Pogrzeby i miejsca pochówków naszych wieszczów: Adam i Juliusz razem w Krakowie

Fragment paryskiego pomnika Juliusza Słowackiego.
| Fot. arch.

W Krypcie Wieszczów Narodowych, znajdującej się w podziemiu wawelskiej archikatedry, stoją dziś dwa sarkofagi – Adama Mickiewicza (jasny dolomit) i Juliusza Słowackiego (czarny marmur). Choć za życia przyjaźń ich nie połączyła, a nawet się nie lubili, leżą obok siebie jakby pogodzeni wolą narodu – wszak naród przyznał im obu przywództwo duchowe w okresie niewoli.

Grób rodziny Mickiewiczów w Paryżu istnieje do dziś, ale jego spokój naruszono latem 1890 r. w związku z przeniesieniem przez rodaków prochów wieszcza na Wawel, do Krakowa. Wówczas rozdzielono Adama Mickiewicza (zm. 26 listopada 1855 r.) z żoną Celiną z Szymanowskich. Litwini przywieźli ziemię z Doliny Kowieńskiej, z ulubionego miejsca rozmyślań młodego nauczyciela Adama i jego potajemnych spotkań z doktorową Karoliną Kowalską. Przywieźli też wianek uwity przez włościanki z kwiatów i kłosów okolicznych pól.

Girl in a jacket

Trzeci z kolei pogrzeb autora „Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” (pierwszy był w Stambule w 1855 r., drugi w Paryżu w 1856 r.) był prawdziwą manifestacją polityczną Polaków pozbawionych przez zaborcze mocarstwa własnego państwa. Udział w krakowskich uroczystościach wzięły także dzieci i wnukowie poety. Tym razem nie zabrakło przedstawicieli świata katolickiego, bo, jak wiadomo, do umierającego Mickiewicza w Turcji ksiądz przybył za późno.

Ciekawe, że chociaż idea sprowadzenia szczątków poety została zrealizowana głównie dzięki staraniom krakowian i warszawian, i w tym miastach wystawiono poecie najbardziej monumentalne pomniki, Mickiewicz za swego życia nigdy ani w Warszawie, ani w Krakowie nie był. Wymowny fragment jednego z napisów na wstędze wieńcu pogrzebowego brzmiał: „Dziecię Litwy – Tyś Polsce niósł serce w ofierze, dziś Kraków, serce Polski, Twych popiołów strzeże”.

Najbardziej kochał Ojczyznę i mamusię

Autorka przy pomniku Juliusza Słowackiego w Paryżu
| Fot. arch.

W Krypcie Wieszczów Narodowych, znajdującej się w podziemiu wawelskiej archikatedry, stoją dziś dwa sarkofagi – Mickiewicza (jasny dolomit) i Słowackiego (czarny marmur). Choć za życia przyjaźń ich nie połączyła, a nawet się nie lubili, leżą obok siebie jakby pogodzeni wolą narodu – wszak naród przyznał im obu przywództwo duchowe w okresie niewoli.

Do prochów Mickiewicza wsypano garść ziemi przywiezionej z ojczystego Nowogródka i z dna Niemna, do prochów Słowackiego – z grobu jego ojca Euzebiusza Słowackiego, pochowanego w Wilnie, na Rossie. Podobno wymieszano ją z ziemią spod innego nagrobka tegoż cmentarza – nagrobka Augusta Bécu, ojczyma poety.

Nad trumną autora „Króla Ducha”, „Kordiana” i „Beniowskiego” stoi (w niszy) urna z ziemią przywiezioną z rodzinnego Krzemieńca, z grobu matki, Salomei Bécu. Matka, za pierwszym mężem Euzebiuszowa Słowacka, do ostatnich chwil życia była nieuleczalnie choremu na gruźlicę synowi bankierem, powiernikiem i aniołem stróżem – i jego kotwicą. Nieprzypadkowo po śmierci autora „Beniowskiego” w jego rodzinnym Krzemieńcu mawiano: „Julek najbardziej na świecie kochał Ojczyznę i mamusię”.

A jednak nie każda matka może się pochwalić ponad setką listów od syna. Nie każdej też starczyłoby determinacji i mądrości, aby zadbać o spuściznę syna poety tak, jak zrobiła to Salomea Bécu. Na pogrzeb syna do Paryża nie dała rady dojechać. Już niemłoda, schorowana, nie zważając na trudy i czas ówczesnego podróżowania, dojechała jednak nad Sekwanę po śmierci jedynaka (zmarł w 1849 r.) dwa razy, w 1850 r. i rok później.

To ona poniosła główne koszty pomnika nagrobnego wystawionego na paryskim cmentarzu Montmartre, zabezpieczyła po synu pamiątki, wywożąc je do Krzemieńca, zadbała o rękopisy, z czasem oddając je w depozyt Ossolineum we Lwowie. Na rodzinnym nagrobku krzemienieckiego cmentarza Tunickiego umieściła stosowny napis (by i tam ślad po Julku poecie nie zaginął), a w krakowskim kościele św. Anny jako „nieutulona w żalu matka” ufundowała tablicę pamiątkową temu, „który walkę poezji ku odrodzeniu ducha ludzkości po chrześcijańsku zakończył”. Rzeczywiście, wszak ostatnie namaszczenie umierający Słowacki przyjął z rąk ks. Tomasza Praniewicza.

Ciche odejście Słowackiego w Paryżu

Grób Augusta Bécu, ojczyma Juliusza Słowackiego, na cmentarzu na Rossie
| Fot. wikipedia

Uroczystości żałobne i pożegnalne miały miejsce 5 kwietnia 1849 r. Chociaż nekrolog i informacja o tym ukazały się w gazecie, żałobników (Polaków i Francuzów) było niewielu. Spośród poetów emigrantów był m.in. Cyprian Kamil Norwid (także malarz i dramatopisarz), bardzo wspierający Juliusza w ostatnich trudnych chwilach. Mickiewicz, choć drogi poetów tylekroć się krzyżowały i w tym samym mieście mieszkał, na pogrzebie w ogóle się nie pokazał.

Juliusz Słowacki zmarł 3 kwietnia przy rue de Ponthieu 30 (obecnie nr 34), w skromnym, „źle umeblowanym” mieszkanku na piątym piętrze. Wchodzenie po schodach sprawiało osobie szczupłej, o wątłym zdrowiu i dotkniętej chorobą piersiową wielką trudność. Mieszkania zmieniał dość często, w zależności od posiadanych funduszy. Jako literat, niemający sponsorów, na wielkie honoraria liczyć nie mógł. By być niezależnym, inwestował pieniądze przysyłane przez matkę na giełdzie francuskiej, gdyż żebrać o emeryturę emigrancką u obcego państwa nie chciał.

Słowacki odszedł nad ranem. Ostatnią noc spędzili przy nim dwaj najwierniejsi przyjaciele – Zygmunt Szczęsny Feliński z Krzemieńca, późniejszy ksiądz i biskup rzymskokatolicki, zesłaniec (ogłoszony świętym w 2009 r.), oraz francuski malarz Charles Pétiniaud-Dubos. To oni zajęli się pogrzebem, a później wystawieniem pomnika nagrobnego przyjacielowi. Ale też tylko oni spędzili dwie noce w mieszkaniu przy zwłokach przyjaciela, opłakując go. Feliński w późniejszych wspomnieniach napisze: „Łzy za Słowackim nie zaschły…”.

Juliusz przed śmiercią skarżył się na bóle, słabość, uciski w piersiach i zimno. Tak bardzo na to ostatnie, że postawiono go pochować w długich wełnianych skarpetach. Spośród poetów rodaków przy chorym czuwał Cyprian Kamil Norwid, autor „Czarnych kwiatów”, w których pośmiertnie wspomni także Słowackiego. Z nich właśnie możemy się domyślić, że bóle i cierpienia starał się Słowacki w ostatnich godzinach przydusić m.in. „orientalnym cybuchem” z narkotykiem.

5 kwietnia 1849 r. w niewielkim saloniku wystawiono na katafalku przykrytym kilimem niewielką trumnę dębową. Na niej leżał żałobny całun obszyty srebrnymi frędzlami i takimiż galonami. Na ścianie – większych rozmiarów krzyż, zawieszony na czarnej, posrebrzonej materii. Trumnę otaczało osiem jarzących się świeczników. Krzyż mniejszy, zgodnie z dawnym zwyczajem pogrzebowym, leżał bezpośrednio na poduszce, przy głowie zmarłego. Na miedzianej tabliczce wyryto imię, nazwisko i daty życia (urodzin oraz zgonu).

Wyprowadzenie nastąpiło o godz. 11. Pożegnalna msza żałobna w pobliskim kościele parafialnym św. Filipa (Église Saint-Philippe-du-Roule) godzinę później. W kierunku paryskiej nekropolii Montmartre ciągnął karawan pogrzebowy, zaprzężony w dwa konie, i jeden powóz żałobników. Według relacji Norwida na cmentarzu były tylko dwie kobiety, z których jedna głośno płakała. Z kolei Zygmunt Krasiński, komentując pogrzeb poety w 1849 r., ocenił, że wzięło w nich udział ogółem tylko 30 ziomków i nikt nie wygłosił mowy, „nikt nie uczcił chociażby słowem największego mistrza rymów polskich”.

Stojący do dziś na Montmartrze pomnik nagrobny Słowackiego zwieńczony krzyżem wyszedł spod troskliwej ręki jego francuskiego przyjaciela, którym był Charles Pétiniaud-Dubos. Zdobi go medalion poety (płaskorzeźba z brązu) wykonany przez emigracyjnego artystę i grafika Antoniego Oleszczyńskiego, również wieloletniego paryskiego przyjaciela Juliusza. Nieregularnych kształtów nagrobek z jasnego piaskowca zwraca uwagę swoją innością. Niedbale leżące głazy, lira jako symbol poezji przy medalionie, kilka ksiąg zwieńczonych wieńcem laurowym… Dużymi literami wypisane nazwy najbardziej wówczas popularnych utworów poety i napis „Grand Poete Polonais” (wielki poeta polski). A kiedy w 1927 r. szczątki Słowackiego przenoszono na Wawel, wszystko zmieściło się w jednej serwecie: filigranowa czaszka i garść jakby dziecięcych kości oraz długa gruba skarpeta z białej wełny.
Przykro, że tak niewiele po nas zostaje…

Grób Euzebiusza Słowackiego, ojca poety, na wileńskiej Rossie
| Fot. wikipedia

„My z niego wszyscy”

„Nas tak we wspomnieniach ludzie powiążą i na jednym stosie postawią” – pisał Juliusz Słowacki („Lilla Weneda”). Chociaż Cyprian Kamil Norwid (zm. 23 maja 1883 r.), niedoceniony za życia jako wielki poeta, był w Paryżu opuszczony przez rodaków i został pochowany w zbiorowej mogile, to jednak od 2001 r. na Wawelu w Krakowie stoi symboliczna urna z ziemią z jego francuskiego grobu i jest tablica jemu poświęcona.

Jest też na Wawelu medalion pamiątkowy zmarłego w Paryżu Fryderyka Chopina (zm. 17 października 1849 r.), światowej sławy kompozytora, który rozsławił za granicą polskie polonezy i mazurki. Zmarł (podobnie jak Słowacki, Krasiński i Norwid) na gruźlicę i został pochowany z dużą pompą na paryskim cmentarzu Père-Lachaise, żegnany tłumnie nie tylko przez Polaków, lecz także przez Francuzów. Jego serce do Polski przywiozła siostra. Jest wmurowane w jeden z filarów bazyliki Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Napis na filarze brzmi: „Gdzie skarb twój, tam serce twoje” (Ewangelia według św. Mateusza, por. Mt 6, 21).

Bardzo jednak szkoda, że dotychczas w Krypcie Wieszczów Narodowych w żaden sposób nie został upamiętniony ten, który napisał „Irydiona”, „Nie-Boską komedię”, „Przedświt”, „Resurekturis” – i który powiedział, że nic na świecie tak jak miłość (do ojczyzny, rodaków, osób bliskich) nie wiąże nas ze sobą. Do końca życia, mimo obcych zaborów, wierzył w zmartwychwstanie Polski jako państwa niezależnego. Oczywiście mowa o Zygmuncie Krasińskim (zm. 23 kwietnia 1859 r.), którego zwłoki zostały przewiezione z Paryża do rodzinnej Opinogóry koło Ciechanowa (ok. 100 km od Warszawy) i tam zostały. Jest autorem słynnej konstatacji: „Duma bez pokory – to próżność, pokora bez dumy – to podłość”. I do niego należą słowa wypowiedziane po pogrzebie Mickiewicza: „My z niego wszyscy”.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o ks. Aleksandrze Jełowickim (1804–1877) rodem z terenów dzisiejszej Ukrainy, a więc ziomku i dobrym znajomym Juliusza Słowackiego, zmartwychwstańcu i duszpasterzu Wielkiej Emigracji Polskiej we Francji. Dzięki niemu Chopin rozstał się po chrześcijańsku ze światem (znamy to z listu z epoki). Tenże duchowny wyspowiadał Mickiewicza w Rzymie, w czasach legionów. A i on pomógł ulokować Norwida w Zakładzie św. Kazimierza.

Refleksje wileńskie

W bramie ul. Zamkowej 22 w Wilnie, gdzie w I połowie XIX w. były mieszkania profesorów wileńskich i gdzie Julek z matką Salomeą Słowacką-Bécu też mieszkał, rzeźbiarz Bolesław Bałzukiewiecz w imieniu wilnian wmurował (23 kwietnia 1927 r.) we wnęce kamienicy popiersie młodocianego poety z łabędziem. Kilka dni później, w związku z przeniesieniem prochów Słowackiego z Paryża do Krakowa, „by królom był równy” (Józef Piłsudski), wyprawiono pociągiem wieniec z napisem: „Słowackiemu – Wilno”. Jednak pomnika Słowackiego w Wilnie, twórcy „Kordiana” i wyrafinowanej prozy poetyckiej („Genezis z Ducha”), jak nie było, tak nadal nie ma. W swoim czasie w dodatku „Kuriera Litewskiego” (1907) zamieszczono anonimowy, satyryczny dialog w tej sprawie, niby umarłego Mickiewicza ze Słowackim, którzy jeszcze nie doczekali się wystawienia ku swojej czci monumentów w mieście nad Wilią, mimo że te tematy były wciąż wałkowane na łamach prasy wileńskiej już przed I wojną światową.

Adam do Juliusza:
„Każdy ma swoją chwilę
Uroczystą, podniosłą. Gdy… spocznie w mogile!
Widocznie nie czytujesz gazet, nieboszczyku!
Toć już dość długo myślą dla Cię o pomniku!”.

Nie udała się wileńska akcja wystawienia mauzoleum Mickiewicza pod szczytem Góry Trzykrzyskiej. A długo oczekiwany pomnik Adama (mimo kilku wcześniej nieudanych prób) stanął w naszym mieście dopiero w 1984 r. Czarne znamię na ręce poety (z powodu tej skazy rzeźbiarz Gediminas Jokūbonis nawet chciał wymieniać granit), w XX w. uznawane za wybrakowanie kamienia, dziś dodaje smaczku.

A Słowacki? Wciąż czeka na swoją kolej. Czy aby wileńskie społeczeństwo dostatecznie już dojrzało, by mieć odwagę dokończyć batalię o drugiego wieszcza? Wszak obaj właśnie w Wilnie i okolicach nabierali sił do poetyckich lotów i wszystko, zarówno w ich życiu literackim, jak i prywatnym, zaczynało się tu po raz pierwszy.


Liliana Narkowicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 44(127) 31/10-06/11/2020