Polepszające się polsko-litewskie stosunki to dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego

40

Polityka wschodnia Lecha Kaczyńskiego opierała się na kwestii współpracy energetycznej naszego regionu. Głównym celem było zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego i Polsce, i krajom Europy Wschodniej. Dalszy bieg wydarzeń pokazał, jak dalekowzroczna była to polityka – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” ambasador RP na Litwie Urszula Doroszewska. 10 kwietnia br. przypada dziesiąta rocznica katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginęli prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka Maria oraz 94 inne osoby.

Jak Pani zapamiętała dzień 10 kwietnia 2010 r.?

Byłam wówczas ambasadorem w Gruzji. Zadzwonili do mnie moi współpracownicy, którzy dowiedzieli się o katastrofie z telewizji. Zebraliśmy się natychmiast wszyscy w naszej placówce, to było w samym centrum, niedaleko alei Rustaweli w Tbilisi. Do ambasady zaczęli przychodzić ludzie i pytać, czy to prawda. Nadchodziły do nas faksy ze spisami ofiar, patrzyliśmy na znane nam nazwiska, na nazwiska kolegów i przyjaciół…
Przybiegła do nas żona prezydenta Saakaszwilego, pani Sandra Roelofs. Zwołałam konferencję prasową na godz. 15 na schodach ambasady, bo budynek był zbyt mały, by pomieścić wszystkich. Mieszkańcy Tbilisi przynosili już kwiaty i składali je pod naszymi drzwiami, było ich coraz więcej i więcej… O godz. 15 wyszłam na schody do mediów i powiedziałam to, w co mnie samej trudno było uwierzyć: „Tak, to prawda, była katastrofa, wszyscy zginęli”. Wymieniłam najbardziej znane nazwiska…

Co się działo w Tbilisi w kolejnych dniach?

Tłumy ludzi chciały złożyć kondolencje, trzeba więc było nadać temu godną oprawę i znaleźć odpowiednie miejsce. Zgłosiły się do nas władze miasta Tbilisi, które zaproponowały na ten cel całe skrzydło pałacu Woroncowa – to piękny budynek przy alei Rustaweli. I wysłali robotników, którzy przez noc, z soboty na niedzielę, odnawiali i odmalowywali sale. Księgę kondolencyjną do wpisów zszywał i oprawiał mój mąż, liczyła 500 stron.
Ogłosiliśmy, że kondolencje przyjmujemy od godz. 10 do 18 rano w niedzielę. W odnowionym pałacu ustawiliśmy zdjęcia pary prezydenckiej i polskie flagi, przenieśliśmy tam kwiaty spod ambasady, ułożyliśmy księgę na stole. O godz. 10 otworzyliśmy drzwi… Były już tam setki ludzi. I tak przez siedem dni, od niedzieli do soboty, stałam od 10 do 18 przy portrecie, wraz ze mną cały zespół ambasady, w tym dwóch pułkowników, attaché wojskowych w mundurach, i przez cały ten czas przychodzili ludzie…
Najpierw byli to okoliczni mieszkańcy, przedstawiciele urzędów i uczelni. Stawiali się w komplecie: minister, wiceministrowie, dyrektorzy, urzędnicy. Rektor, zastępcy rektora, profesorowie, studenci… Szkoły z nauczycielami i uczniami, wojsko, proboszczowie z parafianami…

Jakie były spotkania z tymi ludźmi?

Każdy chciał mi coś powiedzieć. Gruzini są mistrzami słowa. Podchodzili do mnie i mówili o zasługach prezydenta Kaczyńskiego dla Gruzji, dziękowali za jego pojawienie się w Tbilisi podczas wojny z Rosją, wraz z innymi prezydentami. Mówili, jak ta wizyta dodała im wówczas sił, obiecywali, że będą zawsze go pamiętać. Po dwóch dniach zaczęły przyjeżdżać przed pałac Woroncowa samochody z prowincji, całe miasteczka i wioski z najdalszych zakątków Gruzji. Rolnicy, duże rodziny z dziećmi, znowu szkoły, merowie, strażacy, leśnicy… Trzeba było zszyć nową księgę kondolencyjną! I znów słowa wdzięczności dla prezydenta, wyrazy współczucia dla mnie i dla naszych dyplomatów. Setki oczu pełnych współczucia, setki przyjacielskich uścisków rąk zupełnie nieznajomych mi ludzi, którzy odnosili się do mnie jak do siostry. Było mi to bardzo potrzebne, pomogło mi przejść te najstraszniejsze pierwsze dni po utracie bliskich osób. To wyglądało tak, jakby to cała Gruzja, cały kraj przyszedł przed ten portret, by towarzyszyć nam w żałobie.
Nie wiem, z iloma osobami wówczas rozmawiałam, ale przez następne trzy lata mojego pobytu w Gruzji na każdym kroku – w sklepie, w teatrze, gdzieś w górskiej wiosce – witały mnie życzliwe osoby, które wspominały i prezydenta Kaczyńskiego, i naszą rozmowę w pałacu Woroncowa.

W jaki sposób upamiętniono w Gruzji prezydenta Kaczyńskiego?

Bardzo szybko po katastrofie pojawiła się w Tbilisi ulica Lecha Kaczyńskiego. Mer Tbilisi Giorgi Uguława podjął decyzję natychmiast. Przygotowano tablicę pamiątkową i już w trzy tygodnie po katastrofie, w dniu polskiego Święta Narodowego Trzeciego Maja, odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy na tej ulicy, w obecności gruzińskiej pierwszej damy i miejscowych Polaków. Na każdym domu pojawiły się tabliczki w dwóch językach: po gruzińsku i po polsku. To bardzo ważna ulica, każdy przybywający do miasta jedzie nią z lotniska, teraz stoi tam także niewielkie popiersie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ponadto latem tegoż roku w Batumi piękny bulwar, prowadzący z lotniska do kurortu, otrzymał imię Marii i Lecha Kaczyńskich.

Jak Pani z perspektywy lat ocenia politykę wschodnią Lecha Kaczyńskiego? Czy jego idee są nadal aktualne?

Polityka wschodnia Lecha Kaczyńskiego opierała się na kwestii współpracy energetycznej naszego regionu. Głównym celem było zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego i Polsce, i krajom Europy Wschodniej. Chodziło o to, by się uniezależnić od jednego potężnego dostawcy ropy i gazu. Struktura przesyłowa wybudowana została za czasów komunistycznych, by dostarczając nam energię, jednocześnie nas całkowicie uzależniać od Rosji. Prezydent Kaczyński przez całą swoją kadencję pracował nad tym, aby tę sieć połączeń zmienić, aby korytarze transportowe, drogi przesyłania energii łączyły nasz region, abyśmy sobie wzajemnie mogli to bezpieczeństwo zapewnić, aby inaczej ustawiać połączenia elektryczne, aby poszukiwać dostaw ropy i gazu z innych źródeł niż rosyjskie i aby znajdować sposoby ich transportu do naszego regionu przez nasze własne sieci. Współpracował w tej sprawie bardzo blisko z głowami państw naszego regionu, wypracowując wspólne rozwiązania. Szczególnie owocna była współpraca z Litwą, oparta także na osobistej przyjaźni z prezydentem Litwy Valdasem Adamkusem.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wciąż żywa jest pamięć o tragedii w Smoleńsku

Jakie dziedzictwo pozostawił nam prezydent Lech Kaczyński?

Dalszy bieg wydarzeń pokazał, jak dalekowzroczna była to polityka. Zobaczyliśmy też, jak wiele przeszkód stanęło na jej drodze. Tu, na Litwie, pozytywne jej rezultaty widać zapewne najlepiej, bo tu właśnie realizują się te projekty, które za jego czasów zostały zapoczątkowane. Mamy możliwość dywersyfikacji źródeł energii, uniezależniamy się od Rosji, synchronizujemy systemy energetyczne krajów bałtyckich z systemem Europy. Wiemy, jak ważną rolę odgrywają dla Litwy i regionu Możejki.
Oczywiście, ważna dla Lecha Kaczyńskiego była także polityka wschodnia – wspieranie Gruzji i Ukrainy oraz ich dążeń do integracji z Unią Europejską, do zapewnienia im bezpieczeństwa wojskowego, a więc zabezpieczenia całego regionu. To za jego czasów powstała litewsko-polsko-ukraińska jednostka wojskowa. To za jego czasów powstało polsko-litewsko-ukraińskie zgromadzenie parlamentarne, którego był entuzjastą.
Dzisiaj widzimy więc, jak bardzo dalekowzroczna była to polityka, gdy te zagrożenia, które prezydent Lech Kaczyński wiele lat temu przewidywał i przed którymi chciał nas zabezpieczyć, pokazują się nam w postaci realnej: wojny na Ukrainie i prób destabilizacji regionu.

Przed dwoma laty w Wilnie i na Wileńszczyźnie został upamiętniony Lech Kaczyński. Czy Pani zdaniem postać prezydenta jest znana na Litwie?

Myślę, że w środowiskach politycznych Litwy pan prezydent Lech Kaczyński jest bardzo znany i dobrze wspominany. Odwołujemy się do jego dziedzictwa, kiedy mówimy razem o polepszających się stosunkach polsko-litewskich, o wzajemnym zrozumieniu. To jest najważniejsze.


Fragment przemówienia Lecha Kaczyńskiego w Sejmie RL pt. „Polska i Litwa w zjednoczonej Europie”, wygłoszonego 14 marca 2006 r.

„Historia łączyła i dzieliła nasze narody. Czasem stawaliśmy ramię w ramię, czasem – przeciwko sobie. Tym większym, epokowym wręcz zwycięstwem Polaków i Litwinów jest to, że odnaleźliśmy wspólnie drogę pojednania, drogę zaufania i bliskiego partnerstwa. Że możliwe stały się takie poruszające wydarzenia, jak pojednanie przed dwu laty weteranów Armii Krajowej na Litwie z kombatantami litewskiej formacji wojskowej Vietine Rinktine. I że możemy – zachowując prawo do własnego spojrzenia i własnej oceny – mówić o wspólnym dziedzictwie, które wnieśliśmy do Europy jako szczególną wartość.
Bieg naszych wspólnych dziejów sprawił, że niezwykłe i bardzo ważne miejsce we wzajemnych stosunkach zajmują społeczność polska mieszkająca na Litwie i litewska zamieszkująca teren Polski. Dziś w pełni zdajemy sobie sprawę, że odmienność kulturowa i językowa mniejszości narodowych składa się na unikalne bogactwo i różnorodność kraju, który zamieszkują. Prawda ta nie zawsze była uznawana. W niektórych środowiskach pokutuje jeszcze pogląd, jakoby obecność mniejszości narodowych na terenie państwa mogła wywoływać jakieś bliżej nieokreślone zagrożenie. Trzeba jednoznacznie stwierdzić, że takie podejście jest archaiczne i jałowe w jednoczącej się Europie.
Pamiętajmy, że warunki, w jakich żyją mniejszości narodowe, świadczą o dojrzałości państwa, są jego wizytówką i sprawdzianem prawdziwej demokracji. Polska i Litwa przez ostatnie lata wiele w tej dziedzinie dokonały. Niemało pozostaje jednak też do zrobienia. (…)
Chciałbym jednocześnie podkreślić, że bardzo liczę na dalsze działania strony litewskiej i aktywność Sejmu RL, zmierzające do uregulowania pozostałych nierozwiązanych problemów, dotykających Polaków na Litwie, szczególnie w dziedzinie spraw własnościowych i oświaty”.


Urszula Doroszewska
(ur. 2 grudnia 1954 r. w Warszawie) dyplomatka i działaczka społeczna, opozycjonistka w okresie PRL. W latach 2008–2013 ambasador RP w Gruzji, dyrektor Instytutu Polskiego w Mińsku na Białorusi (2013–2015), doradca prezydenta RP (2015–2017), od 2017 r. ambasador RP na Litwie. Ukończyła studia socjologiczne na Uniwersytecie Warszawskim.


Fot. Marian Paluszkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 14(40) 04-10/04/ 2020