Było to 39 lat temu

Jak ten czas leci… 13 grudnia 1981 r. Niedziela. Śnieg, mróz, a na ulicach miast wojsko, milicja, czołgi i tankietki. Od rana w TV i radio generał w okularach powtarza komunistyczny bełkot. Nocą zabierają z domów do ośrodków internowania prawie 10 tys. działaczy Solidarności i niepodległościowców.

W kolejnych dniach pacyfikują ostatnie strajkujące zakłady pracy, mordują dziewięciu górników z Kopalni „Wujek”. Godzina milicyjna, przepustki, kilometrowe kolejki przed sklepami. Jednocześnie rodzące się konspiracyjne podziemie, które osiągnęło niespotykane rozmiary w skali Europy. Wielu działaczy poszukiwanych listami gończymi ukrywa się – jedni skutecznie, inni po jakimś czasie trafiają za kratki. Jadwiga Chmielowska postanawia „zejść do podziemia”, zrywa z rodziną, ze znajomymi, z przyjaciółmi. To dla dobra konspiracji. Tworzy wokół siebie całkowicie nowe środowisko, organizuje siatkę konspiracyjną: drukarnie, kurierów, kolporterów. Po śmierci matki wie, że nie może pojawić się na pogrzebie.

Na cmentarzu więcej szpicli niż żałobników. Byli pewni, że przyjdzie. Że ją złapią. Mają pecha. W 1985 r. Jadwiga wstępuje do Solidarności Walczącej, jest szefem Katowickiego Oddziału SW. Po tym, jak na jesieni 1987 r. aresztują Kornela Morawieckiego, a na początku 1988 r. wpada Andrzej Kołodziej – Jadwiga zostaje przewodniczącą Komitetu Wykonawczego SW. W 1988 r. wspólnie organizujemy Autonomiczny Wydział Wschodni „Solidarności Walczącej”, rozpoczyna się nasza wieloletnia praca na Wschodzie. Gdy pewna kasta działaczy rozporządza milionami dolarów przychodzących z Zachodu, a drukarzom w niektórych strukturach płaci się niezłe pensje – Jadzia sama musi zarobić na swoje utrzymanie.

Pracuje na lewych papierach w firmie naszego przyjaciela, Krzysia Łucyka. Co chwilę zmienia miejsca zamieszkania, tego wymaga konspiracja. Stan wojenny i harówka w podziemiu pozbawiają ją dobrze zapowiadającej się kariery zawodowej i zdrowia. List gończy na Jadzię przestaje obowiązywać 1 sierpnia 1990 r. W wolnej III RP przez długi czas jest bezrobotna. Para się dziennikarstwem, robi filmy dokumentalne. Ustawa o odszkodowaniach dla represjonowanych Jadzi nie obejmuje – nigdy nie dała się złapać, aresztować. W tym wypadku ma ogromnego pecha. Będąc na głodowej emeryturze, zmuszona jest do dalszej pracy zarobkowej. A ci, co ją próbowali dorwać, opływają w dostatki. Taka dziwna sprawiedliwość.


Piotr Hlebowicz

Reklama

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 2(4) 8-15/01/2021