Więcej

    W gospodarstwo inwestują pieniądze zarobione za granicą

    Czytaj również...

    Vita i Tadas Petkevičiusowie po dziesięciu latach spędzonych na emigracji zaczęli uprawiać rolę w rejonie kielmskim. Gospodarstwo rozwijają dzięki środkom zarobionym w Anglii oraz wsparciu dla młodych rolników.

    Praca za granicą zamiast kariery trenera

    — Kiedy byłem mały, ojciec trochę gospodarzył, ale potem zrezygnował z pracy na roli. Mama jest nauczycielką, ojciec pracuje w zarządzie dróg, więc moją decyzję o zajęciu się rolnictwem niezbyt popierali — opowiada Tadas Petkevičius, gospodarzący w Krożach w rejonie kielmskim.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Co prawda, sam Tadas wcześniej również nie myślał o rolnictwie. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia na Uniwersytecie Szawelskim.

    — Ponieważ aktywnie sportowałem, po studiach rozpocząłem karierę sędziego koszykówki, sędziowałem na zawodach. Ale postanowiłem zarobić i wyjechałem do Anglii. Wykonywałem różne prace. W ciągu pierwszych dwóch lat zmieniłem około 20 miejsc pracy — mówi Tadas o początkach w obcym kraju i śmiejąc się dodaje, że karierę w Anglii zaczął od pracy na polach cebuli i ziemniaków. O swojej karierze w tym kraju opowiada dalej:

    W ciągu roku dobrze nauczyłem się języka angielskiego. Zacząłem sędziować na zawodach koszykarskich na Uniwersytecie Cambridge i w okolicznych miastach. W ciągu dnia pracowałem, a wieczorami sędziowałem. Oczywiście, szukałem zarazem innej pracy. W 2013 roku znalazłem. To był park-farma. Ludzie przychodzą tam zobaczyć, jak się pracuje na gospodarstwie, jak są karmione i doglądane zwierzęta i ptactwo hodowlane — i za to płacą. Zacząłem jako szeregowy pracownik i awansowałem do stanowiska kierownika parku-gospodarstwa, byłem drugi po szefie. Przez cztery lata kierowałem”.

    Przyciągały strony ojczyste

    I chociaż Tadas nie mógł narzekać ani na wynagrodzenie, ani na warunki pracy, to coraz bardziej nurtowała go myśl, żeby samemu się brać za rolnictwo na Litwie.

    — Ponieważ jeszcze przed wyjazdem za granicę stałem się mieszczuchem i rolnictwo kojarzyło mi się z czymś bardzo ciężkim, dopiero pracując w Anglii zobaczyłem, że to nie jest taka strasznie ciężka praca, jak to sobie wyobrażałem. Bez większego trudu radziliśmy sobie z kilkuset sztukami bydła, owiec, kóz i ptaków. Zatem zdobyte w Anglii doświadczenie skłoniło mnie do tworzenia swojego gospodarstwa rodzinnego — opowiada rozmówca.

    W 2015 roku Tadas zarejestrował swoje gospodarstwo w Krożach.

    — Pozostało tam  kilka hektarów ziemi po dziadkach — opowiada o początkach gospodarzenia rozmówca. — Postanowiłem zająć się hodowlą bydła. Kupiłem sześć jałówek rasy charolaise i angus. Ponieważ już od jakiegoś czasu łączyłem rolnictwo z pracą w Anglii, zatrudniłem jednego pracownika do doglądania gospodarstwa. Sam co miesiąc na tydzień wracałem na Litwę. Wykonywałem wszystkie najważniejsze prace i wracałem, ponownie ciężko pracując, żeby w przyszłym miesiącu wrócić na swoje gospodarstwo. Żyłem w ten  sposób trzy lata, stałem się jednym z głównych pasażerów linii lotniczych. Otrzymałem największe rabaty na loty. Aż do chwili pożegnania szef nie wierzył, że zostawię dobrze płatną pracę w jego firmie, a także udostępniony naszej rodzinie świetny dom nieopodal Londynu. Obydwoje dzieci urodziło się w Anglii. Córeczka — w Cambridge, syn — w Londynie. Podjęliśmy jednak stanowczą decyzję i w 2018 roku całą rodziną wróciliśmy na Litwę. Wówczas w naszym gospodarstwie było już 18 jałówek. Całe stado sam wyhodowałem. Widocznie, sama przyroda pomogła mi się urządzać, bo krowy przynosiły tylko jałówki. W ciągu tego czasu sprzedaliśmy może dwa byczki.

    Gospodarzenie łatwiejsze dzięki wsparciu

    — Urządzić się było łatwiej również dzięki wsparciu w wysokości 40 tys. euro uzyskanemu w ramach „Wsparcia na urządzenie się młodych rolników” według instrumentu „Rozwój gospodarki i rolnictwa” Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020. Otrzymane środki wydaliśmy na nabycie sprzętu potrzebnego w gospodarstwie. Kupiliśmy traktor z podnośnikiem z przodu, kosiarkę, wysiewarkę, bronę — o nabytym z dopłat sprzęcie mówi rolnik.

    Tak więc, dotacja było dużym wsparciem dla gospodarstwa Petkevičiusów. Tadas opowiada, że obecnie hoduje około pół setki bydła.

    — Sprzedaliśmy już kilka zwierząt, więc nie tylko inwestujemy, ale już otrzymujemy przychody z gospodarstwa. Mamy 27 hektarów własnej ziemi. Jeszcze trochę dzierżawimy. Wynajmujemy niewielkie działeczki, bo wokół Kroż jest krucho z ziemią, ale po trochu się pojawia — cieszy się z rozwoju swojego gospodarstwa rozmówca.

    Stosuje doświadczenie zdobyte w Anglii

    Kiedy Tadas zaczął gospodarzyć, miał 25 lat.

    — Mimo że dorastałem w Krożach, po powrocie poczułem się jak brzydkie kaczątko. Inni mi wyraźnie podkreślali: „Dokąd się pchasz, po co ci ta ziemia”. A jeszcze bydło hoduję nie tak, jak było przyjęte. Więc nieraz miejscowi donosili do służby weterynaryjnej, że bydło w moim gospodarstwie jest nieodpowiednio doglądane. Specjaliści weterynarze przyjeżdżali, oglądali i wyjeżdżali — o niezbyt łatwych początkach swojego gospodarzenia opowiada młody rolnik.

    Mimo to, doświadczenie i wiedzę o tym,  jak hodować zwierzęta, Tadas ma — zdobył je podczas pracy w Anglii.

    — Cały system hodowli bydła przejąłem z Anglii i zastosowałem go w swoim gospodarstwie. Moje zwierzęta mogą swobodnie przemieszczać się po zagrodzie. Mają szopę, kiedy chcą, mogą do niej wracać. Stale podawana jest im pasza, żeby mogły jeść, kiedy chcą i ile chcą. Cielne zwierzęta trzymam w wyremontowanej starej szopie. Praktycznie sam ją wyremontowałem. Zatem nie kosztowała mnie tysięcy euro i myślę, że w niej zwierzęta są nie mniej szczęśliwe niż te na farmie zbudowanej za pół miliona – mówi.

    Chociaż rolnicy jeszcze nie uzyskali statusu gospodarstwa ekologicznego, ale podążają w tym kierunku. Zwierzęta karmią sianem i sieczką, nie używają żądnych chemikaliów.

    Zbytu szuka za granicą

    — Jeden z sąsiadów ciągle mnie pyta: „Czy nie rozmyśliłeś się?” Rzeczywiście się nie straciłem ochoty i nie żałuję, że postanowiłem założyć swoje gospodarstwo, mimo że muszę mierzyć się z wieloma wyzwaniami — dzieli się przemyśleniami Tadas. I dodaje: jedną z największych trudności jest sprzedaż wyhodowanej rogacizny, gdyż litewski skup płaci znacznie mniej, niż w innych krajach UE.

    — Ponieważ świetnie mówię po angielsku, szukam możliwości sprzedaży zwierząt tam, gdzie więcej płacą. We Francji czy Niemczech kilogram mięsa wołowego kosztuje 1,90-2,10 euro, podczas gdy na Litwie w skupie płacą tylko 1,30-1,50 euro. Przy sprzedaży bydła robi to bardzo dużą różnicę, ale jak się chce pracować z zagranicą, potrzebna jest większa ilość zwierząt, a to wymaga więcej czasu i ziemi — rozważa rolnik i wyraża oczekiwanie, że może i na Litwie pojawią się giełdy skupu bydła, jak to ma miejsce w wielu krajach europejskich.


    Zam. 2297

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    Marcin Knackfus, architekt Jego Królewskiej Mości

    Personalia Marcina Knackfusa (Knakfusa) znaleźć można na tablicy wmurowanej na ścianie Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie. Nie jest natomiast znany wizerunek tego królewskiego architekta, profesora wileńskiej uczelni, radnego miejskiego, oficera wojsk Wielkiego Księstwa Litewskiego wspierającego walczące na Litwie z...

    Rosyjski budżet może utonąć w taniej ropie

    Wygasł entuzjazm kremlowskich urzędników i rosyjskiego aparatu propagandowego związany z wysokimi przez większość ubiegłego roku cenami ropy i gazu. Te ceny sprawiły, że mimo kurczącego się eksportu węglowodorów Rosja przez większość roku i tak miała z nich większe zyski....

    Przeglad BMTV z Zygmuntem Klonowskim. „Ukraina wygrała bitwę medialną, coś, co Polsce w 1920 nie udało się”

    Rola polskiej gazety „To był jedyny (polski) dziennik na terenie Związku Radzieckiego i rola, którą spełnił w tamte czasy jest nie do przecenienia” — opowiadał wydawca Zygmunt Klonowski o znaczeniu — wtedy jeszcze — „Czerwonego Sztandaru”. „Ani Białoruś, ani Ukraina...

    Estońskie Muzeum Wojny i Muzeum gen. Laidonera

    Zgodnie ze swoim statutem muzeum zajmuje się lokalizowaniem, gromadzeniem, konserwacją, badaniem i rozpowszechnianiem obiektów i materiałów związanych z estońską historią wojskowości, a także badaniem historii wojskowości i rozwijaniem stosunków międzynarodowych z innymi odpowiednimi instytucjami. Muzeum położone jest w Viimsi, przy...