Brexit i co dalej?

Brexit nastąpił 3,5 roku po referendum, 3,5 roku śmieszkowania z niezdecydowania i żartów o tym, że Wielka Brytania będzie opuszczać Unię Europejską jeszcze przez dziesięciolecia – fakt ten nastąpił o wiele szybciej. Goszczący w ciągu weekendu w Wilnie Polacy z Wysp zdawali się tym nie przejmować – w niedzielę polecieli do Anglii już po brexicie. A czy my się mamy czym martwić? Można się spodziewać, że tak.

Opuszczenie unii przez drugą co do wielkości jej gospodarkę odbije się na reszcie państw mocną czkawką choćby poprzez mniejsze wpływy do unijnego budżetu. To jednak jest problem tak naprawdę najmniejszy – wszak możliwe jest życie przy mniejszej ilości pieniędzy, jeśli się to robi mądrze. Gorzej jednak, że będzie głupiej – tak można sądzić z wypowiedzi brukselskiej oligarchii, z Guy Verhofstadtem na czele. Jedno z najbardziej antypatycznych indywiduów unii, które swoim zachowaniem zniechęcić do integracji europejskiej potrafi nawet autentycznego euroentuzjastę, nie tylko nie wyciągnęło wniosków z przyczyn brexitu, ale głosi wręcz, że trzeba jeszcze więcej tego wszystkiego, co skłoniło Brytyjczyków do opuszczenia unii – biurokracji, braku przejrzystości, ingerowania w coraz to nowe dziedziny życia obywateli, arbitralności i ideologicznych wymysłów zamiast racjonalnego działania.
Jeśli dalej unia będzie miała twarz Guy Verhofstadta, jeśli nadal Niemcy będą w niej dominować i stawać się koniem trojańskim Rosji – to ten piękny projekt się rozpadnie. Ale my przecież też mamy wciąż coś do powiedzenia na temat kierunku, w jakim się poruszamy.