„Deficyt” – odgłos sowieckiej epoki

Nie wiem, co bardziej wyśmiewali w monologu „Defcyt” z 1973 r. aktor estradowy Arkadij Rajkin i autor tego monologu, satyryk Michaił Żwaniecki – pracowników sowieckiego handlu czy w ogóle cały system sowiecki. Ale było śmiesznie.

Niby mówiono o dyrektorze sklepu, kierowniku bazy, innych przedstawicielach sowieckiego handlu, którzy ukrywali przed zwykłymi ludźmi deficytowe towary i rozprowadzali je wśród „szanowanych” ludzi, a jednak. Widz w Związku Sowieckim, nawykły czytać – a w tym wypadku słuchać wiele między wierszami – rozumiał, że problem tkwił nie tyle w tych, którzy dzielili „defcyt”, ile w samym systemie, który ten „defcyt” stwarzał. Najbardziej antysowiecko brzmiała końcówka monologu, w której mowa była o jakiejś fantastycznej dla człowieka radzieckiego epoce, gdy znikł wszelki deficyt.

Przypuszczam, że komunistyczna cenzura przepuściła ten kawałek monologu, myśląc, że Żwaniecki ma na myśli epokę komunizmu, która m.in. miała wybawić sowieckich ludzi od chronicznego braku towarów. I w dalekim 1973 r., gdy po raz pierwszy wykonano monolog, wydawało się, że taki cud nie wydarzy się nigdy. W rzeczywistości wszystko okazało się o wiele prostsze. Żeby towary pojawiły się na półkach, wcale nie był potrzebny komunizm. Wystarczyły upadek Związku Sowieckiego i nadejście gospodarki wolnorynkowej. I w sklepach pojawiło się wszystko tak, jak przepowiadali Rajkin i Żwaniecki. Artykuły spożywcze, ubrania, samochody, mieszkania, wycieczki zagraniczne – to wszystko przestało być „defcytem”. Do pełnego szczęścia trzeba tylko mieć odpowiednią sumę pieniędzy.

Na samym końcu wspomnianego monologu satyrycy życzą jednak: „Niech będzie wszystko! Ale niech czegoś jednak zabraknie!”. I zabrakło. Na samym początku 2021 r. zabrakło szczepionki przeciw covid-19. Stała się, jeśli tak można powiedzieć, prawdziwym „defcytem”. I wraz z deficytem od razu pojawiły się obrzydliwe odgłosy sowieckiej epoki. Osoby, nawet niektórzy medycy, mające dojścia do dzielenia szczepionek zaczęły poza kolejką szczepić „potrzebnych” i „szanowanych” ludzi. W jakimś sensie ci funkcjonariusze systemu opieki zdrowotnej są znacznie gorsi od sowieckich dyrektorów sklepów i kierowników baz. Poza kolejką dzielą nie delikatesy, ale ludzkie zdrowie, a często i życie. Jak się okazało, 30 lat niepodległości to jednak za mało, żeby wyzbyć się wszystkich reliktów minionej epoki.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 4(10) 23-29/01/2021