecydowali na to. Bo trudno dziś byłoby znaleźć ludzi odpowiedzialnych i mających powagę w narodzie, którzy by do rządu tego z perspektywą udziału Litwy w wojnie po stronie niemieckiej poszli, i trudno do takiej wojny czynnej wskrzeszać zapał w narodzie nawet pod sztandarem własnego państwa i rządu, wiążąc los Litwy z Niemcami i narażając się Anglii i Ameryce”.

O zamknięciu litewskiego uniwersytetu w Wilnie

17 marca 1943 r.: „Nowy coup d’etat – tym razem w stosunku do uniwersytetu (…). Oto są wiadomości: w nocy przed ranem gmach uniwersytetu został otoczony przez siłę zbrojną, bodajże gestapo. Dostęp do uniwersytetu został dla wszystkich bezwzględnie zamknięty. Dookoła i u wszystkich wejść stoją posterunki zbrojne. Nikt z pracowników uniwersytetu, studentów i profesury nie jest wpuszczany (…). Skądinąd otoczone są gmachy innych wyższych uczelni, a więc Instytutu Pedagogicznego, Szkoły Sztuk Pięknych, bodaj też Szkoły Muzycznej, a także podobno – gmach Akademii Nauk, niektórzy mówią, że rzekomo także Teatr i Filharmonia. Mówią, że porozbijane zostały tablice u wejść z nadpisem uniwersytetu, także niektóre aparaty w gmachu Wydziału medycznego. Z bursy studenckiej wyrzucono wszystkich jej mieszkańców, którym kazano wynieść się w ciągu godziny (…). Są to naturalnie konsekwencje chybionego werbunku do Legionu. Powiadają, że impreza tego Legionu została przez Niemców przekreślona, ale Litwa poznaje skutki swego oporu”.
18 marca 1943 r.: „A więc stało się. Uniwersytet nasz jest zamknięty. Ogłosił to dziś komunikat urzędowy w prasie litewskiej. Komunikat stwierdza, że Litwini nie zdołali docenić tych możliwości, które im dawał zaprojektowany przez władzę niemiecką. Pod tym względem Łotysze i Estończycy okazali się dojrzalsi i zdołali to ocenić (…). Wobec tego formowanie Legionu litewskiego odwołuje się. Sankcje zaś są takie: a) zamyka się uniwersytet (należy rozumieć, że oba – w Wilnie i w Kownie), a zdaje się, choć to w komunikacie nie wymienione, że i inne wyższe uczelnie, jak na przykład Instytut Pedagogiczny w Wilnie, Instytut Handlowy w Szawlach… b) odwołuje się reprywatyzację własności nieruchomej, znacjonalizowanej za czasów sowieckich, z wyjątkiem reprywatyzacji własności tych, których członkowie rodziny biorą czynny udział w formacjach wojennych; c) zarząd szkolnictwa w Litwie (raczej kierownictwo tegoż) przechodzi w ręce niemieckie”.

O powołaniu nowej, marionetkowej Taryby

21 czerwca 1943 r.: „W gazetach, które dziś otrzymałem, ogłoszono o zatwierdzeniu Taryby (Rady). Jest to ta sama Taryba, która została wyłoniona poufnie przez konferencję litewską w Kownie z dnia 5 kwietnia i której idea wzorowana jest na Wielkiej Tarybie (Valstybes Taryba) z lat 1917–20. Ale warunki działania tej Taryby są teraz bodaj trudniejsze niż ówczesne. Zdaje się też, że ta Taryba nie ma autorytetu, który miała tamta. Obecnej Taryby Niemcy wpierw nie uznawali, teraz ją zatwierdzili wreszcie. Zdaje się to znakiem słabości niemieckiej, a przeto i ustępliwości, ale bodaj także uzależnienie tej Taryby od polityki okupacyjnej niemieckiej na rzecz uczynienia z niej narzędzia tejże jest obecnie większe ( …). Składa się ona z dwunastu osób. Na czele jej jest Michał Biržiška, prezes konferencji, jedyny z członków tamtej Taryby z lat 1917–1920” .
24 czerwca 1941 r.: „Usposobienie w Wilnie w kołach litewskich jest przeważnie minorowe. Ludzie są niepewni jutra, trawieni pewnym niepokojem. Czuje się pewne zdezorientowanie, może nawet rozprężenie. Nie ma wyraźnych perspektyw, nie ma wodza, który miałby posłuch i byłby sztandarem (…). Tutaj tak zwana Taryba z Michałem Biržišką na czele jest zupełnie jałowa i najmniejszego autorytetu nie ma. W ogóle odgrzewane kotlety zwykle nie smakują, a Taryba ta jest właśnie próbą odgrzania Taryby z lat 1917–20 i kopiowaniem metod i dróg ówczesnych, jak odgrzewana była konferencja litewska w Kownie z dnia 5 kwietnia, która żadnego wpływu nie wywarła i w opinii litewskiej wywołała raczej niesmak (…). Na Michała Biržiškę ludzie się oburzają albo go lekceważą. Prasa tajna zakwalifikowała go jako »zdziecinniałego profesora« (suvaikejes profesorius), a ogólnie całą jego »akcję« z Tarybą uważają za wybryk niedołężny karierowiczostwa i ambicji osobistej; niektórzy odmawiają Biržišce elementarnego szacunku i gotowi uważać go za sprzedawczyka. Mnie się wydaje, że Michał Biržiška jest raczej manekinem w ręku ambitnej i wiecznie marzącej o zaszczytach żony, człowiekiem słabym i zdezorientowanym, chcącym odegrać jakąś rolę, ale nieposiadającym żadnych kwalifikacji do tego. Ma wyobrażenie przesadne o sile i wartości swojego imienia w narodzie (…). Satelici jego, kliki karierowiczów, które go otaczają i wypychają na czoło, utrzymują w nim to przekonanie. Nie umie sam patrzeć, bo nie ma oczu i myśli jasnej”.

Opracował
Krzysztof Jeremi Sidorkiewicz
Fot. NAC


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 3(7) 18-24/01/ 2020