Protestantyzacja Ameryki Łacińskiej

Jeszcze do niedawna Amerykę Południową nazywano kontynentem katolickim. Kolonizowana przez Hiszpanów i Portugalczyków przyjmowała religię swoich metropolii. W ostatnich dekadach sytuacja zaczyna ulegać jednak znaczącej zmianie, ponieważ katolicyzm kurczy się tam kosztem dynamicznie rozwijających się wspólnot protestanckich, które najczęściej mają charakter zielonoświątkowy lub ewangelikalny.

Najbardziej widoczne jest to w Brazylii, która co prawda nadal pozostaje najludniejszym katolickim krajem świata (mieszkają tam 123 mln katolików), ale stała się też czwartym pod względem liczebności krajem protestanckim na naszym globie (z ponad 42 mln protestantów). O ile w 1970 r. katolicy stanowili tam 92 proc. mieszkańców, o tyle dziś jest tylko 64,5 proc. W tym samym czasie odsetek protestantów wzrósł z 5 do 22 proc. Podobnie jest w innych państwach latynoskich, gdzie udział protestantów w populacji był niegdyś znikomy, a dziś stanowią oni poważną siłę (np. w Hondurasie, Gwatemali i Nikaragui jest ich ok. 40 proc., w Salwadorze 36 proc., w Kostaryce 25 proc. etc.). Dlaczego tak się dzieje?

Przede wszystkim z powodu słabości tamtejszego katolicyzmu opartego na wywodzącej się z marksizmu teologii wyzwolenia i teologii ludu. Dla mieszkańca Europy Środkowej może brzmieć to szokująco, ale komunizm zakorzenił się w Ameryce Łacińskiej dzięki księżom katolickim, którzy zafascynowali się ideologią Karola Marksa i postanowili połączyć ją z religią Chrystusową. To sprawiło, że nauczanie Kościoła zaczęło się tam koncentrować na sprawach społecznych, opcji na rzecz ubogich czy ochronie środowiska, a zaniedbano kwestie życia duchowego.

Ludzie woleli więc pójść do zboru zielonoświątkowców, gdzie słyszeli wezwanie, by uznać Jezusa za swojego osobistego Zbawiciela, niż do kościoła rzymskokatolickiego, w którym mówiono wciąż o niesprawiedliwości społecznej lub walce z globalnym ociepleniem. Nic dziwnego, że we wspomnianej Brazylii biskupi popierają raczej partie lewicowe, z kolei zielonoświątkowcy głosują na prawicę. Kiedy argentyński kardynał Jorge Mario Bergoglio został wybrany na papieża, wielu watykanistów przewidywało, że dzięki niemu do Kościoła powszechnego wniesiona zostanie wyjątkowa specyfika katolicyzmu latynoamerykańskiego. Tak też się stało. Jakie okażą się tego globalne skutki, będziemy mogli ocenić po zakończeniu obecnego pontyfikatu.  


Grzegorz Górny

Reklama

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 3(7) 18-24/01/2021