Cześć i chwała Dziewicy Orleańskiej

142

Sto lat temu, 16 maja 1920 r., papież Benedykt XV ogłosił świętą Kościoła katolickiego francuską bohaterkę narodową Joannę d’Arc. Bez wątpienia była ona jedną z najbardziej niezwykłych i fascynujących kobiet w historii Europy, a nawet świata.

Mimo to nigdy nie stała się ikoną ruchu feministycznego. Współczesne bojowniczki o prawa kobiet w ogóle nie powołują się na jej przykład ani nie stawiają jej za wzór. Dlaczego? Wydaje się, że z kilku powodów. Po pierwsze, Joanna d’Arc była żarliwą katoliczką, dla której najważniejszą sprawą w życiu nie była samorealizacja, lecz pełnienie woli Bożej. Uważała się za pokorną służebnicę Pańską, a siłę do służby czerpała z nieugiętej wiary. Starała się jak najczęściej przystępować do Eucharystii, na froncie zaś dbała o to, by żołnierze francuscy przed każdą bitwą znajdowali się w stanie łaski uświęcającej. Po drugie, była dziewicą i wolała raczej stracić życie niż cnotę. Już w wieku 13 lat dobrowolnie ślubowała dozgonną czystość i dotrzymała słowa. W więzieniu nosiła męski ubiór jako ochronę przed molestowaniem.

Wyskoczyła z wysokiej wieży, ryzykując śmierć, by nie stać się ofiarą gwałtu. Nieprzypadkowo historia zapamiętała ją jako Dziewicę Orleańską. Po trzecie, poprowadziła Francuzów do walki o wolność ojczyzny. Dzisiejsze feministki sympatyzują raczej z ideologią internacjonalistyczną, która najchętniej pogrzebałaby wszystkie państwa narodowe wraz z ich patriotyzmem. Ona oddała życie za ojczyznę. Pokazała, że wojna obronna, by odeprzeć najeźdźcę i okupanta, jest wojną sprawiedliwą. Nieprzypadkowo artyści zawsze przedstawiali ją z mieczem, sztandarem i lancą. Nie żywiła jednak nienawiści do Anglików. Chociaż byli wrogami jej kraju, płakała za tymi, którzy polegli z rąk Francuzów. Rozpaczała zaś dlatego, że zmarli bez spowiedzi. Sama weszła na stos opatrzona sakramentami. Mogła się uratować, jednak musiała zaprzeczyć swej misji. Nie zrobiła tego. Podczas egzekucji poprosiła dwóch księży, by trzymali przed jej oczami krucyfiks. Przebaczyła swoim wrogom, poprosiła zgromadzonych o modlitwę za siebie, po czym po raz ostatni potwierdziła, że wszystko, co robiła, „było z rozkazu Bożego”. Umierała w płomieniach z imieniem Jezusa na ustach – tak jak jej Mistrz fałszywie oskarżona i skazana niesprawiedliwie. Nic zatem dziwnego, że feministki, które hołdują zupełnie innym ideałom, przemilczają postać Dziewicy Orleańskiej.


Grzegorz Górny


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 23(65) 06-12/06/2020