Beata Pietkiewicz: bycie Polką czy Polakiem na Litwie staje się coraz trudniejsze

Miłość i zobowiązania rodzinne były ważniejsze od ambicji znalezienia dobrej pracy w wielomilionowej stolicy Polski
| Fot. archiwum

– Oprócz rzeczy dla mnie oczywistych, jak język polski na co dzień, polskość to zachowanie pewnych tradycji, modlitwa, opowiadania o historii rodziny i pielęgnowanie związków z rodziną z Polski, której losy są nie mniej trudne niż nasze – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Beata Pietkiewicz, która trafiła na finałową listę „Polak Roku 2020”

Jak Pani odebrała nominację w konkursie „Polak Roku 2020”?

To była miła niespodzianka, o której się dowiedziałam nie od znajomych, nie od przełożonych, a tak naprawdę z redakcyjnego Instagrama. Nie oczekiwałam tej nominacji. Na co dzień widzę mnóstwo osób, które swoją cichą, oddaną pracą budują naszą polską społeczność. Cieszę się, że moje skromne zasługi też zostały dostrzeżone.

Co znaczy dla Pani bycie Polką na Litwie?

Moim zdaniem, bycie Polką czy Polakiem na Litwie staje się coraz trudniejsze. Wydawałoby się, mamy wolność zrzeszeń, mamy wolność słowa, prasę, radio, telewizję polską, mamy polską oświatę, mamy przedstawicieli w sejmie i jako społeczność mocno stoimy na swoim. A jednak… Czy zawsze to cenimy? Jak ważne jest to dla nas w dobie obecnej? Jak kreujemy siebie jako społeczność? I jak siebie widzimy za kolejne 30 lat? Bycie Polką na Litwie oznacza więc dla mnie ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na te pytania, a te poszukiwania wiążę z działalnością społeczną i polityczną, z dbaniem o język, kulturę, o miejsca pamięci narodowej.

Czytaj więcej: Ks. prałat Wojciech Górlicki: By ludzie wiedzieli, jak Bóg ich kocha

Proszę opowiedzieć o sobie, swojej rodzinie…

Ukończyłam Szkołę Średnią w Butrymańcach. To była i jest szkoła z tradycjami, szkoła, która dawała nie tylko wiedzę, ale też podstawy do budowania tożsamości polskiej. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o pani Janinie Sakson, polonistce, która ustawiała nasze młode umysły na właściwy tor, ucząc nie tylko polskiego czy historii, ale też dobrych postaw obywatelskich. Cieszę się, że taką postawę mieli też dziadkowie ze strony ojca i mamy, którzy pomimo niełatwych czasów prowadzili swoje liczne potomstwo do szkół polskich i do kościoła. To wszystko miało bezpośredni wpływ również na mnie. Wybrałam więc naukę w Polsce. Na Uniwersytecie Warszawskim studiowałam historię, następnie wróciłam na Litwę, bo miłość i zobowiązania rodzinne były ważniejsze od ambicji znalezienia dobrej pracy w wielomilionowej stolicy Polski. Powrót w domowe pielesze był trudny, ale z czasem praca mnie znalazła i życie się potoczyło dalej.

Jak Pani lubi spędzać wolny czas?

Lubię otaczać się spokojem i książkami. Literatura piękna bądź profesjonalna – historyczna, psychologiczna, również teologiczna są moją odskocznią od codzienności. Wiele czasu wolnego spędzam na różnych dokształcających studiach – były to kursy przewodnika, studia podyplomowe z kreatywnego pisania czy dyplomacji kulturalnej, a nawet kurs makijażu czy projektowania ubrań. Ponadto wiele podróżujemy rodzinnie. Wsiadamy do samochodu, wyznaczamy punkt docelowy i bez większych planów wyruszamy gdzieś nad ciepłe morza. Zawsze z przygodami i dobrymi wrażeniami.

W polityce interesuje mnie działanie,
współdziałanie i rezultat
| Fot. archiwum

Jak jest pielęgnowana polskość w Pani domu?

Oprócz rzeczy dla mnie oczywistych, jak język polski na co dzień, polskość to zachowanie pewnych tradycji, modlitwa, opowiadania o historii rodziny i pielęgnowanie związków z rodziną z Polski, której losy są nie mniej trudne niż nasze. Polskość to nie skarb, który trzeba ukrywać, dlatego uczymy dzieci, że najważniejsze jest bycie sobą w każdej sytuacji, że nie trzeba się wstydzić polskiego imienia czy nazwiska, przedstawiając się kolegom innej narodowości, że należymy do dużego, wspaniałego narodu.

Jest Pani po studiach na Uniwersytecie Warszawskim. Dlaczego postanowiła Pani studiować w Polsce?

W tym roku minęło dokładnie 15 lat, odkąd ukończyłam studia. Jadąc na studia do Polski, byłam też studentką lituanistyki ówczesnego Wileńskiego Uniwersytetu Pedagogicznego i przez cały rok studiowałam na obu uczelniach jednocześnie. Było to niełatwe. Odpuściłam sobie studia na Litwie, koncentrując się wyłącznie na studiach historycznych. Nie tylko z powodu stypendium RP. Życie w Warszawie było o wiele bardziej mi bliskie ze względu na kulturę, światopogląd i szersze możliwości. Dodam, że nigdy nie żałowałam swego wyboru.
Została Pani posłanką na Sejm RL, do tej pory pełniła Pani funkcję zastępcy dyrektora administracji i zastępcy mera samorządu rejonu solecznickiego. Z jakimi wyzwaniami już się Pani spotkała?
Wyzwań w pracy, czy to w administracji, czy na co dzień jako wicemer, jest naprawdę niemało i to w każdej dziedzinie: w pracy socjalnej, oświacie, kulturze, w sferze komunalnej czy zarządzania ogólnego. Celem jest jak najlepiej wcielić w życie przyjęte ustawy i rozporządzenia. Oczywiście, wcielając je w życie, czasem widzimy ogromne trudności, jak np. z konkursami na dyrektorów szkół i przedszkoli czy kupnem domów wspólnotowego zamieszkania dla dzieci lub osób z ograniczoną pełnosprawnością. Wiąże się to nie tylko z brakiem funduszy samorządowych, ale też z tym, że niektóre ustawy, chociaż i dobre, są przenoszone na grunt naszej rzeczywistości bez głębszego rozeznania.

Czy zawsze interesowała się Pani polityką?

Ukończone studia historyczne pozwalają mi spojrzeć na wiele procesów obiektywnie i ujmować je w pewnym kontekście historyczno-społecznym. Są to procesy socjologiczne zachodzące w społeczeństwie polskim na Litwie, o czym mało się mówi u nas, ale też procesy polityczne, które nas dotyczą bezpośrednio. Powiem jak najbardziej szczerze – w polityce interesuje mnie działanie, współdziałanie i rezultat, nie zaś tylko intencje czy chęci, ale faktem też jest, że jedno bez drugiego nie może istnieć.