Maszyna sprawiedliwości poszła w ruch

18 grudnia 1998 r. Sejm RP uchwalił Ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Jest tam szczególny zapis o przedawnieniu zbrodni komunistycznych po 30 latach. Jednakże ten „licznik” zaczął bić nie od roku 1998, lecz od 1990 r. Ktoś się połapał, że termin przedawnienia mija definitywnie w roku bieżącym, a więc w 2020!

Gdyby nie czujność paru osób, po upływie tego terminu nie można byłoby rozpoczynać nowych śledztw ani procesów sądowych przeciwko byłym komunistom za zbrodnie popełnione w okresie ich panowania. A zbrodni i represji w latach 1944–1989 było wiele. Gdy toczyły się obrady Okrągłego Stołu, w niewyjaśnionych okolicznościach zamordowano trzech niewygodnych dla władzy ludowej księży: Sylwestra Zycha, Stanisława Suchowolca i Stefana Niedzielaka. Nie udało się ustalić motywów zbrodni ani sprawców. Ze wszystkich zbrodni komunistycznych tylko częściowo zakończono śledztwo przeciwko członkom plutonu specjalnego pacyfikującego w grudniu 1981 r. kopalnię „Wujek”.

Ci „bohaterowie” stanu wojennego z zimną krwią zamordowali z broni palnej dziewięciu górników, a wielu ranili. Postkomunistyczni prokuratorzy i sędziowie w Polsce po 1989 r. robili wszystko, by podejrzani nie ponieśli zasłużonej kary. Takie same działania podejmowane były w sprawach pierwszego sekretarza PZPR Wojciecha Jaruzelskiego, ministra spraw wewnętrznych PRL Czesława Kiszczaka oraz innych kanalii z tzw. WRON (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego), które zafundowały nam wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Przy okazji złamano komunistyczną konstytucję, a represje doprowadziły do wielu ofiar i cierpień Polaków.

Przewody sądowe przeciwko komunistycznym notablom ciągnięto latami. Efekt – nikt z nich nie poniósł odpowiedzialności, nawet symbolicznej, wszyscy zdążyli pożegnać się z tym światem, nie ponosząc kary. Nie rozwiązano do końca sprawy morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki z 1984 r., a sprawcy zbrodni sądowych z lat 40.–50. (m.in. Helena Wolińska i Stefan Michnik) pozostali bezkarni. Gdy w 2017 r. rząd PiS zredukował emerytury i renty byłym pracownikom UB, SB, GZI, WSI – podniosła się wielka wrzawa o łamaniu praw człowieka, a dzisiejsza opozycja broniła „poszkodowanych” esbeków jak niepodległości. Posłowie ze Zjednoczonej Prawicy postawili sprawę jasno: znowelizujemy ustawę, nie można dopuścić do przedawnienia zbrodni komunistycznych. Maszyna poszła w ruch. Tak trzymać!


Piotr Hlebowicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 26(74) 27/06/-03/07/2020