Urok rosyjskich lipców

Początek lipca zawsze obfituje w wydarzenia w relacjach polsko-rosyjskich. W chwili obecnej są one dobre, gdyż nie jesteśmy poddawani planowej eksterminacji przez wschodniego sąsiada, co na tle ostatnich dwustu lat można traktować z pewną ulgą.

Jakkolwiek niepokój mogą budzić zmiany ustrojowe w Rosji, będące de facto nawrotem do czasów sowieckich. Beneficjent wprowadzanych zmian, Władimir Putin, upadek sowieckiej dyktatury określił niegdyś mianem największej geopolitycznej katastrofy XX w. – nie powinno więc dziwić, że dąży do odrodzenia rosyjskiego imperializmu. Jako że dla wszystkich poza Rosją upadek ZSRS katastrofą nie był – jest to powód, by bacznie się przyglądać temu, co czyni Rosja. W historii najnowszej lipce też nie były jednoznaczne. W lipcu roku 1944 moskiewskie buty zdeptały naszą wolność i wprowadziły w Wilnie nową okupację; wartość sowieckiego słowa honoru na własnej skórze odczuli dowódcy wileńskiej Armii Krajowej, wywiezieni do Moskwy, a także żołnierze, którzy trafili do gułagów. Rok później sowiecki walec niszczył wolność dalej – 10 lipca obchodzimy rocznicę obławy augustowskiej, podczas której w 1945 r. na nowym pograniczu polsko-litewskim rosyjskie wojsko zaaresztowało niemal 10 tys. ludzi, w tym 7 tys. Polaków.

Zatrzymanych więziono i torturowano w ponad 50 miejscach, mieli ręce skrępowane drutem kolczastym, byli trzymani w dołach pod gołym niebem. 252 Litwinów przekazano organom NKWD na Litwie, 600 Polaków nigdy nie wróciło do domów, Rosja zaś do dziś odmawia jakiejkolwiek pomocy w ich poszukiwaniu. Zbrodnia ta, zwana małym Katyniem, jest jedną z wielu, jakie sowiecka Rosja popełniła na polskiej ludności cywilnej. Każda kolejna przesuwała się coraz dalej w kierunku zachodu, na wschodzie zaś Polaków miało nie być… My jednak zostaliśmy, wbrew woli „wyzwolicieli”. Za inną historię może posłużyć rok 1946, kiedy z jednej strony Rosjanie próbowali w procesie norymberskim obarczyć odpowiedzialnością za zbrodnię katyńską Niemców, z drugiej – wciąż prowadzili w Polsce politykę czystek, której wyrazem był także wywołany przez NKWD antysemicki pogrom w Kielcach 4 lipca owego roku i następująca po nim emigracja z Polski obywateli narodowości żydowskiej. Katyń i mały Katyń, liczne inne bolesne rany historii mogłyby się zagoić, gdyby tylko Rosja otworzyła archiwa i pozwoliła na ich wyjaśnienie. Widocznie jednak woli być dumna ze swoich zbrodni, zamiast ich żałować…


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 28(79) 11-17/07/2020