Lista katów z NKWD – czy to przełom?

Jarosław Wołkonowski sądzi, że wydana książka jest bardzo cennym materiałem dla badaczy pierwszego okresu okupacji sowieckiej Fot. Marian Paluszkiewicz

Dziennik „Rzeczpospolita” poinformował, że władze białoruskie wydały książkę z nazwiskami funkcjonariuszy NKWD, którzy represjonowali Polaków w 1939 r. Badacz okresu międzywojennego i II wojny światowej Jarosław Wołkonowski sądzi, że jest to bardzo ważny dokument, ponieważ o skali represji w trakcie pierwszej sowieckiej okupacji nadal wiemy niewiele. Polski działacz z Białorusi Andrzej Poczobut podkreśla, że trudno mówić o jakimkolwiek przełomie w polityce historycznej jego kraju.

W publikacji „Nazwiska katów zostały ujawnione” polski dziennik informuje, że za sprawą Narodowego Archiwum Białorusi (NAB), centralnego archiwum Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) oraz prokremlowskiej fundacji „Pamięć historyczna” w ub. r. na Białorusi została wydana książka „NKWD na Zachodniej Białorusi. Wrzesień–grudzień 1939 roku”.

Lista NKWD-zistów

Girl in a jacket

W książce znalazły się nazwiska 89 funkcjonariuszy NKWD, którzy znaleźli się na liście odznaczonych „za działalność operacyjno-czekistowską na terenie zachodniej Białorusi”, podpisanej przez komisarza spraw wewnętrznych Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej Ławrientija Canawę. „Mińsk wykonał ten odważny ruch wyjątkowo cicho, nakład wyniósł zaledwie 150 egzemplarzy, a publikacja nie ma wersji elektronicznej”
– napisała „Rzeczpospolita”.
Z opublikowanej listy odznaczonych funkcjonariuszy można dowiedzieć się, że w ciągu kilku miesięcy 1939 r. sowieccy funkcjonariusze aresztowali ponad 10 tys. osób. Białoruscy historycy szacują, że w represjach wzięło udział ok. 6 tys. NKWD-zistów. Poza tym w książce można znaleźć informację o tym, kto aresztował braci marszałka Jana i Kazimierza oraz kto został odznaczony za aresztowanie ostatniego prezydenta Brześcia nad Bugiem Franciszka Kolbusza oraz za zatrzymanie w Pińsku byłego ministra sprawiedliwości II RP Czesława Michałowskiego. Jest też informacja o zatrzymaniu księcia Janusza Radziwiłła, który później był osobiście przesłuchiwany przez Ławrientija Berię.
Z odtajnionych archiwów białoruskiego KGB można dowiedzieć się m. in., że „nawet żołnierze i oficerowie Armii Czerwonej nie mieli wątpliwości, że nie wyzwalają Polski, lecz uczestniczą w agresji na nią. Część żołnierzy radzieckich obawiała się, że po ataku na Polskę będzie musiała walczyć razem z Niemcami przeciwko Francji i Anglii. Największe zdziwienie »wyzwalających« wywołało to, że po drugiej stronie granicy poziom życia był o wiele wyższy niż w ZSRR”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jarosław Wołkonowski: Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ― ważne święto

To tylko początek

Doktor habilitowany nauk politycznych Jarosław Wołkonowski sądzi, że wydana książka jest bardzo cennym materiałem dla badaczy pierwszego okresu okupacji sowieckiej.
– To przełomowa publikacja, ale jest to tylko początek. Wiemy, że wojsko sowieckie przekroczyło granicę II RP 17 września 1939 r., a 18 września już było w Wilnie. Na Wileńszczyźnie pierwsza okupacja trwała tylko 40 dni, w ciągu których struktury aparatu sowieckiego dokonały licznych aresztowań. Mamy sprzeczne dane dotyczące tego, ile osób zostało aresztowanych i wywiezionych. Nie znamy też ich dalszych losów. Strona polska mówi o 344 osobach, ale z imienia i nazwiska znamy tylko kilku z nich. Wiemy, że byli aresztowani bracia Piłsudskiego Jan i Kazimierz, wiemy o kilku profesorach Uniwersytetu Stefana Batorego oraz wyższej rangi urzędnikach państwowych. Natomiast litewski Czerwony Krzyż, po tym jak ten skrawek Wileńszczyzny przekazano Litwie, mówi o aresztowaniu 800 obywateli państwa polskiego – oświadcza w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Wołkonowski.
Nieznana jest natomiast liczba i losy osób aresztowanych na pozostałym terytorium tzw. Wschodniej Białorusi, czyli ziemiach II Rzeczypospolitej okupowanych przez sowietów. Zdaniem badacza, wielkim osiągnięciem dla historyków i pamięci historycznej byłoby odtajnienie wszystkich dokumentów związanych z tym okresem.
– Białorusini mają te dokumenty. Trzeba iść dalej, by mogła powstać lista wszystkich aresztowanych wymienionych z imienia i nazwiska. Kiedy ona powstanie, to wówczas będziemy mogli zobaczyć, w jaką grupę sowieci w pierwszej kolejności postanowili uderzyć. Możemy przypuszczać, że byli to urzędnicy, dziennikarze, lekarze, prawnicy – czyli osoby mocno powiązane z państwem polskim. Jednak dopóki nie powstanie imienna lista, to są to tylko przypuszczenia – podkreśla Wołkonowski.

Andrzej Poczobut podkreślił, że większość opublikowanych dokumentów znana była już wcześniej Fot. Facebook.com/Andrzej Poczobut

Bez przełomu

Nic odkrywczego w oficjalnej białoruskiej publikacji nie dostrzega polski działacz na Białorusi oraz niezależny dziennikarz Andrzej Poczobut.
– Nie jest to żaden przełom. Władze Białorusi od lat dążą do ograniczenia dostępu do archiwów. Dotyczy to w szczególności archiwów, które zawierają dokumenty o zbrodniach stalinowskich. W przedmowie do książki pisze się, że jej celem jest przedstawienie, ile dobrego zrobiło NKWD. Po prostu wszystkie sformułowania, które zawarte są w dokumentach NKWD, nadal na Białorusi są traktowane na serio. Kiedy Polak czyta listę nagrodzonych funkcjonariuszy, to ma świadomość, że są to kaci NKWD. Natomiast kiedy czytają ją władze Białorusi, to poważnie traktują sformowania typu walka z dywersją, szpiedzy i tym podobne – tłumaczy „Kurierowi Wileńskimu” Polak z Białorusi.
Poczobut podkreślił, że większość opublikowanych dokumentów znana była wcześniej. Tylko kilka z nich po raz pierwszy trafiło do obiegu. Tym niemniej dziennikarz widzi pewne pozytywne aspekty wydania książki.
– Niezależnie od złych intencji instytucji, które wydały tę książkę, to pozytywnie oceniam fakt upublicznienia nawet mikroskopijnej części dokumentów dotyczących represji i funkcjonowania NKWD na terenie Białorusi. To jest podstawa do dalszej pracy – podkreśla polski działacz na Białorusi.

Wojna historyczna

Ostatnio kwestie historyczne, zwłaszcza dotyczące początku II wojny światowej, są często poruszane w atakach Kremla na Polskę. Pod koniec 2019 r. Władimir Putin kilkakrotnie, na różnych płaszczyznach, publicznie oskarżył Polskę o przyczynienie się do wybuchu II wojny światowej. Prezydent Rosji zarzucił ówczesnym władzom Polski antysemityzm i że wspólnie z Hitlerem próbowały pozbyć się Żydów z Europy. Putin zapowiedział też utworzenie specjalnego centrum, w którym zostaną opublikowane „niepodważalne dokumenty”.
Słowa Putina potępiło polskie MSZ oraz osobiście premier Mateusz Morawiecki.
„Prezydent Putin wielokrotnie kłamał na temat Polski. Zawsze robił to w pełni świadomie. Zwykle dzieje się to w sytuacji, gdy władza w Moskwie czuje międzynarodową presję związaną ze swoimi działaniami. I to presję nie na historycznej, a na jak najbardziej współczesnej scenie geopolitycznej” – oświadczył szef polskiego rządu.
Słowa Putina spotkały się również z ostrą reakcją środowisk żydowskich.
„Niewiarygodne. Rewizjonizm historyczny na sterydach. Nazistowskie Niemcy, a nie Polska, są odpowiedzialne za II wojnę światową! Pakt Stalina z Hitlerem z 1939 r. pogorszył jeszcze sytuację, która już była okropna. Sowieckie rządy w Europie Wschodniej po II wojnie światowej przedłużyły erę ucisku” – napisał pod koniec ub. r. na Twitterze szef Komitetu Żydów Amerykańskich David Harris.