Hetman, który zdobył Kreml

W Roku Hetmana Stanisława Żółkiewskiego Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” zrealizowała trzy projekty poświęcone tej postaci historycznej.
| Fot. Radosław Szleszyński

To pod jego dowództwem wojska polskie i litewskie w 1610 r. zajęły Moskwę. To jego prawnuk, Jan III Sobieski, został wybrany na króla Polski w 1674 r. Większość długiego życia spędził w walkach, a odszedł właśnie na polu chwały, mając 73 lata. 2020 w Polsce został ogłoszony rokiem jego imienia. Hetman Stanisław Żółkiewski budzi podziw i dumę nawet 400 lat po swojej śmierci.

Debiut to słowo, które przyzwyczailiśmy się używać, najczęściej opisując wydarzenia artystyczne. Ale wybitni wojskowi też mieli swój „pierwszy raz”. 30-letni Żółkiewski zadebiutował w boju w kwietniu 1577 r., w bitwie pod Lubieszowem koło Tczewa.
– Doszło tam do starcia wojsk o wielkiej dysproporcji sił. Żółkiewski mógł podpatrywać, jak hetman Jan Zborowski poradził sobie z przewyższającym go liczebnie przeciwnikiem. Sam Żółkiewski znalazł się w bardzo podobnej sytuacji w bitwie pod Kłuszynem 33 lata później. Wybrał trochę inne rozwiązanie, ale także wygrał walkę – wprowadza w opowieść o życiu hetmana wielkiego koronnego i kanclerza wielkiego koronnego dr Radosław Sikora, historyk i publicysta specjalizujący się w historii wojskowości, w tym polskiej husarii.

Girl in a jacket

Pogromca Moskali

Mimo że Żółkiewski był hetmanem koronnym, czyli działał na południowych obszarach Rzeczypospolitej, jedno ze swoich głównych zwycięstw odniósł na Wschodzie – zaczynając pod Smoleńskiem, a kończąc na moskiewskim Kremlu.
Dlaczego doszło do tej bitwy z Moskalami? – W 1609 r. Moskwa podpisała w Wyborgu umowę ze Szwecją, gdzie rządził wówczas Karol Sudermański. Dla Polaków i Litwinów był to człowiek, który przywłaszczył sobie szwedzki tron należący do polskiego króla, Zygmunta III Wazy. A ponieważ Rzeczpospolita miała wcześniej z Moskwą inne porozumienie, które przewidywało, że zasiadający na Kremlu władca Wasyl Szujski nie może zawierać antypolskich sojuszy, moskiewsko-szwedzką umowę potraktowano jako akt wrogi. I tak się zaczęło – opowiada dr Sikora w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.
Król Zygmunt III Waza postanowił działać, wysyłając pod Smoleńsk polską i litewską armię. Miasto to znajdowało się w rękach moskiewskich, zostało utracone w 1514 r. przez jego dziada, polskiego króla i wielkiego księcia litewskiego Zygmunta I Starego. Głównym celem wojny był powrót Smoleńska w granice Rzeczypospolitej. Na odsiecz oblężonemu przez Polaków i Litwinów miastu Wasyl Szujski sprowadził armię posiłkową ze Szwecji. W odpowiedzi na to Zygmunt III Waza wysłał Stanisława Żółkiewskiego. Przeciwnicy spotkali się ok. 150 km na zachód od Moskwy, w pobliżu Kłuszyna.

Zwycięska bitwa pod Kłuszynem

Odtworzona chorągiew prawnuka hetmana Żółkiewskiego – króla Polski Jana III Sobieskiego

Żółkiewski znalazł się pod Kłuszynem z armią liczącą zaledwie 2,7 tys. żołnierzy. Nie towarzyszyła jej luźna czeladź, czyli personel pomocniczy. Po drugiej stronie stanęły zaś połączone armie, szwedzka i moskiewska, w liczbie 18–20 tys. żołnierzy.
– Ponadto wspierali ich uzbrojeni chłopi, pachołkowie, ciurowie – ludzie, którzy otaczali obóz kobylicami, czyli umocnieniami. Wówczas nie wliczano ich do żołnierzy, ale ludzie ci często wspomagali armię z bronią w ręku. W ten sposób łącznie po stronie przeciwnika zebrało się 35 tys. ludzi. To jest gigantyczna dysproporcja sił – akcentuje historyk.
Hetman Żółkiewski postanowił zniwelować tę różnicę dzięki efektowi zaskoczenia i pojawił się w pobliżu przeciwnika o brzasku słońca. Aby zwyciężyć, armia Rzeczypospolitej musiała przygotować teren, paląc zabudowania wsi i obalając płoty. Musiała też przezwyciężyć własne zmęczenie. Nocą żołnierze w zbrojach husarskich przebyli ponad 20 km w siodle, a w dzień zmagali się z lipcowym upałem.

– Żołnierze Żółkiewskiego wytrzymali, bo byli wyjątkowi. Podczas boju doszło do takich epizodów, które są prawie nie do uwierzenia. Na przykład chorągiew husarska Andrzeja Firleja przełamała kobylice otaczające obóz szwedzki, wdarła się do obozu, przełamując linie pikinierów i muszkieterów tam stojących. To jest bezprecedensowe wydarzenie. Nie znam innego takiego w historii wojen – opowiada z zachwytem historyk.

Poniesiony wysiłek przyniósł spektakularne zwycięstwo, po którym Żółkiewski ruszył ostatecznie pod Moskwę. W tej sytuacji bojarzy obalili ostatniego władcę moskiewskiego z rodu Rurykowiczów, Wasyla Szujskiego, i przekazali go Żółkiewskiemu. Wojska Rzeczypospolitej wkroczyły do Moskwy przez otwartą bramę. Hetman opuścił miasto po miesiącu, lecz armia polsko-litewska pozostawała tam przez dwa lata.

Śmierć wywróżona przez staruszkę

Król Polski i wielki książę litewski Jan III Sobieski był prawnukiem hetmana Żółkiewskiego. Gdy nuncjusz apostolski poprosił monarchę o spisanie i przekazanie historii swojej rodziny, ten zaczął ją właśnie od hetmana wielkiego koronnego i kanclerza wielkiego koronnego. Okazało się, że młody Stanisław Żółkiewski, przejeżdżając przez wieś Świńcza (dzisiejsza Świlcza) pod Rzeszowem, spotkał starszą kobietę, która wywróżyła mu przyszłość, w tym okoliczności śmierci. Sobieski zapisał, że kiedy Żółkiewski ruszał na wyprawę wojenną w 1620 r. do Mołdawii, zwanej wówczas Wołoszczyzną, zobaczył ptaki, które miały być znakiem wspomnianym przez kobietę. Żółkiewski powiedział wówczas: „To na śmierć moją”. – Był więc świadomy, że tam zginie – mówi dr Sikora.
W Mołdawii hetman zjawił się na prośbę jednego z hospodarów, czyli tamtejszych władców. Był to element toczących się od początku XVII w. zmagań o dominację nad obszarem, który był terenem buforowym między Rzecząpospolitą a imperium osmańskim. Raz hospodarowie udawali się z prośbą o protekcję do władcy Polski, a innym razem do tureckiego sułtana.
Jednak znaki nie kłamały i zdradzony przez zapraszającego hospodara Żółkiewski musiał zetrzeć się z turecką armią pod mołdawską Cecorą. – Hetman opracował ciekawy plan bitwy i początkowo rozwijała się ona po jego myśli, ale ostatecznie, ze względu na ukształtowanie terenu, Tatarom udało się obejść jedno ze skrzydeł polskich i uderzyć od tyłu. Polacy musieli wycofać się do obozu – kontynuuje opowieść historyk.
W wyniku osłabienia dyscypliny czeladź wojska polskiego rzuciła się do grabieży rzeczy swoich panów. Sytuację udało się opanować, ale morale armii upadło.

– W tej sytuacji Żółkiewski zdecydował się wycofać w obronnym taborze do granic Rzeczypospolitej. Odwrót trwał ponad tydzień, był bardzo trudny, ale dobrnięto prawie do samej granicy. Tatarzy, którzy otaczali wojsko polskie, przy tej granicy zrezygnowali z ataków. I wydawało się, że wszystko skończy się dobrze, kiedy Żółkiewski pod naciskiem ograbionych żołnierzy ogłosił, że po przekroczeniu granicy, czyli Dniestru, dojdzie do rewizji wszystkich sług, by odzyskać te rzeczy, które ukradli. Na wieść o tym służba obozowa rzuciła się do ucieczki – opisuje dr Sikora ostatnie chwile życia Żółkiewskiego.
W wojsku wybuchła panika. W tym momencie Tatarzy niespodziewanie uderzyli, co pogłębiło chaos. Większość żołnierzy polskich rzuciła się do przeprawy. – Żółkiewskiemu podprowadzono konia, próbując go namówić do tego, żeby ratował swoje życie. Ale on odmówił, zostając przy tych żołnierzach, którzy nie uciekli. Powiedział, że skoro oni tutaj są, to on ich nie opuści. I wtedy zginął. Odcięto mu głowę. Tak w wieku 73 lat hetman rozstał się z tym światem – kończy rozmówca magazynu „Kuriera Wileńskiego”.

Uroczsta Msza Święta w Żółkwi 10 października br.

Żółkiew miastem hetmana

Na cześć wydarzeń sprzed 400 lat obecny rok ogłoszono w Polsce Rokiem Hetmana Stanisława Żółkiewskiego. W ramach obchodów 10 października br. w założonym przez niego mieście, Żółkwi, znajdującym się współcześnie na Ukrainie, odprawiono uroczystą mszę świętą ku czci Żółkiewskiego. W nabożeństwie wzięli udział m.in. przedstawiciele lokalnych władz, polskiego konsulatu, duchowieństwa, Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” oraz rekonstruktorzy historyczni z Polski.
Uroczystościom towarzyszyła wystawa pt. „Wojsko polskie epoki Stanisława Żółkiewskiego”. Autorem opisów był dr Radosław Sikora, a aranżację oraz oprawę graficzną przygotował Radosław Szleszyński, pasjonat historii i epoki Żółkiewskiego, rekonstruktor husarii i współautor albumu „Husaria Rzeczpospolitej”.
Materiał graficzny do wystawy, wydrukowany na planszach, został zebrany przez Szleszyńskiego na terenie różnych państw: Polski, Litwy, Ukrainy, Białorusi. – Z bogatej kolekcji ikonografii opowiadającej o husarii i wojsku polskim wybrałem i wykorzystałem te, które pasują do czasów życia hetmana Żółkiewskiego i wyobrażeń wojska z tego okresu – wyjaśnia w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Radosław Szleszyński.
Jednym z ciekawszym elementów jest plansza z obrazem Tomasza Dolabelli, nadwornego malarza Wazów. To dzieło pt. „Chlubne, wielkie i niespotykane wydarzenie: przysięga cara moskiewskiego z 1611 r.”, które przez lata uważano za zaginione. Dziś jest ono własnością Muzeum Historycznego we Lwowie. Zostało odnowione przez stronę polską, a 17 września ub.r. zaprezentowano je w Wilnie, w Pałacu Wielkich Książąt Litewskich.

– Obraz przedstawia hołd braci Szujskich przed Zygmuntem III Wazą. Pokazano na nim izbę poselską, senat, Szujskich i Żółkiewskiego, który prezentuje wziętych do niewoli przedstawicieli rodu Rurykowiczów. Istniał jeszcze jeden obraz Dolabelli, prezentujący oblężenie Smoleńska. Jednak te dwie prace zniknęły bezpowrotnie w czasie wojny północnej – mówi Szleszyński.

Poselstwo moskiewskie udające się do Warszawy wielokrotnie postulowało usunięcie obrazów z zamku. Grożono nawet wojną za ich publiczne prezentowanie. – Przystano na to dopiero po osłabieniu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, kiedy w wyniszczonym szwedzkim potopem i wojnami tureckimi państwie do władzy doszedł król August II Mocny. Wówczas rosyjski car Piotr Wielki poprosił o ofiarowanie mu tych obrazów w prezencie. W ten sposób słuch po tych dziełach zaginął i dopiero niedawno okazało się, że istniała kopia obrazu Dolabelli. Odnaleziono ją w zbiorach lwowskich. Prawdopodobnie pochodziła ze zbiorów w pałacu w Podhorcach – streszcza historię obrazu rozmówca magazynu „Kuriera Wileńskiego”.

Rekonstrukcja ducha husarii

Rekonstruktorzy w krypcie w kolegiacie pw. św. Wawrzyńca w Żółkwi

Na tegorocznych uroczystościach w Żółkwi stawiło się 11 rekonstruktorów husarii. Jednym z nich był Dariusz Bielecki z Chorągwi Jazdy Rzeczypospolitej, który odtwarzał rolę namiestnika, czyli porucznika husarskiego. Koledzy z jego chorągwi wybrali dla siebie postacie chorążego oraz towarzysza husarskiego.
W Polsce największe spotkania polskich rekonstruktorów husarii odbywają się w Gniewie. Ponad stu z nich wzięło udział w konnej defiladzie w Warszawie z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.

– Husaria była główną siłą uderzeniową armii Rzeczypospolitej, Korony i Litwy. Kreowała przewagę na polu walki, potrafiła zmieść każdego przeciwnika przez blisko 200 lat. Z reguły lekkie chorągwie zganiały gdzieś w środek przeciwnika, po czym następowało czołowe uderzenie husarii. I prawie zawsze jej udział był rozstrzygający. Husarzy można porównać do czołgów, do działania jednostki pancernej w czasie II wojny światowej. A w obecnych czasach tylko do lotnictwa szturmowego albo śmigłowców szturmowych – opowiada z dumą pasjonat.

A kiedy husaria, w ślad za jej wielkimi dowódcami, stała się historią? – Najnowsze opracowania mówią o roku 1793. Wcześniejsze wskazywały 1776 r., kiedy kazano husarzom zrzucić zbroje i zamieniono ich w Kawalerię Narodową – stwierdza Dariusz Bielecki w rozmowie z magazynem „Kuriera Wileńskiego”.


W Roku Hetmana Stanisława Żółkiewskiego Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” zrealizowała trzy projekty poświęcone tej postaci historycznej. Na ścianie rzymskokatolickiego kościoła św. Anny w Ungheni (Mołdawia) została zamontowana tablica upamiętniająca ofiary bitwy pod Cecorą. Przeprowadzono także prace konserwatorskie przy pomniku upamiętniającym hetmana Żółkiewskiego w Berezowce (Mołdawia). Z kolei w Żółkwi, mieście założonym przez hetmana, odbyły się uroczyści ku czci Żółkiewskiego – odprawiono mszę i otwarto wystawę pt. „Wojsko polskie epoki Stanisława Żółkiewskiego” z udziałem grupy rekonstrukcyjnej z Polski. Te działania Fundacji były współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą „Polonika”, Kancelarię Prezesa Rady Ministrów RP oraz Fundację PGNiG im. Ignacego Łukaszewicza.


Olga Alehno
Fot. Piotr  Jezierski, Radosław Szleszyński


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 43(124) 24-30/10/2020