Paradoks Donalda Trumpa

1

Kiedy w 2016 r. Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w USA, ówczesny wydawca „Playboya” Hugh Heffner obwieścił, że w ten sposób dokonał się ostateczny pogrzeb rewolucji konserwatywnej w Stanach Zjednoczonych.

Do Białego Domu wprowadził się bowiem polityk słynący ze skandali obyczajowych, którego życie dalekie było od ideałów chrześcijaństwa. Co prawda twierdził, że codziennie czyta Pismo Święte, ale nie potrafił wymienić ani jednego cytatu biblijnego, który by go osobiście poruszył. Od tamtego czasu minęły ponad trzy lata, a przepowiednie Heffnera się nie sprawdziły. Dziś prawica religijna w USA jest wręcz zakochana w Trumpie, uważając go – nie bez podstaw – za najbardziej zaangażowanego w działalność pro-life przywódcę Stanów Zjednoczonych. 24 stycznia jako pierwszy amerykański prezydent w historii wziął on udział w waszyngtońskim Marszu dla Życia. Wypowiedział wówczas poruszające słowa: „Każde dziecko jest cennym i świętym darem od Boga.

Razem musimy chronić, pielęgnować i bronić godności i świętości każdego ludzkiego życia. (…) Kiedy widzimy obraz dziecka w łonie matki, dostrzegamy majestat Bożego stworzenia. Kiedy trzymamy noworodka w ramionach, poznajemy nieskończoną miłość, którą każde dziecko wnosi do rodziny. Kiedy patrzymy, jak dziecko rośnie, widzimy blask, który promieniuje z każdej ludzkiej duszy. Jedno życie zmienia świat”. Trump zwrócił się też do amerykańskich matek, które nazwał bohaterkami napędzającymi swoją siłą i oddaniem naród do działania. „Dzięki wam – mówił – nasz kraj został obdarzony niesamowitymi duszami, które zmieniły bieg ludzkiej historii. (…) Nie możemy wiedzieć, co nasi jeszcze nienarodzeni obywatele osiągną. Nie wiemy, jakie marzenia będą ich prowadzić, jakie arcydzieła stworzą i jakich odkryć dokonają.

Ale wiemy, że każde życie przynosi na świat miłość. Każde dziecko wnosi radość do rodziny. Każdy człowiek jest wart ochrony. (…) Każde ludzkie życie, narodzone i nienarodzone, jest stworzone na święty obraz Boga Wszechmogącego”. Trump jest dzisiaj chyba jedynym przywódcą na świecie, który odważa się mówić takie rzeczy. Niezależnie od tego, jakie motywacje stoją za jego słowami, są one wielką proklamacją przesłania chrześcijańskiego i cywilizacji miłości. Co więcej, za deklaracjami idą czyny, ponieważ jego administracja rzeczywiście walczy z nieludzkim procederem aborcji. Myślę, że będzie mu to zapisane w niebie.

Grzegorz Górny


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 5(13) 01-07/02/ 2020