Sprawa życia i śmierci

Batalia o życie obywatela Polski głodzonego w szpitalu w Plymouth w Anglii to przykład starcia się ze sobą dwóch systemów etycznych. Przypomnijmy: 6 listopada 2020 r. mężczyzna w średnim wieku (znany pod inicjałami R.S.), mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii, doznał zatrzymania pracy serca na co najmniej 45 minut. W rezultacie doszło, według lekarzy, do poważnego i trwałego uszkodzenia mózgu.

Z tego powodu szpital w Plymouth wystąpił do sądu o zgodę na „odłączenie aparatury podtrzymującej życie”. Wywołało to podział w rodzinie chorego. Jego żona i dzieci wyraziły na to zgodę, natomiast sprzeciwiły się matka i siostra. Rozpoczęła się batalia o życie chorego, w którą oprócz najbliższych zaangażowały się sądy, władze państwowe, lekarze, kierownictwo szpitala, a także wiele osób i środowisk. Obie strony sporu opierają się na dwóch różnych założeniach. Pierwsze z nich odwołuje się do zasady nienaruszalności ludzkiego życia i swoimi korzeniami sięga V w. przed Chrystusem, gdy w kręgu greckiego medyka Hipokratesa został sformułowany pierwszy w dziejach kodeks etyki lekarskiej. Zabraniał on m.in. aborcji i eutanazji. Każdy, kto by ich dokonał, zhańbiłby zawód lekarza.

Ten etos znalazł później swoje dopełnienie w chrześcijańskiej zasadzie świętości ludzkiego życia. Drugim nurtem jest natomiast utylitaryzm, opierający się na kryterium użyteczności. Zgodnie z nim nie każde ludzkie życie ma taką samą wartość. Wartość życia człowieka nie jest bezwzględna, lecz stopniowalna i zależy od wielu czynników. Z orzeczeń angielskich sądów wynika, że obowiązek ochrony ludzkiego życia przez państwo maleje w zależności od stanu zdrowia chorego, jego przydatności dla społeczeństwa, a także oceny „jakości życia”. W Wielkiej Brytanii powstała nawet jednostka pomiaru „jakości życia”, zwana quale (QL – od ang. guality of life). Opierając się właśnie na takiej etyce, angielscy lekarze i sędziowie zdecydowali o „odłączeniu aparatury podtrzymującej życie” Polaka. Problem polega jednak na tym, że nie jest on podłączony do żadnej aparatury, ponieważ może samodzielnie oddychać. Nie może tylko samodzielnie jeść. W rzeczywistości zapadła więc decyzja nie o „zaprzestaniu uporczywej terapii”, ale o skazaniu chorego na śmierć głodową. Z jednego powodu: nie spełnia wymaganych kryteriów „jakości życia”. A kiedyś wydawało się, że po 1945 r. pewne rzeczy nie będą już możliwe…


Grzegorz Górny


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 5(13) 30/01-05/02/2021