Pycha nie popłaca

Prezes AWPL-ZChR zapowiedział w noc powyborczą, że poda się do dymisji, jeśli partia nie przekroczy 5-procentowego progu wyborczego. Czas pokaże, czy ta obietnica zostanie spełniona tak samo, jak te o ustawie o mniejszościach narodowych, odwołaniu antypolskiej reformy oświaty Steponavičiusa i inne.

Do progu zabrakło niewiele – trochę ponad 1 600 głosów. W stosunku do poprzednich wyborów sejmowych utracono jednak 13 000 głosów. Nie pomogły starania Tapinasa – ani nie zwiększyły frekwencji, ani też nie zmobilizowały polskiego elektoratu. Można, rzecz jasna, dalej zaklinać rzeczywistość matematyką polityczną, głosić historyczny sukces osiągnięty w Krakunach, próbować winić o wynik Polaków startujących z innych list, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: wynik jest taki, a nie inny z jednego powodu. Na skutek pychy.

Czyż nie pychą było głoszenie, iż nie jest się już partią polską, iż nie będzie się nawet poruszać tematu ustaw o mniejszościach i pisowni nazwisk, a zarazem oczekiwać, że Polacy jak zwykle pójdą i oddadzą głos na takich „obrońców polskości”, którzy otwarcie mówią, że tych postulatów bronić nie ma potrzeby? Czyż nie pychą było rzucenie bardzo dobrego ministra komunikacji, Jarosława Narkiewicza, do okręgu w Kownie i pozostawienie go bez wsparcia, choć było wiadomo, że tam przepadnie?

Partia miała robiących dobrą robotę ministrów i wiceministrów, miała poparcie swojego założyciela – Związku Polaków na Litwie, miała wiele atutów, które postanowiono pochować. W imię czego i za czyją radą?