Wybiórcze świętowanie rocznic

94

10 lutego 1940 r. miała miejsce pierwsza wywózka z polskich terenów, okupowanych przez sowiecką Rosję, jaka nastąpiła po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow.

Tej rocznicy, choć okrągłej, zdaje się nie być skory świętować ani Władimir Putin, ani jego podwładny Wiaczesław Kantor, ani inni rosyjscy przeinaczacze historii. Nie chcą, bo prawda boli – prawda o tym, że sowiecka Rosja nie była „wyzwolicielką” od nazizmu, tylko wspólnie z Hitlerem rozpętała wojnę, rozerwała Polskę i mordowała Polaków. Więcej – zaczęła ich eksterminować jeszcze w 1937 r., czyli nawet przed nawiązaniem formalnego sojuszu z nazistowskimi Niemcami…

Niebawem będzie 9 maja. Na pewno z wielką pompą obchodzone w Moskwie, w Wilnie pewnie skromniej. Gieorgijewskie wstążki, szumne przemówienia o „zwycięstwie nad faszyzmem”, wódka na cmentarzu na Antokolu. Czego, jak zwykle, zabraknie w tych obchodach, to uczciwości i odwagi. Bo zarówno uczciwości, jak i odwagi, wymaga przyznanie, że wstępem do 9 maja była i akcja polska NKWD z 1937 r., i pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia, i 17 września 1939 r., i zsyłki 10 lutego 1940. I Katyń, i bierne przyglądanie się niszczeniu przez Niemców Warszawy w Powstaniu 1944 r., i zamknięcie polskich patriotów w Auschwitz tuż po wygonieniu z niego Niemców. I katownie sowieckich okupantów po wojnie, i nieodnalezione do dziś groby ofiar Obławy Augustowskiej czy szczątki Żołnierzy Wyklętych. O tych rzeczach trzeba głośno mówić na obchodach 9 maja – albo zostać w domu.