8 marca minęło, długi pozostały…

Ponowne dojście do władzy konserwatystów, po długim czasie, wywołało niejakie napięcie w społeczeństwie, czy aby znów nie nastąpi nieoficjalna nagonka na obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet, celebrowanego oficjalnie w ponad 30 krajach świata.

Przecież faktem jest, że w latach już niepodległościowych była prowadzona antypropaganda „czerwonego święta”, w oderwaniu od faktów, jak to w Stanach Zjednoczonych, już na początku XX wieku wybuchały krwawo tłumione strajki robotnic domagających się praw wyborczych i polepszenia warunków pracy.

Obecnie mamy już trzecią dekadę XXI wieku, a równouprawnienie kobiet nadal nie jest należycie respektowane. Kobiety mają prawo nie tylko do przysłowiowego kwiatka, choć i taka mała radość ich cieszy… Wiedzą o tym i nasze władze, ale „z pokolenia na pokolenie” nie dają rady zadośćuczynić wiekowej sprawiedliwości.

Tylko trzy fakty. W ub. roku zwolniono o 3 600 kobiet więcej niż przyjęto do pracy. Mężczyzn do pracy przyjęto o 9 100 więcej niż zwolniono. W kategorii pracowników z wypłatą mniejszą niż oficjalne minimum w większości są kobiety. Dwie trzecie rodziców doglądających dzieci uczące się zdalnie, to znowuż kobiety…