Solidarność wedle starej Europy

„Wykażmy się solidarnością w stosunku do słabszych” – co i raz słyszeliśmy podczas kryzysu imigracyjnego od przedstawicieli starych państw Unii Europejskiej. O tym, że wszyscy członkowie UE powinni solidarnie „podzielić” między siebie uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki, mówili, a często wręcz krzyczeli nie tylko politycy, lecz także różnej maści działacze społeczni z zachodniej flanki Unii.

Rządy, które odmawiały przyjęcia przymusowych imigrantów, były piętnowane i straszone na wszelkie możliwe sposoby. Zresztą kampania po przymusowej relokacji uchodźców nie wygasła, a tylko przycichła. I po zakończeniu epidemii koronawirusa najpewniej wybuchnie z nową siłą. I znowu z Berlina, Paryża czy Kopenhagi będziemy słyszeli moralizatorskie pouczania o potrzebie solidarności. Tymczasem stara Europa była kompletnie głucha, gdy nowe państwa członkowskie, w tym Litwa i Polska, błagały, by solidarnie nie przyjmować pakietu mobilności. Nic z tego. W minionym tygodniu Parlament Europejski przegłosował jego przyjęcie. Przyjęto go głównie głosami właśnie starej Europy.

Szkodliwe regulacje wejdą w życie i zrujnują część branży transportowej takich krajów, jak: Bułgaria, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia i Węgry. Ale Niemcy, Francję czy Austrię to kompletnie nie obchodzi. Jak twierdzą: „My stoimy na straży interesów biednych kierowców ze wschodniej Europy, wyzyskiwanych przez ich pazernych pracodawców”. Przyjęty pakiet mobilności może faktycznie poprawić warunki pracy kierowców. Problem polega jednak na tym, że to, co przegłosowano 8–9 lipca, zrujnuje wiele firm, w których ci kierowcy pracują. W pierwszej kolejności pakiet mobilności uderzy w małe i średnie firmy przewozowe. Właściciele tych firm mówią wprost: „Nie nas stać na sprostanie tym wymogom.

Zbankrutujemy. Nasi kierowcy będą zmuszeni szukać pracy na Zachodzie. A nasze państwa stracą wpływy z podatków, które płaciliśmy. Przez ten pakiet wszyscy staniemy się biedniejsi”. Ale tak często jest, gdy jeden traci, inny zyskuje. Trzeba powiedzieć wprost – nowe przepisy to wyraz bezpardonowego protekcjonizmu gospodarczego państw zachodniej Europy. Te, zaostrzając wymogi wobec firm transportowych, wypychają tym samym ze swoich rynków bardziej konkurencyjne i elastyczne firmy ze wschodniej Europy.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 29(82) 18-24/07/2020