Kwarantanna zbiera śmiertelne żniwo?

142
W czasie kwarantanny nie wykonywano potrzebnych badań, zaniedbano pacjentów z wylewami, zawałami i innymi chorobami Fot. Marian Paluszkiewicz

W czasie kwarantanny na Litwie znacznie zwiększyła się liczba zgonów. Niektórzy eksperci twierdzą, że liczba zgonów mogła wzrosnąć z powodu skutków ubocznych kwarantanny, gdy przez kilka miesięcy ograniczone były wizyty w poliklinikach, szpitalach, odwołane były planowane operacje.

Podczas pandemii koronawirusa, w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku, śmiertelność w kraju zwiększyła się o 10 procent, czyli o blisko 400 zgonów. Jednak nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego tak się stało, ponieważ Instytut Higieny, który prowadzi rejestr zgonów, twierdzi, że nie może podać danych na temat przyczyn śmierci, ponieważ od lutego Centrum Rejestrów nie przekazuje świadectw przyczyny zgonu. Tymczasem niektórzy eksperci przypuszczają, że prawdziwa statystyka śmiertelności jest specjalnie zatajana.

Członek sejmowego Komitetu ds. zdrowia poseł na Sejm i lekarz z zawodu Antanas Matulas w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedział, że przez walkę z koronawirusem pacjenci z innymi poważnymi schorzeniami zostali bez pomocy medycznej.

– Otrzymaliśmy dane z Departamentu Statystyki i widzimy, że wciągu 14 tygodni, gdy w kraju panowała kwarantanna, śmiertelność wzrosła o 10 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku. Powstaje pytanie: co się stało w kraju, że tak bardzo wzrosła liczba zgonów? Przecież w kraju nie było wojny, nie było głodu. Tak, panował koronawirus, z powodu którego zmarło 78 osób. Ale dlaczego mamy aż o prawie 400 więcej zgonów? Zwróciliśmy się do ministerstwa ochrony zdrowia, do Centrum Rejestrów, z pytaniami o przyczyny wzrostu śmiertelności i przyczyny zgonów. Żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w okresie kwarantanny, ludzie nie głodują, pogoda jest dobra, a liczba zgonów w tym okresie wzrosła. Dotychczas nikt nam nie odpowiedział na te pytania – powiedział Antanas Matulas .

Poseł widzi tylko jedną przyczynę – kwarantannę, z powodu której ludzie nie mogli trafić do szpitala, odwołane operacje, leczenie na odległość. W tym okresie nie wykonywano potrzebnych badań, zaniedbano pacjentów z wylewami, zawałami i innymi chorobami. Najważniejszy był koronawirus.

– Ludzi w bardzo ciężkich stanach nie leczono, ale robiono testy na koronawirus, poddawano kwarantannie. Po prostu pacjenci byli zaniedbywani. Jednoznacznie powiedzieć nie mogę, że na pewno przyjęte kroki podczas kwarantanny spowodowały tak olbrzymią liczbę zgonów, ale moim zdaniem to jest główna przyczyna. W czasie kwarantanny osobiście otrzymałem chyba 40 telefonów z pytaniem ludzi: co robić?, ponieważ nie mogą trafić do szpitala. A to byli naprawdę chorzy ludzie, którzy potrzebowali natychmiastowej pomocy medycznej – zaznaczył.

Rozmówca przytoczył dwa przypadki, które najbardziej zapamiętał.

Pierwszy, to gdy do parlamentarzysty zadzwonił emerytowany lekarz, który przez wiele lat sam pracował jako medyk. Mężczyzna skarżył się, że z wylewem nie przyjmuje go żaden szpital, gdzie mógłby zwrócić się i otrzymać pomoc medyczną. Mężczyzna mówił, że gdy zwracał się do placówek medycznych, wszędzie mu mówiono, że najpierw powinien odbyć kwarantannę, dopiero potem będzie leczony. Ale jako lekarz, mężczyzna wiedział, że w takim przypadku liczy się każda minuta i może być już za późno.
Drugi wypadek, to gdy do niego telefonicznie zwróciła się młoda dziewczyna, która była leczona na odległość.

– Dziewczyna miała bardzo wysoką gorączkę, zwróciła się do lekarza oczywiście telefonicznie. Opowiedziała o swoich dolegliwościach, że ma gorączkę. Dziewczynie kazano zrobić test na koronawirus. Zrobiła dwa, były negatywne. Leczono ją antybiotykami – najpierw od koronawirusa, następnie od grypy. Gorączka nie padała, zadzwoniła do mnie. Poradziłem, żeby jak najszybciej udała się do prywatnej kliniki i wykonała wszystkie badania krwi. Na szczęście tak zrobiła. Badania pokazały, że dziewczyna ma kleszczowe zapalenie mózgu. Dopiero wtedy z gorączką ponad 39 stopni zawieziono ją do jednego ze szpitali. Dziewczyna żyje, ale jeszcze nie wiadomo, jakie mogą być powikłania, gdyż przez wiele dni była nieleczona – opowiada członek sejmowego Komitetu ds. zdrowia Antanas Matulas.

Przez walkę z koronawirusem pacjenci z innymi poważnymi schorzeniami zostali bez pomocy medycznej
Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem Edita Jurkienė, kierowniczka działu komunikacji Centrum Rejestrów, w nadesłanym „Kurierowi Wileńskiemu” komunikacie napisała:

„Medyczne akty zgonu dostarczone do Instytutu Higieny pochodzą z elektronicznego systemu opieki zdrowotnej i współpracy. Ten system zbiera dane z zakładów opieki zdrowotnej. Ze względu na bardzo intensywny wzrost ilości danych dostarczanych do systemu, oprogramowanie do przetwarzania tych danych i przesyłania ich do Instytutu Higieny nie jest w stanie szybko poradzić sobie z ilością otrzymanych danych.
Zasada pierwszeństwa przetwarzania określonych danych nie była przewidziana i rozwijana podczas opracowywania systemu, dlatego nie można w systemie nadać pierwszeństwa konkretnym danym, w tym przypadku medycznym aktom zgonu. Gdy tylko pojawił się problem, podjęto kroki w celu znalezienia technicznych sposobów usprawnienia procesów dostarczania danych. Należy jednak rozumieć, że różne rodzaje zmian systemowych i aktualizacji wymagają czasu.
Naszym celem jest zawsze wsłuchiwanie się w potrzeby naszych klientów, ale prosimy również o wyrozumiałość i cierpliwość do momentu wdrożenia rozwiązań spełniających potrzeby instytucji”.

Sandra Mekšriūnaitė, kierowniczka rejestru zgonów Instytutu Higieny, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedziała, że to nie jest pierwszy raz, kiedy świadectwa przyczyny zgonu docierają z opóźnieniem.

– W przeszłości dokumenty były opóźnione o kilka dni, w najgorszym przypadku o tydzień. Takie opóźnienia były częściowo do zniesienia, ale teraz nie otrzymujemy żadnych danych. Nie wiemy, kiedy nastąpi normalizacja sytuacji. Nie możemy wykonywać swojej pracy, nie możemy też podać danych na temat przyczyn śmierci, ponieważ od lutego Centrum Rejestrów nie przekazuje nam świadectw. Nie myślę, że Centrum Rejestrów specjalnie nie przekazuje nam świadectw. To zwykły zbieg okoliczności, że właśnie teraz system szwankuje. Z tym problemem zwracaliśmy się już do przedstawicieli Centrum Rejestrów. Mam nadzieję, że ten problem wkrótce zostanie rozwiązany – powiedziała Sandra Mekšriūnaitė.