Jesień wodza

73

„Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie”. Słowa angielskiego historyka i filozofa politycznego Johna Actona pasują również do Wileńszczyzny. W 1975 r. została wydana książka „Jesień patriarchy” Gabriela Garcíi Márqueza opowiadająca o życiu fikcyjnego dyktatora w Ameryce Łacińskiej.

Bohater książki jest wzorowany na kilku biografiach latynoskich dyktatorów, którzy rozpoczynali jako reformatorzy, a kończyli w zupełnym marazmie. Podobne postacie możemy znaleźć w przestrzeni postsowieckiej. Aleksander Łukaszenka wygrał wybory prezydenckie na fali walki z korupcją, a zakończył walką z koronawirusem przy pomocy wódki i traktora. Obecny Putin i Putin roku 2000, chociaż mało kto o tym pamięta, to dwie różne osoby. Zaczynał jako liberał i polityk prozachodni. Prezydent George W. Bush zobaczył w jego oczach bratnią i godną zaufania duszę. Czym się zakończył liberalizm Putina? Konfliktem z Gruzją, aneksją Krymu, wojną w Donbasie i XIX-wieczną retoryką wielkomocarstwową. Na naszym podwórku jest podobnie.

Waldemar Tomaszewski doszedł do władzy, ponieważ ludzie byli zmęczeni autorytarnymi zapędami Ryszarda Maciejkiańca. Z roku na rok rościł sobie pretensje, wzmocnił partię i stał się de facto jedynym partnerem do rozmowy w Warszawie. Niestety, forma ręcznego zarządzania partią, i nie tylko, zaczęła szwankować. Błędy są popełniane coraz częściej. Tomaszewski znalazł się w gronie trzech europosłów Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, którzy poparli rezolucję Parlamentu Europejskiego krytykującą działania polskich władz w czasie pandemii. Przez tę decyzję lider AWPL-ZChR może ostatecznie utracić poparcie partii rządzącej w Polsce. Zresztą poparcie dla litewskiego polityka w Macierzy po 9 maja 2014 r. i tak było nadszarpnięte. Trochę wcześniej, po osobistej interwencji u premiera, Tomaszewski wymusił zgodę rządu na zaniechanie powszechnego testowania w Niemenczynie, gdzie mieliśmy jedno z największych ognisk koronawirusa na Litwie. I to mimo że wcześniej minister spraw wewnętrznych z ramienia polskiej partii Rita Tamašunienė miała takie rozwiązanie załatwić. Czym była spowodowana ta decyzja, trudno powiedzieć. Być może Waldemar Tomaszewski padł ofiarą kolejnych teorii spiskowych, które każdego dnia zalewają internet. Jeśli tak, to oznacza, że coraz szybciej zbliżamy się do rzeczywistości z „Jesieni patriarchy”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 18(50) 30/04-08/05-2020